Oczywiście nie sposób obecnie przewidzieć rozwoju pandemii i stanu zagrożenia epidemicznego na dzień 10 maja 2020 r. Z nadejściem wiosny teoretycznie jest szansa na cofnięcie się pandemii, ale równie dobrze może w tym czasie dojść do szczytowego poziomu rozwoju choroby. W każdym razie postaram się przedstawić praktyczne problemy związane z organizacją wyborów, gdyby utrzymał się (lub pogorszył) stan z końca marca 2020 r.

Wybory nie przeprowadzą się same

Przede wszystkim trzeba sobie zdawać sprawę, że wybory nie przeprowadzą się same. Do ich przeprowadzenia konieczne jest zaangażowanie armii ludzi, którzy na zasadzie dobrowolności poświęcą swój czas dla realizacji tego celu. W tym przypadku będą jednak musieli poświęcić nie tylko czas, ale i zaryzykować zdrowie swoje i swoich najbliższych. A to może okazać się problematyczne.

Pierwszy etap to 256 sędziów – członków 49 komisji okręgowych. Znalezienie wśród sędziów ochotników do dodatkowej pracy za stosunkowo niewielkie pieniądze zawsze było cokolwiek problematyczne, ale się udawało. Teraz też udało znaleźć się kandydatów. Jednak było to przed wybuchem zarazy. Ilu z tych sędziów zrezygnuje? Oczywiście trudno powiedzieć, ale zapewnienie pełnego składu komisji okręgowych, nadzorujących przebieg wyborów, może okazać się wątpliwe.

Tym bardziej, że wśród zarażonych są też już sędziowie i w każdej chwili dana komisja okręgowa może zostać zdekompletowana na skutek zakażenia czy też kwarantanny niektórych, a nawet wszystkich, jej członków. To samo dotyczy pracowników delegatur Krajowego Biura Wyborczego, którzy też w każdej chwili mogą zostać zarażeni lub skierowani na kwarantannę, co na 2 tygodnie wyłącza z działania całą delegaturę. Co zrobić w takiej sytuacji? Nie wiadomo.

Czytaj także:

Krzysztof Krasowski: Kampania wyborcza w czasach zarazy, po trupach w wyścigu po władzę

Dotychczasowy regulamin komisji okręgowych z dnia 2 marca 2020 r. jak dotąd nie przewidywał sytuacji nadzwyczajnych, np. zdalnych posiedzeń komisji. Wszystko powinno odbywać się w sposób tradycyjny i nie sposób stwierdzić, jak zapewnić bezpieczeństwo epidemiologiczne sędziom zasiadającym w tych komisjach, którzy przecież w noc wyborczą musieliby mieć bezpośredni kontakt z grupą kilkudziesięciu osób – przedstawicieli gmin przywożących papierowe wyniku wyborów. Trzeba bowiem pamiętać, że elektroniczne przekazanie wyników nie jest wystarczające. Już na tym etapie organizacja wyborów może więc utknąć w sposób definitywny.

Liczebność Wojska Polskiego jest zbyt mała

Znacznie poważniejszy problem byłby z komisjami obwodowymi, które bezpośrednio zajmują się przeprowadzeniem wyborów w poszczególnych gminach. W tym przypadku jest to skala ponad 27.000 komisji, liczących standardowo około 250.000 osób. Obsada minimalna to 137.000 osób. Jak nakłonić taką rzeszę ludzi do zaryzykowania życia i zdrowia swojego i swoich najbliższych? Doprawdy nie wiem. A całkiem możliwe, że już niedługo, jako komisarz wyborczy, stanę przed problemem znalezienia członków komisji obwodowych.

Co do zasady członków komisji powołuje się spośród kandydatów zgłoszonych przez komitety wyborcze. Jeśli będzie ich zbyt mało – spośród wszystkich uprawnionych do głosowania z danego województwa. Ale i tak potrzebna jest zgoda kandydatów. A liczebność Wojska Polskiego jest zbyt mała, by można było zapełnić komisje wyborcze żołnierzami...

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Gdyby nawet udało się skompletować komisje obwodowe, to i tak ich praca byłaby mocno problematyczna. Jak dotąd nie mają możliwości pracy zdalnej, a bezpośrednie spotkania byłyby niewskazane. Nie będzie możliwe przeprowadzenie szkoleń. Urzędy gmin są praktycznie zamknięte dla interesantów, więc bardzo wątpliwa będzie współpraca komisji i urzędników wyborczych z urzędami gmin, co jest podstawą działań związanych z przygotowaniem wyborów. Zapewnienie ze strony gmin obsługi informatycznej może okazać się w wielu miejscach niemożliwe. Trudna do wyobrażenia jest dystrybucja kart wyborczych. Znaczne ograniczenia wystąpić mogą w realizacji prawa do głosowania przez pełnomocnika i głosowania korespondencyjnego.

Kwarantanna ma charakter dynamiczny

Ważnym elementem przygotowań do wyborów jest opracowanie rejestru wyborców, a na ich podstawie - spisów wyborców. Wyborcy mają prawo do sprawdzania swojej obecności w rejestrze, mogą wnosić reklamacje w tym zakresie, z sądową drogą odwoławczą, a także uzyskiwać zaświadczenia umożliwiające dopisanie do spisu wyborców i wnosić o takie dopisanie. Wszystko to odbywa się w drodze analogowej i nie ma możliwości prawnych i technicznych, by uczynić to zdalnie. W sytuacji, gdy urzędy gmin faktycznie nie funkcjonują – wszystkie te czynności nie będą możliwe do wykonania.

Wreszcie sam dzień wyborów. Sanepid określił wstępne warunki, jakim powinny odpowiadać lokale wyborcze w czasie epidemii. Prawdę mówiąc, są to warunki bardziej przypominające powieść science fiction niż realne możliwości. Zapewnienie jednokierunkowego ruchu wyborców (osobne wejście i wyjście) nie jest możliwe w większości lokali. Jest za to możliwe utrzymanie odległości 2 m między głosującymi – skoro można to zrobić w supermarketach, to można i w lokalu wyborczym. Gorzej z odległościami między członkami komisji. Sanepid zaleca stosowanie jednorazowych, dezynfekowanych długopisów. Pomysł ciekawy, ale to oznacza konieczność zakupu 30 milionów długopisów. Kto miałby to zrobić? I za co? Członkowie komisji powinni mieć maski i rękawiczki jednorazowe oraz płyn do dezynfekcji rąk. Postulat słuszny, ale w sytuacji braku środków ochrony osobistej dla służb medycznych, zapewnienie tych środków dla grupy 250 tysięcy członków komisji wyborczych jest jednak pomysłem cokolwiek ekscentrycznym. Dodatkowo postulowane jest wyposażenie stanowisk komisji w szyby lub pleksi. To dałoby się teoretycznie zrobić, aczkolwiek takie wyposażenie 27.000 lokali wyborczych to kolejne miliony złotych i poważne obciążenie dla gmin.

W ostatnich dniach obywają się w niektórych gminach wybory uzupełniające, co ma być argumentem potwierdzającym możliwość przeprowadzenia wyborów w czasach zarazy. Jest to jednak poczucie złudne. Przede wszystkim to zupełnie inna skala. W wyborach uzupełniających zwykle bierze udział tylko jedna komisja wyborcza, maksymalnie kilka komisji z danej gminy. Organizacja wyborów jest tu znacznie prostsza niż wybory w skali kraju. Liczba wyborców jest również ograniczona – podawana w mediach wysoka frekwencja rzędu 40% oznaczała w praktyce obecność około 70 wyborców...

Pozostaje kwestia kwarantanny, którą w chwili pisania tego tekstu objętych jest 170.000 osób i liczba ta może w każdej chwili ulec zmianie. Osoby te zostałyby pozbawione prawa do głosowania. Między bajki można bowiem włożyć opowieści o możliwości przynoszenia urny wyborczej pod drzwi osoby objętej kwarantanną. Głosowanie może odbywać się tylko w lokalu wyborczym, a wynoszenie urny poza lokal jest zabronione.

Zgodnie z najnowszą nowelą, do tych osób miałyby mieć zastosowanie przepisy dotyczące głosowania korespondencyjnego. Planowane jest nawet rozszerzenie głosowania korespondencyjnego na wszystkich wyborców. Jest to na pewno bezpieczniejsze, ale rozwiązuje problem w sposób pozorny. Nadal nie wiadomo, jak pakiety wyborcze miałyby w sposób bezpieczny i skuteczny dostarczone wyborców i zwrotnie komisjom wyborczym. Dotychczas głosowanie korespondencyjne dotyczyło kilku tysięcy wyborców. W obecnych warunkach mogłoby dotyczyć trzydziestu milionów. Mam poważne wątpliwości, czy byłoby możliwe pod względem organizacyjnym prawidłowe wysyłanie przez urzędników wyborczych i doręczanie przez Pocztę Polską takiej liczby pakietów wyborczych, przy zachowaniu bezpieczeństwa zarówno listonoszy, jak i członków komisji obwodowych. O ile w ogóle przepisy dotyczące powszechnego głosowania korespondencyjnego zdążą wejść w życie w terminie umożliwiającym przeprowadzenie takiego głosowania, gdyż pakiety wyborcze muszą być doręczone wyborcom na 6 dni przed dniem głosowania.

W dodatku kwarantanna ma charakter dynamiczny. W każdej chwili z działania mogą być wyłączeni urzędnicy wyborczy lub członkowie komisji wyborczych. W dodatku mogą być to wyłączenia zbiorowe, co w praktyce może w całości wyłączyć działanie organów wyborczych na większym lub mniejszym terenie. Co istotne, z dnia na dzień mogą być wyłączone z użytkowania budynki, w których mają być umieszczone lokale wyborcze.

Zupełnie niewyobrażalne jest przeprowadzenie głosowania w obwodach zamkniętych, zwłaszcza w szpitalach przekwalifikowanych na zakaźne. A przecież zakażeni koronawirusem nie tracą przez to praw obywatelskich i również mają prawo do oddania głosu. Tylko jak mieliby to uczynić?

Oczywiście to sytuacja na dzień dzisiejszy. Do 10 maja pozostało półtora miesiąca i wiele w tym czasie może się zdarzyć. Epidemia może wygasać, ale może się też rozszerzać. W każdym razie, jeśli stan epidemiologiczny nie ulegnie poprawie albo wręcz się pogorszy, prawidłowe przeprowadzenie wyborów byłoby nader wątpliwe. W takiej sytuacji warto byłoby rozważyć wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, jaką bez wątpienia jest obecna pandemia.

Mariusz Królikowski

Sędzia Sądu Okręgowego w Płocku

Komisarz Wyborczy w Ciechanowie