Reklama

Dojazd do pracy: ZUS nie może dodawać do przepisów własnych interpretacji

Rozmowa z Łukaszem Chruścielem, radcą prawnym, partnerem kierującym Biurem Kancelarii Raczkowski Paruch w Katowicach

Publikacja: 28.08.2015 03:00

Łukasz Chruściel, radca prawny, partner kierujący Biurem Kancelarii Raczkowski Paruch w Katowicach

Łukasz Chruściel, radca prawny, partner kierujący Biurem Kancelarii Raczkowski Paruch w Katowicach

Foto: Rzeczpospolita

Rz: Czy orzeczenie Sądu Najwyższego z 22 czerwca 2015 r. dotyczące zwolnienia ze składek ryczałtu na przejazdy prywatne służbowym autem do pracy i z pracy jest korzystne dla przedsiębiorców i pracodawców?

Łukasz Chruściel: Sędziowie pozytywnie rozstrzygnęli wątpliwości wynikające z przepisów rozporządzenia ministra pracy z 18 grudnia 1998 r. w sprawie szczegółowych zasad ustalania podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe. Do tej pory ZUS zawężająco interpretował § 2 ust. 1 pkt 26 mówiący, że składek nie trzeba potrącać od korzyści pracownika wynikających z bezpłatnych lub częściowo odpłatnych przejazdów środkami lokomocji. W myśl tego podejścia zwolnione ze składek były wyłącznie zyski z przejazdów, gdy pracodawca podstawił pracownikom autokar albo podpisał umowę z przewoźnikiem, dzięki czemu mogli korzystać z tańszych przejazdów. W rachubę wchodziło więc jedynie poruszanie się pracowników środkami komunikacji publicznej. Zwrot kosztów przejazdu prywatnym samochodem nie wchodził w rachubę. Moim zdaniem rozstrzygnięcie SN jest słuszne. Przepis nie zakazuje bowiem, aby jako zapewnienie bezpłatnych czy dofinansowanych przejazdów zakwalifikować także przyznanie i wypłatę ekwiwalentów za przejazd prywatnym samochodem pracownika. Ogólna zasada interpretacji przepisów ubezpieczeniowych powinna być taka, że jeśli przepis jest nieprecyzyjnie sformułowany, to wątpliwości powinny być rozstrzygane na korzyść płatników i ubezpieczonych.

Czy kwota ekwiwalentu może zostać dowolnie określona przez przedsiębiorcę?

Sąd Najwyższy zaznaczył, że taka korzystna interpretacja przepisów jest możliwa tylko wtedy, gdy rekompensata odzwierciedla rzeczywiste koszty, jakie pracownik poniósł na te przejazdy. Sędziowie wyraźnie odwołali się do rozporządzenia ministra infrastruktury z 25 marca 2002 r. w sprawie warunków ustalania oraz sposobu dokonywania zwrotu kosztów używania do celów służbowych samochodów osobowych, motocykli i motorowerów niebędących własnością pracodawcy. Te przepisy pozwalają szczegółowo wyliczyć kwotę rekompensaty należnej pracownikowi za przejazd prywatnym samochodem. Zdaniem SN jakąkolwiek nadwyżkę ponad te kwoty trzeba doliczyć do podstawy, od której powinny być potrącane składki ZUS. Nie będzie to już bowiem zwrot kosztów przejazdu, lecz ukryte wynagrodzenie.

Po co pracodawca miałby przyznawać zatrudnionym ekwiwalent za przejazdy prywatnym autem?

Reklama
Reklama

Wielu pracodawców może potraktować taki ekwiwalent jako nieoskładkowany bonus dla kadry kierowniczej. Prawo do takich ekwiwalentów może mieć też ogromne znaczenie dla wielu pracowników zamieszkałych w dużej odległości od firmy, którzy każdego dnia dojeżdżają do pracy po kilkadziesiąt kilometrów. W skali całego miesiąca wydatki na takie przejazdy mogą stanowić dla pracownika zbyt duże obciążenie.

Opinie Prawne
Szymaniak: Zastraszyć a resztę przekupić, czyli atomowa wersja ustawy kagańcowej
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Opinie Prawne
Marcin Tomasik, Filip Gołba: Reklama aptek. Wykonanie wyroku TSUE czy „zakaz 2.0”?
Opinie Prawne
Marek Kobylański: Granica dla braku przyzwoitości
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Sędziowski ZBoWID
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama