Reklama

Zatruci błękitnym kwiatem

Krótka forma prozatorska rządzi się swoimi prawami. Można być mistrzem noweli, a jednak nie radzić sobie z powieścią, która przecież jest odrębnym zjawiskiem. Na dodatek dość elitarnym, wbrew temu, że dzisiaj etykietę powieści przykleja się do wszystkiego. Mieliśmy wybitnych prozaików (m.in. Kornela Filipowicza, Jerzego Stefana Stawińskiego), którzy nigdy nie błysnęli powieścią. Ale bywają też i literaci wszechstronni, np. Józef Hen czy Kazimierz Orłoś.
Zatruci błękitnym kwiatem

Foto: materiały prasowe

Wojciech Chmielewski, po chłodno przyjętej przez krytykę powieści „Belweder gryzie w rękę" (2017), wrócił do sprawdzonej formuły i wydał znakomity zbiór opowiadań „Magiczne światło miasta" (2019). Ale powieść znów się o niego upomniała i w 2021 r. opublikował „Jezioro Dargin". Skutek jest taki, że dostaliśmy jedną z najlepszych książek w dorobku tego pisarza.

Dlaczego tym razem Mazury, a nie stolica, jak to było niemal zawsze w twórczości Chmielewskiego? Otóż bohater jedzie nad Dargin, by od Warszawy odpocząć. Zresztą motyw odejścia i przemiany jest tu kluczem. O bohaterze wiemy dużo, choć pozostaje on dla czytelnika bezimienny. Pracował w radiowej Trójce, ale właśnie dostał wypowiedzenie, choć nie z powodów politycznych. Z wykształcenia i pasji jest germanistą – zaczytuje się w powieściach Ernsta Wiecherta, dziełach Schillera i Novalisa. Z tego ostatniego Chmielewski wziął „błękitny kwiat", który natrętnie powraca w myślach narratora, a jednocześnie zdobi okładkę książki. Czym jest „blaue Blume"? W „Jeziorze Dargin" zdaje się być majakiem innego, ciekawszego życia. Bo o rozczarowaniu codziennością jest właśnie ta powieść.

4 zł tygodniowo przez rok!

Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!

Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama