Grał lider Serie A, jednej z najsilniejszych lig świata, z szesnastą drużyną polskiej ligi, która nie wiadomo dlaczego nazywa się ekstraklasą. Przez ponad godzinę nie widać było większych różnic. Legia szczęśliwie, ale i zasłużenie zdobyła szybkie prowadzenie (Mahir Emreli) po jedynej akcji, jaką przeprowadziła w pierwszej połowie. Drugą zaczęła od strzału w słupek Yuriego Ribeiro.

Napoli przez cały czas miało piłkę, ale grało jakby strata i niebezpieczeństwo porażki nie robiły na nim żadnego wrażenia. No i się doczekało. Najpierw, po faulu bramkę z karnego strzelił Piotr Zieliński. Potem Josue postanowił w polu karnym wybić piłkę nożycami, co nie było dobrym wyborem. Sfaulował przeciwnika i Włosi po drugiej jedenastce prowadzili 2:1 na ok. 20 minut przed końcem.

Czytaj więcej

Ekstraklasa: Niskie notowania Legii Warszawa

Ponad godzinne punktowanie, przetrzymywanie piłki, nieskończona ilość prób ataku pozycyjnego - wszystko to nie tyko robiło wrażenie na legionistach, ale chyba też odbierało im wiarę. Nie byli w stanie przeprowadzić skutecznej akcji, męczyli się biegając za piłką, tracili siły i popełniali coraz więcej błędów. W końcu za to zapłacili, stratą kolejnych dwóch goli.

Z punktu widzenia Artura Jędrzejczyka mecz powinien skończyć się wcześniej. Dla doświadczonego obrońcy okoliczności, w jakich wygrał z nim i strzelił czwartego gola Adam Ounas były szczególnie przykre.

Ze smutkiem ogląda się mistrza Polski, przechodzącego bardzo poważny kryzys. Nowy trener Marek Gołębiewski jeszcze dwa tygodnie temu prowadził drugą drużynę Legii w trzeciej lidze. Przeskoczył kilka szczebli do ekstraklasy i Ligi Europy i nie jest w stanie dokonać cudu. Musi pić piwo, nawarzone przez Czesława Michniewicza, bo to on sprowadził drużynę na dno.

To nie może trwać wiecznie, bo w Legii jest zbyt dużo piłkarzy dobrych jak na polskie warunki. Marek Gołębiewski jest podobno trenerem zdolnym, człowiekiem przyzwoitym, musi mieć czas. Ale czy jego szefowie będą mieli cierpliwość?