Ostatnio pojawiło się sporo interesujących książek, ale najbardziej w pamięć zapadła mi powieść „Wellness” Nathana Hilla. Przyznaję, że spodziewałem się czegoś odrobinę innego od twórcy „Niksów”, co nie oznacza, że się zawiodłem. Małżeńskich historii w literaturze było już na pęczki, a jednak to spojrzenie Hilla na związek potrafi mocno człowieka poruszyć. Teraz za to czekają przede mną „Wilki z lasu wieczności”. Karl Ove Knausgård nie jest może moim ulubionym pisarzem, ale potrafi ze zwykłych historii zrobić coś, przez co się po prostu płynie. To zupełnie inna powieść niż kilkutomowa „Moja walka”, ale już czuję, że się polubimy. Lubię, kiedy pisarze nie chodzą utartymi ścieżkami.