W ministerstwach oszczędności szuka się wszędzie, ale nie redukuje się etatów i nie zmniejsza pensji urzędników. Tak wynika z odpowiedzi rządu na interpelację wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Putry (PiS).
[srodtytul]Więcej biurokracji [/srodtytul]
Putra zapytał wszystkich ministrów m.in. o to, ile osób zatrudniali i ile im płacili pod koniec 2007 r., czyli krótko po odejściu rządu PiS, i pod koniec 2008 r., po roku rządów koalicji PO – PSL.
Odpowiedziało dziewięć resortów i wszystkie przyznały się do wzrostu zatrudnienia. Rekordowo dużo, bo aż o 20 proc., zwiększyło się ono w Ministerstwie Nauki. Dlaczego zatrudnienie rośnie? Ministerstwo Finansów jako jedyne tłumaczy, że więcej urzędników potrzeba m.in. do obsługi funduszy unijnych.
– Rozrost biurokracji to przykra cecha administracji publicznej i rząd Tuska nie jest wyjątkiem – ocenia Jeremi Mordasewicz, ekspert KPP Lewiatan. – Po wyborach ministrowie wchodzą do ministerstw ze swoim zespołem, nie chcą narażać się już pracującym tam ludziom, więc urzędy puchną. A o efektywność nikt nie pyta.
Zatrudnienie spadło tylko w Kancelarii Premiera – o 13 etatów. Wzrosły w niej za to, średnio o tysiąc złotych, wynagrodzenia. – To pokazuje, że Kancelaria nie jest jeszcze zreformowana, a biurokracja, jak to biurokracja – ma się dobrze – mówi poseł PO Jerzy Budnik, szef Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich. Przyznaje, że dowodzi to, iż mimo obietnic PO nie udało się zdecentralizować administracji.
[srodtytul]Rosną głównie gabinety [/srodtytul]
Wynagrodzenia zwiększyły się zresztą we wszystkich resortach, które odpowiedziały Putrze. Powszechny był także rozrost gabinetów politycznych.
W gabinecie minister nauki Barbary Kudryckiej jeszcze do początku kwietnia pracowało siedem osób ze średnią pensją 7,3 tys. zł. – Z powodu oszczędności zwolniono właśnie dwie osoby – zastrzega rzecznik Kudryckiej Bartosz Loba.
Gabinet ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka zwiększył się z pięciu do ośmiu osób. Ale są wyjątki. Minister środowiska Maciej Nowicki deklaruje, że ma jednego doradcę zamiast całego gabinetu.
Rzecznik rządu Paweł Graś: – Nie znam tych danych, muszę je najpierw przeanalizować.
Krzysztof Putra: – Pierwsze wnioski są niepokojące.
Jeśli nie w etatach i pensjach, to gdzie rząd szuka oszczędności? Głównie w wydatkach na remonty, szkolenia i podróże służbowe.