Reklama

Marcin Olechowski: „SAFE zero proc.”, czyli złoto dla zuchwałych

Dyskusja publiczna o „SAFE zero proc.” pomija fundamentalną przeszkodę w realizacji tej propozycji – zasadę niezależności banku centralnego.
Prezydent Karol Nawrocki i prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński podczas konferencji pras

Prezydent Karol Nawrocki i prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński podczas konferencji prasowej w Pałacu Prezydenckim

Foto: PAP/Paweł Supernak

Ogłoszona wspólnie przez Prezydenta RP i prezesa Narodowego Banku Polskiego (NBP) inicjatywa „SAFE zero proc.” zakłada wykorzystanie środków NBP do finansowania wydatków zbrojeniowych. Z ostatnich wypowiedzi prezesa NBP wynika, że miałoby to polegać na „aktywnym zarządzaniu posiadanym zasobem złota”, pieczołowicie gromadzonym przez ostatnie lata, w celu przeznaczenia zrealizowanego w ten sposób zysku na rzecz obronności kraju. Prezes NBP zapewnia, że byłaby to operacja jednorazowa, choć miałaby trwać wiele lat. Twierdzi też, że w pełni mieści się w mandacie NBP, choć przeszłaby do historii, jest w pełni autonomiczna, choć wymaga współpracy z rządem. W jego ocenie nie wymaga ona, wbrew wcześniejszym wypowiedziom, zmiany prawa i jest efektem działania w sytuacji „wyższej racji stanu”.

Czytaj więcej

Witold M. Orłowski: Pieniądze, które są i ich nie ma

Z kolei zgłoszony przez Prezydenta RP projekt ustawy o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych tłumaczy w uzasadnieniu, że obecne przepisy ustawy o NBP uniemożliwiają pełne wykorzystanie wzrostu wartości aktywów rezerwowych NBP do wsparcia inwestycji obronnych, a proponowana ustawa „zmienia ten paradygmat: uznaje, że bezpieczeństwo państwa jest najwyższą formą zwrotu z inwestycji, a wzrost wartości narodowego majątku ulokowanego w rezerwach powinien pracować na rzecz modernizacji armii tu i teraz”.

Publiczna dyskusja, przewidywalnie, skupia się na politycznych implikacjach. Wypowiedzi znakomitej większości polityków oraz dużej części dziennikarzy łączy przekonanie, że skoro już to złoto mamy, a cel (obronność) jest strategiczny, to można je wykorzystać. Różnice dotyczą raczej szczegółów takiego wykorzystania, tego, z jakiej drogi prawnej skorzystać i czy rozwiązania w prezydenckim projekcie ustawy dostatecznie gwarantują wpływ środków z NBP (co podsumowuje wypowiedź premiera: „Pojawią się pieniądze, to usiądziemy nad tą ustawą”).

Zasada niezależności banku centralnego

Problemem nie jest jednak to, jak wykorzystać zasoby NBP, ale czy w ogóle jest to dopuszczalne. W naszym systemie konstytucyjnym obowiązuje bowiem zasada niezależności banku centralnego, która stoi na przeszkodzie angażowaniu się NBP w tego rodzaju przedsięwzięcia i anonsowanej „zmianie paradygmatu”.

Reklama
Reklama

W Konstytucji RP pozycja Narodowego Banku Polskiego została celowo ukształtowana jako niezależna od rządu i parlamentu (art. 227 konstytucji i art. 200 ust. 2 konstytucji zakazujący finansowania deficytu budżetowego przez bank centralny). Zasada ta jest również częścią obowiązujących Rzeczpospolitą Polską traktatów unijnych (art. 130 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który zabrania bankom centralnym i ich organom zwracania się i przyjmowania instrukcji od innych organów państwowych lub unijnych i art. 123 TFUE zabraniający bankom centralnym finansowania długu publicznego).

Czytaj więcej

SAFE 0 proc., wzrost cen przyspiesza, drogi gaz martwi UE

Obowiązywanie, waga i głęboki sens tej zasady nie są kontrowersyjne ani w doktrynie, ani w orzecznictwie. W szczególności zasada niezależności NBP była wielokrotnie przedmiotem orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego, który za każdym razem podkreślał jej doniosłe znaczenie. I bronił banku centralnego przed próbami jej naruszania.

Powód, dla którego konstytucja stawia na niezależność banku centralnego jest prosty: tylko taki model – zdaniem ustrojodawcy – pozwala na efektywne zapewnienie stabilności monetarnej. Niezależność jest potrzebna bankowi centralnemu do realizacji jego konstytucyjnego zadania, jakim jest odpowiedzialność za wartość polskiego pieniądza (art. 227 ust. 1 zd. 3 konstytucji). Odpowiedzialność tę należy rozumieć przede wszystkim jako odpowiedzialność za stabilność monetarną państwa, zarówno w wymiarze wewnętrznym (przeciwdziałanie nadmiernej inflacji albo deflacji), jak i zewnętrznym (stabilizacja kursu walutowego).

Jest to podyktowane kluczową rolą, jaką pieniądz odgrywa w funkcjonowaniu gospodarki oraz jego znaczeniem dla realizacji przez obywateli swoich planów i aspiracji. Szczególna troska ustrojodawcy w tym względzie wyrasta bezpośrednio z trudnych doświadczeń początków polskiej transformacji ustrojowej, które charakteryzowały zarówno zjawiska inflacyjne, jak i niestabilność kursowa. Efektem tych doświadczeń jest konstytucyjna regulacja, która nie tylko ustanawia niezależny bank centralny, ale czyni wartość polskiego pieniądza autonomicznym przedmiotem ochrony.

Nie tylko prawo, ale obowiązek

Niezależność banku centralnego nie jest więc wyłącznie prawem NBP do ochrony przed zewnętrznymi zakusami (jak zdają się zakładać twórcy projektu ustawy o PFIO). Jest ona również fundamentalnym obowiązkiem tej instytucji i jej organów, w tym prezesa i zarządu, rozumianym jako obowiązek powstrzymania się od realizacji celów, które nie są ustawowymi celami banku centralnego. Ewentualne jej naruszenie może zaś stanowić podstawę odpowiedzialności konstytucyjnej prezesa NBP. Szerokie ujęcie deliktu konstytucyjnego z art. 198 ust. 1 konstytucji („naruszenie konstytucji lub ustawy, w związku z zajmowanym stanowiskiem lub w zakresie swojego urzędowania”) obejmuje bowiem całe spektrum zachowań – także faktycznych i także tych podejmowanych poza zakresem kompetencji – prezesa NBP.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Adam Glapiński: Można sięgnąć po niezrealizowane zyski z posiadania złota

Tymczasem, angażowanie się banku centralnego w bieżącą politykę gospodarczą niewątpliwie rodzi ryzyko przesłonięcia celu z art. 227 ust. 1 konstytucji i przez to, samo w sobie, tworzy zagrożenie dla stabilności polskiego pieniądza. Dlatego ustawa o NBP, w zakresie, w jakim dopuszcza wspieranie polityki gospodarczej rządu, zastrzega, że jest to możliwe „o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP”, którym jest utrzymanie stabilnego poziomu cen (art. 3 ust. 1 ustawy o NBP). Aktywne przejęcie inicjatywy przez NBP w finansowaniu jakiejkolwiek kategorii wydatków państwa – i to jeszcze z wykorzystaniem rezerw walutowych zgromadzonych w celu zapewnienia stabilności polskiego pieniądza – pozostaje w bezpośrednim konflikcie z zasadą niezależności NBP i wykracza poza jego mandat.

Umyślna ślepota polityków

To, że nie dostrzega tego prezydent (strażnik konstytucji), smuci, ale nie dziwi. Już jego poprzednik (A. Duda) zapisał się uhonorowaniem prezesa NBP specjalną nagrodą gospodarczą za wszystko, za co prezes NBP nie odpowiada (pisałem o tym w „Rzeczpospolitej” z 4 stycznia 2022 r.). Brak zrozumienia roli i wagi stabilnego systemu finansowego zdaje się być niestety wpisany w naturę tego urzędu, co ilustrują tak różne politycznie przykłady, jak niedawne weto Karola Nawrockiego wobec ustawy o rynku kryptoaktywów czy brak zawetowania reformy OFE przez Bronisława Komorowskiego. To, że rząd nie ma w tym zakresie specjalnych oporów (krytyka nie dotyczy przecież samego pomysłu wykorzystania zasobów NBP) także nie jest zaskoczeniem – pokusa wprzęgnięcia banku centralnego w politykę gospodarczą rządu jest wpisana w naturę relacji rząd – niezależny bank centralny (i właśnie na przeszkodzie realizacji tej pokusy mają stać rozwiązania konstytucyjne). To, że z propozycją wychodzi urzędujący prezes NBP, jest już bardziej niepokojące – tym bardziej, że jego wcześniejsze wycieczki poza granice konstytucyjnej misji banku centralnego już raz zaowocowały wnioskiem do Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej.

Dodatkowym powodem do niepokoju jest to, że dużym osiągnięciem ostatnich trzech dekad było wyplenienie z dyskursu publicznego egzotycznych pomysłów wykorzystywania rezerw NBP do rozmaitych celów innych aniżeli stabilizacja polskiego pieniądza. Tymczasem wraca echo debaty publicznej lat 90., w której owe rezerwy NBP i możliwości ich wykorzystania przez polityków osiągały wymiar wręcz mitologiczny.

Obecna odsłona tych pomysłów nazbyt przypomina założenia fabuły znanego filmu – cyniczna ekipa z przypadku łączy siły pod osłoną wojny, żeby „wyzwolić” ukryte w banku zapasy złota. Film był jednak komedią. Konsekwencje przełamania zasady niezależności misji NBP zabawne nie będą.

Autor jest adwokatem, wykładowcą Uniwersytetu Warszawskiego i partnerem zarządzającym w kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak

Opinie Prawne
Wojciech Hartung: Trudno mówić o zmowie w ramach jednej grupy kapitałowej
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
Skala sprzedaży rośnie szybciej niż logistyka – typowe wyzwania firm
Opinie Prawne
Bogusław Chrabota: Co jest w ustawie o „polskim SAFE 0 procent”?
Opinie Prawne
Liwiusz Laska, Karol Perkowski: Przedsiębiorcy muszą otworzyć drzwi przed PIP
Opinie Prawne
Stanisław Biernat: Widmo warunkowości krąży nad SAFE. Czy jest się czego bać?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama