W procesie zdarza się, że choć zarówno strony, jak i sąd dopełniły swoich obowiązków precyzyjnego przedstawienia i zbadania sprawy, wciąż nie można jednoznacznie określić wysokości kwoty, jaką należałoby zasądzić.

Twórcy kodeksu postępowania cywilnego mając na uwadze takie trudności, dali sądowi pewną furtkę.

Mianowicie, zgodnie z art. 322 k.p.c., jeżeli w sprawie o naprawienie szkody, o dochody, zwrot bezpodstawnego wzbogacenia lub o świadczenie z umowy o dożywocie sąd uzna, że ścisłe udowodnienie wysokości żądania jest niemożliwe lub nader utrudnione, może zasądzić odpowiednią sumę według swej oceny, po rozważeniu wszystkich okoliczności sprawy.

Utrudnienie dowodzenia może być spowodowane zarówno niemożnością dotarcia do odpowiednich środków dowodowych, jak i brakiem możliwości przeprowadzenia pewnych dowodów.

Tak czy inaczej w określonych okolicznościach powód dochodzący swoich roszczeń ma szansę na to, że dostanie pieniądze, nawet  gdy nie będzie umiał dowieść precyzyjnie wszystkich okoliczności. Nie znaczy to jednak, że nie ma w związku z tym żadnych obowiązków.

Dziś nie ma wątpliwości, że art. 322 k.p.c. może mieć zastosowanie do spraw, w których pracownicy walczą ze swoimi przełożonymi o dodatkowe świadczenia. Sąd Najwyższy nie raz wskazywał, że skoro w tym przepisie jest mowa o tym, że stosuje się go do spraw o dochody, to proces o wypłatę za przepracowane nadgodziny jak najbardziej się tu mieści.

W ocenie SN, w sytuacji  gdy pracownik udowodnił, że pracował w godzinach nadliczbowych, a – jedynie wobec nieprowadzenia przez pracodawcę ewidencji czasu pracy – nie może wykazać liczby przepracowanych godzin, ustalenie wynagrodzenia może nastąpić według reguł z art. 322 k.p.c. (wyrok SN z 5 lipca 2002, I PKN 314/01).

Sama jednak możliwość zastosowania tej regulacji do spraw o wynagrodzenie to zbyt mało. SN musi regularnie badać sprawy, w których sąd orzekł według swojego uznania, nie mogąc dojść do konkretnych ustaleń w zakresie przepracowanych godzin nadliczbowych. Wątpliwości pojawiają się zazwyczaj na tle oceny, kto i co musi w procesie wykazać.

Problem jest tym większy, że podwładni z reguły występują z powództwem po rozwiązaniu stosunku pracy, po latach pracy ponad obowiązujące normy.

Nie rzadko też albo pozwana firma nie dysponuje w ogóle ewidencją czasu pracy, albo jest ona tak niekompletna lub niewiarygodna, że nie można na jej podstawie poczynić żadnych wiążących ustaleń. W efekcie zasądzenie roszczenia według własnego uznania jest kuszącą perspektywą dla sądu.

Autor jest asystentem sędziego w Izbie Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego

Czytaj też:

 

Zobacz

»

Kadry i płace

»

Wynagrodzenia

»

Wynagrodzenie za nadgodziny