Redakcja "Rzeczpospolitej" ogłosiła uroczyście wyniki 19. edycji rankingu kancelarii prawniczych. To jedno z ważniejszych wydarzeń w świecie prawniczym w Polsce. Wielorakie kryteria, poczynając od liczby pracujących w kancelarii adwokatów i radców prawnych, przez kryterium innowacyjności w pracy kancelarii, kończąc na wyborze transakcji wymagającej kunsztu prawniczego, pozwalają spojrzeć szeroko na działalność prawników. Ranking jest przewodnikiem dla instytucji i firm szukających pomocy prawnej w sferze działalności gospodarczej. Ale obraz świata prawniczego wyłaniający się z rankingu jest niepełny. Dlatego warto spojrzeć na adwokaturę jeszcze z innej perspektywy, która ukazuje nasz zawód jako obrońcy praw człowieka, przewodnika dla ludzi przez zawiłości prawne, pomocnika w trudnych sprawach życiowych. Dobrze, że „Rz" dostrzega i tę stronę adwokatury i współdziała z Fundacją dla Polski jako patron medialny i partner Nagrody im. Edwarda Joachima Wende. W ubiegłym tygodniu odbyło się posiedzenie kapituły nagrody i dokonano wyboru laureata/laureatki 14. edycji. Wyniki będą ogłoszone uroczyście zaraz po wakacjach.Patron nagrody, adwokat Edward J. Wende, zmarł 28 maja 2002 r. Obecne młode pokolenie adwokatury nie miało przywileju obserwowania mecenasa Wende na sali sądowej, w pracy. A brał on udział w wielu ważnych i głośnych politycznych procesach lat 80. XX w. Był obrońcą Leszka Moczulskiego w procesie KPN, który zaczął się w 1980 r., a kończył w stanie wojennym przed sądem wojskowym, był także obrońcą Janusza Onyszkiewicza oraz innych działaczy opozycji demokratycznej szykanowanych i oskarżanych za podziemną działalność. Był ponadto obrońcą księdza Jerzego Popiełuszki, wobec którego bezpieka – zanim jeszcze posunęła się do zabójstwa – podejmowała różnego rodzaju prowokacje. Wreszcie, po zbrodni na kapłanie, był mecenas Edward Wende jednym z pełnomocników oskarżycieli posiłkowych w procesie zabójców ks. Popiełuszki. Jego przemówienie końcowe w tym procesie było nie tylko mową oskarżycielską wobec oskarżonych, którzy siedzieli na ławie oskarżonych, ale było też mową oskarżającą zleceniodawców, którzy nigdy nie zostali ujawnieni ani postawieni przed sądem za to morderstwo polityczne. „Dramat tej śmierci jest już za nami. Księdzu Jerzemu nie grozi już nic. Zabójstwo się oskarżonym udało, ale celu nie osiągnęli. Z zamierzonego zła nie powstaje zło, ale wielkie, niezamierzone dobro. (...) Chciałbym mieć nadzieję, że już nigdy przedstawiciele władzy nie będą tak słabi, aby udowadniać swoje racje przy pomocy zbrodni" – powiedział w swej niezapomnianej mowie końcowej w tym procesie.

Brał adwokat Wende na siebie także trudną rolę obrońcy w procesach lokalnych działaczy opozycji, demonstrantów zatrzymywanych przez milicję. Po prostu starał się pomagać ludziom. Wiedział, że samo jego pojawienie się na rozprawie gdzieś w Polsce podniesie na duchu lokalną społeczność, a przede wszystkim doda sił oskarżonemu, którego jechał bronić. Był optymistą, wierzył, że mogą zapadać sprawiedliwe wyroki nawet w tamtych złych czasach. Po latach w jednym z wywiadów mówił, że każde prawo, nawet to złe, może być dobrze wykorzystane, jeśli jest stosowane przez dobrych sędziów, dobrych prokuratorów, dobrych adwokatów. Natomiast nawet najlepsze prawo może zostać zaprzepaszczone (...) przez złych sędziów, którzy nie są niezawiśli, lecz uzależnieni od decyzji politycznych.

Wielkiej odwagi wymagało podejmowanie się obrony w czasie stanu wojennego i w latach późniejszych. Niejednokrotnie sam był wzywany z tego powodu na przesłuchania przez milicję.

W Polsce po 1989 r. zaangażował się w politykę. Wyznawał w niej proste zasady, o których mówił, że „stara się być uczciwy, nie zmieniać poglądów, mówić, co myśli ze wszystkimi tego konsekwencjami. Nie jestem zamieszany w afery, nie należę do rad nadzorczych". W 2001 roku, kiedy proponowano mu zmianę partii, która bardzo traciła w sondażach, a w której był od początku, na inną dającą gwarancje sukcesu wyborczego, powiedział, że „nie porzuca się bliskich i znajomych w trudnej sytuacji. Wychodzę z założenia, że nie zmieniając partii, zachowuję twarz".

Adwokat Edward Wende był bardzo życzliwy ludziom, towarzyski, uwielbiali go dziennikarze prowadzący polityczne wywiady w Sejmie. Jego pasją była jazda na motorze. Uwielbiał wiatr dający poczucie wolności. Tłumy na pogrzebie, kawalkada kilkudziesięciu motocyklistów na ciężkich motorach odprowadzających trumnę na cmentarz zaświadczyły, jakim był Człowiekiem.

Dobrze wspomnieć sylwetkę adwokata Wende, by pokazać, że palestra ma też niezmiennie oblicze obrońcy praw ludzi. I dzisiejsi ich obrońcy w naszym zawodzie mają na kim się wzorować.

Autor jest adwokatem, b. prezesem Naczelnej Rady Adwokackiej