4 zł tygodniowo przez rok !
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Dystrybuujący „Emilię Perez” Netflix wymazał nazwisko Karli Gascón (z lewej) z materiałów promocyjnych z powodu jej kontrowersyjnych wypowiedzi i oparł kampanię reklamową na drugoplanowej roli Zoe Saldañy (z prawej), która zresztą też odcięła się od słów koleżanki
Miało być pięknie. 13 nominacji do Oscara dla francusko-meksykańskiej koprodukcji opowiadającej o szefie kartelu narkotykowego, który zmienia płeć (oraz odmienia własne serce i sumienie), miało zamienić się w deszcz Oscarów. Cztery Złote Globy, dwie BAFTY, dwie nagrody w Cannes i wiele innych statuetek zapowiadało, że filmowy pieszczoch lewicowych salonów będzie lśnił w niemal każdej kategorii wieczorem 2 marca w Dolby Theater. Miał być pierwszy w historii Oscar dla transseksualnej aktorki i jeden wielki manifest przeciwko polityce Donalda Trumpa wobec środowisk transseksualnych. Nic z tego. „Emilia Perez” zdobyła tylko dwa Oscary (dla drugoplanowej aktorki i za piosenkę), przegrywając nawet statuetkę w kategorii najlepszy film międzynarodowy, w której film Jacques’a Audiarda był pewniakiem. Nie było manifestów na scenie. Nie było nagrody dla Karli Sofii Gascón. Nie było erupcji woke podczas 97. gali rozdania najbardziej pożądanej w świecie kina złotej statuetki. Ba, podczas prowadzonej bardzo konserwatywnie przez Conana O’Briena gali polityki nie było na scenie niemal wcale. W czasie wyjątkowo agresywnych pierwszych miesięcy prezydentury Donalda Trumpa wzbudziło to niemałe zdumienie. Hollywood przestał być woke?
Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.
Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.
Kliknij i poznaj szczegóły oferty
Najlepszą częścią pożegnalnego albumu Megadeth są utwory spokojniejsze i bardziej refleksyjne.
Książkę Pawła Sołtysa czyta się z przyjemnością. Można na raz, można na wyrywki, można wypisywać co piękniejsze...
„Karakum” to okazja, by poprowadzić własną karawanę…
Norwegia miała trolle i się tym chwali. Nic, tylko brać przykład.