I nagle, w ciągu kilku tygodni potrzeba zmian przybrała dynamikę rewolucji. Cokolwiek by zrobił urzędujący prezydent, okazywało się ślepą uliczką, gdziekolwiek poszedł rywal, było triumfalne. Słowa nie miały już takiego znaczenia jak sam ich dźwięk, melodia głosu i siła.
Zagłosowano na zmianę. Wielki udział w tym miała młodzież. Ale czy razem ze zmianą zagłosowano na „nowe"? Jest w tych wyborach coś paradoksalnego. To partia, z której wywodzi się prezydent Komorowski, stawiała przecież na „postęp", a PiS na „powrót do wartości". To prezydent Komorowski coraz chętniej zaczął sięgać po język lewacki, a więc ten, który pozornie ma się kojarzyć z „postępowym światopoglądem".