Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Henryka Krzywonos i Jolanta Kwaśniewska: nowa, zażyła przyjaźń
Omal się nie zadławił. Taka była reakcja bardzo znanego polityka SLD na wieść, że na weselu Oli Kwaśniewskiej bawiła się Henryka Krzywonos. – Przecież Kwaśniewscy poznali się z nią może rok temu. To już taka przyjaciółka rodziny? – gorączkował się w rozmowie z autorem tego tekstu. Bo według niego owa świeża „przyjaźń" jest szczytem hipokryzji.
Tramwaj zatrzymałam...
Henryka Krzywonos jest już jednak celebrytką. Z osoby jeszcze kilka lat temu kompletnie nieznanej stała się, dzięki operacji wielu mediów, „legendarną tramwajarką", która miała podtrzymać strajki sierpniowe w Gdańsku w 1980 r. Jej rola w tamtych wydarzeniach nie jest całkiem pewna, bo są historycy i świadkowie, którzy to kwestionują. Ale była potrzebna jako przeciwwaga dla trudnej do zakwestionowania legendy Anny Walentynowicz, która w wojnie politycznej ostatnich lat opowiedziała się po „niewłaściwej" stronie.
Operacja medialna „Krzywonos na piedestały" wymaga pewnego wysiłku. Wprawdzie internauci wyliczyli, że np. „Gazeta Wyborcza" pierwszy raz zauważyła Krzywonos dopiero w 1995 r. i przez długie lata później też nie eksponowała jej postaci, ale w ostatnich latach posypał się deszcz nagród i zaszczytów.
Andrzej Wajda postanowił naprawić swój błąd sprzed kilku dekad, kiedy w „Człowieku z żelaza" siebie samą zagrała Anna Walentynowicz, lecz ani słowa nie było o „legendarnej tramwajarce". Podobny „błąd" popełnił niemiecki reżyser Volker Schloendorff, który ledwie kilka lat temu nakręcił film o Walentynowicz, lecz nic o Krzywonos.
Dziś jednak, o ile Wajda przezwycięży perypetie finansowe wywołane wycofaniem sponsoringu przez firmę Amber Gold, „legendarna tramwajarka" także znajdzie miejsce w kinematografii, a konkretnie w filmie o Lechu Wałęsie.
Człowiek, którego medialny obraz w III RP można porównać do tego, co działo się z wizerunkami niektórych wodzów rewolucji w Związku Sowieckim. Takimi jak Bucharin, Zinowiew czy Trocki. Jak oni był zrzucany i wracał na piedestał. W zależności od koniunktury politycznej i potrzeby chwili.
Był już Wałęsa legendarnym przywódcą, potem szaleńcem z siekierą, a ostatnio znów jest „Kościuszką naszych czasów" (to określenie Andrzeja Wajdy). Niekonsekwencja jest tu cechą środowisk salonowo-establishmentowych, bo prawica dość szybko uznała, że Wałęsa jest „Bolkiem", a SLD-owska lewica nigdy nie miała do niego sentymentu.
Operacja z opiniami o Wałęsie opiera się na założeniu, że ludzie w Polsce mają krótką pamięć. Ton zmianom nadawała jak zawsze „Wyborcza". Jej czas uwielbienia dla Wałęsy skończył się już latem 1989 r., gdy naczelny „GW" uznał, że po drodze mu z premierem Mazowieckim, a nie przewodniczącym związku, któremu zawdzięczał szefostwo w gazecie. Kampania prezydencka 1990 r. zaowocowała m.in. takim zdaniem Adama Michnika: „Wałęsa jest nieprzewidywalny. Wałęsa jest nieodpowiedzialny. Jest też niereformowalny. I jest niekompetentny".
Późniejsze współżycie między medialnym salonem a Wałęsą było i jest sinusoidą nastrojów. Na co dzień udawany szacunek, ale i z trudem skrywana pogarda dla jego braku ogłady i językowych błędów („o take Polske..."). Wałęsa jest potrzebny jako młot na prawicę. Tę rolę spełnił w czasie obalenia rządu Jana Olszewskiego. Po przegranych wyborach prezydenckich i kilku groteskowych próbach powrotu przestał być traktowany poważnie.
Dopiero dwie sprawy mu umożliwiły powrót do łask. Oskarżenie o współpracę agenturalną uruchomiło chór obrońców, którym jednak nie tyle chodziło o Wałęsę, ile o walkę z lustracją. Drugą kwestią było włączenie się Wałęsy do „antykaczystowskiej" krucjaty.
Lecz i wtedy salon od czasu do czasu musiał go dyscyplinować. Wałęsa ostro wypowiedział się o Günterze Grassie, gdy wyszła na jaw nazistowska przeszłość pisarza. Upomniał go Adam Michnik, przypominając, że i Wałęsa ma trochę brudu za uszami, co było jawną aluzją – wbrew oficjalnej wykładni obowiązującej na ul. Czerskiej w Warszawie – do sprawy „Bolka".
Podobnie było, gdy Wałęsa poparł antyunijną partię Libertas. – Lech Wałęsa oddaje się Declanowi Ganle-yowi jak kurtyzana – stwierdził wówczas jeden z wicenaczelnych „Gazety".
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: