Rząd nie rezygnuje z wprowadzenia nowego podatku od pustostanów, który ma być opracowany wspólnie przez resorty finansów i rozwoju. Na razie nie podaje jednak konkretnych rozwiązań ani daty ich ewentualnego wprowadzenia.

Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita", podatek ma objąć pustostany nabywane dla celów inwestycyjnych. Może więc zostać nałożony na fundusze inwestycyjne, które coraz bardziej interesują się polskim rynkiem i mogą przyczynić się do wzrostu cen (na przykład w czerwcu 2021 r. jeden z zagranicznych funduszy kupił 1000 mieszkań w Warszawie). Na celowniku są też tzw. flipperzy, czyli osoby, które okazyjnie wyszukują tanie nieruchomości, np. do remontu, by szybko sprzedać je z zyskiem. Nie wiadomo jeszcze, co w przypadku, gdy ktoś nabył kilka czy kilkanaście mieszkań, traktując zakup jako lokatę kapitału.

Przedstawiciele rządu zapewniają natomiast, że nowym podatkiem nie zostaną objęte osoby, które np. odziedziczyły nieruchomość.

Czytaj więcej

Budynki i lokale mieszkalne od 1 stycznia nie będą amortyzowane

Kontrowersyjny pomysł

Chociaż brak szczegółów, pomysł już teraz budzi kontrowersje.

– Pustostany nie stanowią żadnego realnego zagrożenia dla rynku mieszkaniowego, nie wpływają bowiem na strukturę podaży na nim. Ich udział w rynku jest marginalny. Nie uważam, żeby konieczne było podejmowanie działań podatkowych w tym obszarze – mówi Przemysław Dziąg, radca prawny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Dodaje, że pustostany pojawiają się w starych nieremontowanych budynkach, głównie kamienicach. Problemu nie ma właściwie na rynku pierwotnym.

– Nowe mieszkania, chociażby kupowane inwestycyjne, bardzo szybko trafiają na rynek najmu, gdzie równie szybko znajdują najemców – mówi Przemysław Dziąg.

Autopromocja
Rozlicz PIT z "Rzeczpospolitą"

W łatwy i wygodny sposób wypełnij zeznanie podatkowe

Pobierz za darmo

Stracą wynajmujący

Już teraz Polski Ład wprowadza duże zmiany dla osób, które czerpią zyski z prywatnego najmu nieruchomości. Od 2023 r. nie będzie już wyboru formy opodatkowania, wszyscy przejdą na ryczałt. To oznacza, że wynajmujący stracą zatem możliwość odliczenia jakichkolwiek kosztów. Nie będą też mieć kwoty wolnej.

Zaletą ryczałtu jest zaś niska stawka podatku: od dochodów do 100 tys. zł płaci się 8,5 proc., a powyżej 12,5 proc. Może być więc korzystny, gdy nieruchomość nie wymaga dużych nakładów.

Grzegorz Grochowina, szef zespołu zarządzania wiedzą w departamencie podatkowym w KPMG w Polsce

Od 2023 r. jedyną dopuszczalną formą opodatkowania najmu prywatnego będzie ryczałt od przychodów ewidencjonowanych. Dla wielu osób będzie to zmiana niekorzystna, oznaczająca wzrost opodatkowania. Najwięcej stracą ci, którzy ponoszą wysokie koszty, np. remontów, zakupów wyposażenia czy amortyzacji. To dlatego, że ryczałt płaci się od przychodów, bez możliwości odliczenia kosztów. Dodatkowo od 2023 r. nie będzie możliwości amortyzowania mieszkań. W trakcie prac sejmowych data wejścia w życie tych zmian została przesunięta, co daje wynajmującym dodatkowy rok na odliczenie kosztów. Warto ponieść kosztowne inwestycje, np. remont, przed końcem 2022 r., by skorzystać z odliczenia wydatków.