Reklama

Robert Gwiazdowski: Duch Hansa Kelsena w Trybunale Konstytucyjnym

Sędziowski model kontroli konstytucyjności ustaw w swym założeniu jest technokratyczny. Oddaje część uprawnień ustawodawczych fachowcom – w założeniu najlepszym prawnikom. Nie posiadają oni demokratycznej legitymacji, nie są poddani żadnej kontroli i nie ponoszą żadnej odpowiedzialności.
Trybunał Konstytucyjny

Trybunał Konstytucyjny

Foto: Fotorzepa, Jakub Czermiński

W ramach przywracania praworządności rozpoczęła się szybka procedura przywracania władzy zwolenników Platformy Obywatelskiej w Trybunale Konstytucyjnym, utraconej w 2016 r. Prezydium Sejmu zgłosiło w środę sześciu kandydatów. Na piątek zaplanowano głosowanie. I żeby nie było, że ja to krytykuję. To było oczywiste, że na tym właśnie „przywracanie” praworządności będzie polegało. Ostatecznie w 2015 r. przy wyborze pięciu sędziów przez PO i PSL, zablokowanym po przegranych przez te partie wyborach prezydenckich i parlamentarnych przez PiS, było bardzo podobnie. Tak samo zresztą jak przy wyborze dokonanym przez PiS.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Czysta woda i woda posłodzona to bez wątpienia inne produkty

Pierwszy sąd konstytucyjny powstał w Austrii

Ten spór musiał kiedyś wybuchnąć, bo tak zadecydowali twórcy konstytucji, uchwalając głupią konstytucję. Czy w ogóle powoływanie przez polityków jakiegoś trybunału, by rozstrzygał, czy politycy uchwalili ustawy zgodne z konstytucją, którą wcześniej sami uchwalili ma sens?

W Europie najpierw stworzono doktrynę prawną kontroli konstytucyjności ustaw, a dopiero potem powstały odrębne od powszechnych sądy konstytucyjne. Choć teoretyczne podwaliny pod tę doktrynę położył Georg Jellinek, za jej ojca uważa się Hansa Kelsena. Pierwszy sąd konstytucyjny w Europie powstał w okresie międzywojennym w Austrii pod ewidentnym wpływem normatywizmu Kelsena, a on sam został jego sędzią. Przestrzegał jednak przed orzekaniem przez sędziów na podstawie norm „ponadpozytywnych”, to znaczy niepotwierdzonych przez ustrojodawcę expressis verbis postulatów stawianych porządkowi prawnemu. Jego zdaniem odwołanie się do sprawiedliwości i innych wartości oznacza, przy braku bliższego ich określenia, nic innego jak to, że zarówno ustawodawca, jak i wykonawca ustawy zostają upoważnieni do wypełnienia pozostawionego im przez konstytucję i ustawę luzu według swobodnego uznania.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Kto naprawdę ponosi konsekwencje sporu o sędziów
Reklama
Reklama

Jednym z głównych zadań, jakie Kelsen przypisywał sądowi konstytucyjnemu, było stanie na straży konstytucyjnie określonego podziału kompetencji między szczeblem federalnym a szczeblem członów federacji (landów, stanów, kantonów), które w państwie unitarnym w ogóle nie istnieją. Kelsen wprowadził też pojęcie kalkulacji ryzyka niekonstytucyjności. Normy konstytucyjne powinny być konsekwentnie przestrzegane we wszystkich dziedzinach działania władzy publicznej, nie wyłączając ustawodawstwa. Trzeba jednak liczyć się z tym, że rzeczywistość będzie odbiegać od tego ideału. Sędziowską kontrolę konstytucyjności prawa ustanawia się po to, by ryzyko to było możliwie najmniejsze. Z perspektywy lat można stwierdzić, że to, co miało zapewnić prymat prawa nad polityką, wyrodziło się – wbrew Kelsenowi – w politykę

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Sędziowski ZBoWID

Jak działa układ podwzgórzowo-limbiczny u sędziów konstytucyjnych?

Sędziowski model kontroli konstytucyjności ustaw w swym założeniu jest technokratyczny. Oddaje część uprawnień ustawodawczych fachowcom – w założeniu najlepszym prawnikom. Nie posiadają oni demokratycznej legitymacji, nie są poddani żadnej kontroli i nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje rozstrzygnięcia. Posiadają jednak swoje poglądy, które często determinują treść ich werdyktów. I nie sposób się od tego uwolnić, czego dowodzi współczesna kognitywistyka. Doskonale skomentował podobną sytuację Edward Wilson, autor przełomowej „Socjobiologii”. Radykalnym krytykom odpowiedział, że fabrykują uzasadnienia swoich teorii, odwołując się do ośrodków emocjonalnych w mózgu i „wywodzą deontologiczne kanony moralności, odwołując się do własnych ośrodków emocjonalnych zlokalizowanych w układzie podwzgórzowo-limbicznym”. Nie ma powodów, by sądzić, że u sędziów konstytucyjnych układ podwzgórzowo-limbiczny działa jakoś inaczej niż u psychologów społecznych, którym nie podobały się tezy Wilsona.

Opinie Prawne
Marek Kobylański: Nowe uprawnienia PIP to straszak na przedsiębiorców
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Opinie Prawne
Marcin Olechowski: „SAFE zero proc.”, czyli złoto dla zuchwałych
Opinie Prawne
Wojciech Hartung: Trudno mówić o zmowie w ramach jednej grupy kapitałowej
Opinie Prawne
Bogusław Chrabota: Co jest w ustawie o „polskim SAFE 0 procent”?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama