13 marca br. Sejm RP (X kadencji) wybrał sześć osób na wakujące stanowiska sędziów TK. Stanowiska te były zwalniane sukcesywnie: dwa wakaty powstały 3 grudnia 2024 r. (zakończenie kadencji sędziów P. Pszczółkowskiego i M. Muszyńskiego), po jednym 9 grudnia 2024 r. i 28 kwietnia 2025 r. (koniec kadencji sędziów J. Przyłębskiej i Z. Jędrzejewskiego) oraz dwa 5 i 20 grudnia 2025 r. (przejście w stan spoczynku sędziów K. Pawłowicz oraz M. Warcińskiego).
Dublerzy w TK. Geneza problemu
Zgodnie z założeniami lansowanej przez lata koncepcji o tzw. sędziach dublerach jeden z wakatów (miejsce zwolnione 3 grudnia 2024 r. przez sędziego M. Muszyńskiego) jest „stanowiskiem zdublowanym”. W ramach tej koncepcji bowiem następca „sędziego dublera” sam staje się „dublerem” (dochodzi więc do swoistego „dziedziczenia” miejsca zdublowanego). Skoro jeden z sędziów wybranych przez obecny Sejm zajął miejsce po tzw. dublerze, to nieuchronnie – zgodnie z założeniami ww. koncepcji – również musi stać się „sędzią dublerem”.
Czytaj więcej
Od wyboru na zapas i powołania "dublerów" po możliwy pat z odebraniem ślubowania od nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Analizujemy główne os...
Po przyjęciu przez Sejm X kadencji uchwał o wyborze sześciu sędziów TK zagadnienie tzw. dublerów całkowicie znikło jednak z debaty publicznej. Tak zasadnicza do niedawna i żywo dyskutowana kwestia nagle przestała budzić jakiekolwiek zainteresowanie. A przecież jeśli – jak przyjmowano – w dotychczasowym TK orzekali „sędziowie dublerzy”, a miejsca dublerskie podlegają swoistemu dziedziczeniu, to wśród nowo wybranych znalazł się jeden „dubler”. Fakt, że wyboru dokonał Sejm obecnej kadencji (z odmienną od poprzednich większością polityczną) niczego nie może zmienić. Z pewnością nie jest to wystarczająca podstawa do zmiany dotychczasowej retoryki. Osobiście od początku uznawałem błędność ww. koncepcji (nie akceptuję także określenia „sędzia dubler”), ale ci, którzy uważali inaczej, nie powinni obecnie przechodzić nad tym zagadnieniem do porządku dziennego, a tak właśnie się dzieje.
Kim jest nowy sędzia dubler?
Kwestią na swój sposób techniczną jest natomiast identyfikacja sędziego, który obejmie fotel uznawany dotychczas przez niektórych za zdublowany. Wybór podczas jednego posiedzenia Sejmu aż sześciu osób utrudnia nieco to zadanie, ale nie czyni go nierealnym.
Sędzia M. Muszyński został wybrany tego samego dnia co sędzia P. Pszczółkowski (2 grudnia 2015 r.), a uchwała Sejmu, na mocy której został sędzią TK, została opublikowana w Monitorze Polskim pod pozycją 1184, natomiast uchwała sędziego P. Pszczółkowskiego została opublikowana pod pozycją 1186. Jeżeli przyjąć, że numer uchwały wyznacza kolejność wyboru sędziów, to uznać należy, iż pierwszy z sędziów wybranych przez Sejm X kadencji obejmuje fotel sędziowski zwolniony przez sędziego M. Muszyńskiego.
Tym sędzią jest M. Bentkowska (Uchwała Sejmu RP, M.P., poz. 300). W świetle założeń ww. koncepcji nawet fakt złożenia przez nią ślubowania (1 kwietnia 2026 r.) niczego w tym względzie nie może zmienić. Oczywiście wskazany sposób ustalenia „miejsca zdublowanego” nie jest idealny, jednak alternatywą jest uznanie, że każdy z nowo wybranych sędziów TK jest w części, a dokładnie w 1/6 (sic!) „sędzią dublerem”.
Jeśli zatem obecna większość parlamentarna będzie chciała być konsekwentna, to musi uznać, że swoimi decyzjami doprowadziła do wygenerowania kolejnego „sędziego dublera”. Tak więc ci, którzy w 2015 r. w znaczący sposób przyczynili się do powstania kryzysu w TK, teraz nie potrafili doprowadzić do wygaszenia „sporu o sędziów dublerów”. Wszystko to pokazuje do jakich absurdalnych sytuacji doprowadziło przyjęcie założenia o istnieniu „sędziów dublerów”.
Reforma TK. Co z zapowiadanym resetem konstytucyjnym?
Nie są to jednak wszystkie wątpliwości, jakie nasuwają się w związku z decyzją Sejmu X kadencji z 13 marca 2026 r. Dwa lata wcześniej ten sam Sejm wskazał bowiem na „niezdolność obecnie funkcjonującego organu do wykonywania zadań Trybunału Konstytucyjnego”, co wymagało – w tym ujęciu – „ponownej kreacji sądu konstytucyjnego” (Uchwała Sejmu RP z 6 marca 2024 r. w sprawie usunięcia skutków kryzysu konstytucyjnego lat 2015–2023 w kontekście działalności Trybunału Konstytucyjnego, M.P., poz. 198, dalej uchwała o usunięciu skutków kryzysu).
Zasadnicza wątpliwość, jaka powstaje w tym kontekście sprowadza się do pytania, czy w takim razie wybór nowych sędziów TK (wyłącznie na zwolnione miejsca) oznacza, że większość parlamentarna w sposób dorozumiany odrzuciła wcześniejszy pogląd i uznała, że nie ma już potrzeby kreacji nowego Trybunału? Następnie należałoby zapytać, co zmieniło się w ciągu owych dwóch lat w pozycji prawno-ustrojowej TK, że obecnie Sejm uznaje, iż „uzdrowienie TK” nie wymaga już odnowienia całego składu TK?
Czytaj więcej
Argumenty mające tłumaczyć, dlaczego Karol Nawrocki przyjął ślubowanie tylko dwojga sędziów Trybunału Konstytucyjnego, nie przekonują prawników zap...
W ślad za stanowiskiem Sejmu wskazującym na potrzebę kreacji nowego sądu konstytucyjnego rząd uznał, że „ogłaszanie w dziennikach urzędowych rozstrzygnięć Trybunału Konstytucyjnego mogłoby doprowadzić do utrwalenia stanu kryzysu praworządności” oraz że „nie jest dopuszczalne ogłaszanie dokumentów, które zostały wydane przez organ nieuprawniony” i „niezdolny do wykonywania zadań” (§ 1 pkt 2 i 5 Uchwały RM z 18 grudnia 2024 r. w sprawie przeciwdziałania negatywnym skutkom kryzysu konstytucyjnego w obszarze sądownictwa, M.P., poz. 1068). W konsekwencji żadne orzeczenia TK nie są publikowane w dziennikach urzędowych Rzeczpospolitej Polskiej. Czy wybór sześciu sędziów TK doprowadzi zatem do zmiany postępowania rządu? Albo inaczej, czy dokonany wybór oznacza, że rząd i popierająca go większość w Sejmie uznały, że TK w składzie z nowymi sędziami (w tym z jednym tzw. dublerem) będzie już „organem uprawnionym” i „zdolnym do wykonywania zadań” sądu konstytucyjnego? Na te pytania nie ma póki co odpowiedzi.
Autor jest doktorem habilitowanym nauk prawnych, profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, sędzią Sądu Najwyższego w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych
Czytaj więcej
Karol Nawrocki miał okazję pokazać, że nie jest podnóżkiem Jarosława Kaczyńskiego. Wykorzystał ją w osobliwy sposób.