Jestem chyba z ostatniego pokolenia, które do USA miało stosunek szczególny. Kolorowy świat dobrobytu robił wrażenie nawet oglądany w czarno-białym telewizorze, z założenia brudne grunge'owe dźwięki z Seattle nabierały w polskich uszach blichtru nowoczesności, a policjanci w filmach brutalnie rozprawiający się z przestępcami, z chwilą założenia kajdanek, nieodmiennie recytowali im pouczenie o przysługujących ich prawach. No i nikt jak Amerykanie nie kręcił takich dramatów sądowych, w których prawo zawsze triumfowało. Stany to była wolność, demokracja i jak śpiewał T. Love, najlepszy ketchup na świecie.

Czytaj więcej

Areszt dla Ziobry. Sąd: przyspieszenia nie będzie

Dziś być może to ostatnie nadal jest prawdziwe, ale na pewno USA nie są już probierzem praworządności (jeśli kiedykolwiek rzeczywiście były), a Polacy, zwłaszcza ci, którzy PRL znają co najwyżej z książek, patrzą na ten kraj coraz bardziej racjonalnie. Jako na kraj, który owszem, demokrację ma ciągle na sztandarach, ale który o tę demokrację będzie walczył tylko wtedy i tylko tam, gdzie mu się to opłaca. A gdy się to kalkuluje, można wspierać i dyktatorów, w myśl maksymy, którą przypisuje się wybitnemu skądinąd Franklinowi D. Rooseveltowi – może i to sukinsyn, ale nasz sukinsyn (jak miał się wyrazić o dyktatorze Nikaragui).

Wiza dla Ziobry nie jest policzkiem dla polskiego sądownictwa

Dlatego moim zdaniem nie należy wyciągać zbyt daleko idących wniosków na temat stanu demokracji w Polsce z faktu, że Stany Zjednoczone postanowiły wydać wizę Zbigniewowi Ziobrze, czyli de facto udzielić schronienia osobie poszukiwanej przez polskie organy ścigania. Były minister sprawiedliwości i prokurator generalny nie jest dysydentem, który ucieka przed politycznymi prześladowaniami w swoim kraju i nie sądzę, by ktokolwiek z administracji USA tak go postrzegał. Nie ma też żadnych sygnałów na temat tego, by Amerykanie mieli np. zastrzeżenia do niezawisłości polskich sądów, które orzekają przecież na co dzień w setkach spraw dotyczących interesów licznych amerykańskich korporacji nad Wisłą.

Nawet przyjmując założenie, że prokuratura działa na polityczne zamówienie i robi wszystko, by skazać byłego ministra, to cóż to za „kryptodyktura”, której przez tyle miesięcy nie udaje się doprowadzić do prawomocnego postanowienia o tymczasowym aresztowaniu, wydania europejskiego nakazu aresztowania czy zastosowania innej postaci ścigania międzynarodowego. Ba, reżim Żurka jest tak bezwzględny, że nawet zabezpieczenie na majątku (w postaci wpisu do hipoteki) zajęło kilka miesięcy. Co do wszystkich tych kwestii ostateczne decyzje podejmują przecież niezawisłe sądy, które trudno w tej sytuacji uznać za dyspozycyjne względem władzy wykonawczej, skoro prawomocne decyzje w najważniejszych sprawach wciąż nie zapadły.

Co więcej, jeśli Zbigniew Ziobro twierdzi, że w Polsce nie może liczyć na uczciwy proces, to należy uznać, że jako człowiek, który przez osiem lat reformował polskie sądownictwo, wie, co mówi. Ale po tym, jak zadbał o obsadzenie Sądu Najwyższego wieloma swoimi nominatami, może się spodziewać, że ów brak uczciwości zadziała raczej na jego korzyść niż na niekorzyść. No i nie zapominajmy o instytucji ułaskawienia.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Ziobro ucieka do USA. Wielki problem z niewielką postacią

Jedyne, co mu w Polsce realnie grozi, to to, że nie będzie mógł odpowiadać z wolnej stopy i sąd zastosuje wobec niego tymczasowy areszt na czas procesu. Z tego zdaje sobie doskonale sprawę, bo sam zmienił przepisy dotyczące listu żelaznego w ten sposób, że uzależnił jego wydanie od zgody prokuratora (wcześniej było to domeną sądów). Jeśli zaś chodzi o tymczasowe aresztowanie, to przez osiem lat nie zrobił nic, by ograniczyć przesłanki jego stosowania, by zapobiec nadużywaniu tego najsurowszego środka.

To kwestia polityki, a nie prawa

Czy charakter zarzutów – kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą – jest przesadzony? Czy potrzebne były wypowiedzi ministra Żurka o przywożeniu Ziobry z Budapesztu w bagażniku? Czy przez to strona polska pogrzebała na starcie swoje szanse w postępowaniu ekstradycyjnym? Nie ma to większego znaczenia.

Waszyngton, który ma na głowie globalne problemy, niekoniecznie doskonale orientuje się w meandrach polskiej polityki, stanu sądownictwa i demokracji. Narracja, że proces w sprawie ustawiania konkursów przy udzielaniu dotacji z Funduszu Sprawiedliwości ma w istocie charakter nie karny, lecz polityczny, jest sączona do uszu amerykańskich decydentów przez kolegów byłego ministra. Tak samo jak teza, że w Polsce Zbigniew Ziobro nie mógłby liczyć na uczciwy proces.

Jednak demonizowanie polskiego wymiaru sprawiedliwości za granicą jest szkodliwe, bo to dawanie paliwa wszystkim przestępcom, których będziemy starali się ściągnąć, czy to w procedurze ekstradycyjnej, czy też za pomocą ENA. Europejskie sądy już kilkakrotnie odmawiały wykonania ENA z powodu neosędziów, a TSUE to przyklepał. Ten argument podnoszony jest także przy ekstradycji Michała Kuczmierowskiego z Wielkiej Brytanii. Może warto wyciągnąć z tego wnioski.