Pani Justyna źle się poczuła. Na tyle źle, że młoda, ledwie 32-letnia zdrowa kobieta trafiła do szpitala w Dębicy. Precyzyjniej byłoby powiedzieć: trafiła do poczekalni na oddziale ratunkowym. Spędziła tam bite siedem godzin, ostatnie, jak się miało okazać, siedem godzin jej życia. Nie miał kto jej podać wody, nikt jej nawet nie przykrył. Tak sobie leżała i czekała. Nie była nikim ważnym, nikt w jej sprawie nie interweniował, więc ją zostawiono. Stwierdzono, że ma tętniaka, ale zamiast natychmiast przewieźć do Rzeszowa, kazano jej czekać kolejne dwie godziny. Do kliniki nie dojechała. No, przykra sprawa, ale przecież wszyscy niewinni, wszyscy chcieli dobrze. Zostawiła męża z dwójką małych jeszcze chłopaków. Młodszy codziennie płacze i pyta ojca, co z mamą. Zostali sami, nikt im nie chce pomóc. Wszystko dlatego, że pani Justyna nie była w ciąży.