Gębusia: Odmowa rejestracji w PR i TVP - policzek dla likwidacyjnych planów ministra?

Przyczynkiem dla tej analizy są postanowienia Sądu Rejestrowego dla m. st. Warszawy z 22 stycznia 2024 r. o oddaleniu wniosków o wpis do KRS zmian dotyczących rozwiązania PR oraz TVP. Z mojej perspektywy decyzje sądu rejestrowego są ze wszech miar słuszne, co wynika z szeregu argumentów przywołanych poniżej.

Publikacja: 22.01.2024 16:53

Gębusia: Odmowa rejestracji w PR i TVP - policzek dla likwidacyjnych planów ministra?

Foto: AdobeStock

Pionierskie decyzje KRS

Uzasadniając swoją decyzję, już na wstępie motywów orzeczenia dotyczącego PR, referendarz sądowy wskazał na bezprecedensowy charakter rozstrzygnięcia, czemu – podobnie jak i samym postanowieniom o oddaleniu wniosków – mogę jedynie przyklasnąć.

Z mojej perspektywy decyzje sądu rejestrowego są ze wszech miar słuszne, co wynika z szeregu argumentów przywołanych poniżej.

Powaga rozstrzygnięć sądu rejestrowego

Z przyczyn natury funkcjonalnej i bezpieczeństwa obrotu gospodarczego wpisy w każdym rejestrze publicznym (w tym KRS) odgrywają fundamentalne znaczenie dla jego uczestników. Doniosłość rozstrzygnięć sądu rejestrowego wynika z oficjalności rejestru oraz domniemania jawności i prawdziwości wpisów.

W sporach dotyczących spraw korporacyjnych, w tym odnoszących się do mediów publicznych, sąd rejestrowy może pełnić funkcję pierwszego (także chronologicznie) strażnika (ang. watchdog) legalności i słuszności decyzji podjętych na forum spółki.

Z tej doniosłej funkcji sąd rejestrowy wywiązał się w analizowanych przypadkach znakomicie, dowodząc swojej dojrzałości, odpowiedzialności i wnikliwości.

Kognicja sądu rejestrowego

Sąd rejestrowy był jak najbardziej legitymowany do wszechstronnego zbadania treści uchwał stanowiących podstawę wniosków o wpis oraz skonfrontowania ich z informacjami stanowiącymi notoria publiczne.

Czytaj więcej

Sąd odmawia otwarcia likwidacji TVP. Resort kultury reaguje

Rozstrzygające znaczenie dla roli sądu rejestrowego ma zakres właściwości (kognicji) KRS określony w art. 23 ust. 1 ustawy o KRS, w myśl którego sąd rejestrowy bada, czy dołączone do wniosku dokumenty są zgodne pod względem formy i treści z przepisami prawa.

W konsekwencji powyższego weryfikacja legalności wniosków o wpis może uwzględniać zgodność czynności prawnych m.in. ze standardami konstytucyjnymi (w ramach rozproszonej kontroli konstytucyjności) jak również brak automatyzmu po stronie sądu rejestrowego.

Warto wspomnieć, że powyższy kanon działania w sprawach rejestrowych został zaaprobowany m.in. w uchwale SN z 20 stycznia 2010 r. (III CZP 122/09). W myśl cytowanego rozstrzygnięcia: „(…) sąd rejestrowy powinien czuwać aby w rejestrze umieszczane były tylko dane prawdziwe (…). Wynika to z funkcji i zadań Krajowego Rejestru Sądowego, związanego instytucjonalnie z księgami publicznymi, mającymi pełnić powszechną rolę informacyjną w ważnych dziedzinach porządkowanych prawnie, zwłaszcza w odniesieniu do rejestrowania obrotu prawnego. Cechuje je prawdziwość danych, rzetelność, aktualność, kompletność, możliwość identyfikacji uczestników obrotu, ustalenia kolejności i czasu dokonywanych przez nich czynności, ich treści, zmian itd.

(…) ochrona osób trzecich działających w dobrej wierze w oparciu o art. 14 ustawy o KRS jest możliwa dopiero wtedy, gdy dane zawarte w rejestrze lub ich brak będą stanowiły wiarygodne źródło informacji o podmiotach, których dotyczą. Dla osób poszukujących tych informacji nie bez znaczenia jest sądowy charakter rejestru i w związku z tym słusznie podnoszony autorytet sądu rejestrowego, jakim ten sąd w przeświadczeniu społecznym gwarantuje prawdziwość danych, skoro je umieścił w rejestrze mającym urzędowe znaczenie. (…)

Powzięcie (…) wątpliwości co do zgodnego z prawem przeprowadzenia zgromadzenia wspólników (walnego zgromadzenia) nakazuje sądowi rejestrowemu dokonanie odpowiednich ustaleń zgodności danych z rzeczywistym stanem (art. 23 ust. drugi zdanie drugie ustawy o KRS), prowadzących do stwierdzenia ważności lub nieważności podjętych uchwał ze względu na wagę naruszenia przepisów ustawowych i statutowych (umownych), dotyczących przeprowadzenia zgromadzenia. W razie stwierdzenia nieważności uchwał z powyższego powodu, należy odmówić wpisania do rejestru danych na nich opartych.”

Analizowane decyzje w sprawie PR i TVP wskazują, że sąd rejestrowy w pełni dochował powyższym standardom, słusznie punktując potknięcia władzy.

Wątpliwa likwidacja ustawowych spółek medialnych

O kontrowersyjnych charakterze uchwał o rozwiązaniu spółek medialnych (zwłaszcza przewidzianych w ustawie, tj. TVP, PR i PAP) świadczy w moim odczuciu instrumentalne zastosowanie przepisów KSH przez ministra kultury.

Spółki medialne zostały rozwiązane niejako w ramach samopomocy i politycznego odwetu, bezpośrednio w odpowiedzi na weto prezydenta dotyczące ustawy okołobudżetowej. Był to jednocześnie wyraz „ucieczki do przodu”. Z odnośnej ścieżki minister kultury skorzystał w obliczu prawdopodobnego fiaska procesów nominacyjnych w spółkach medialnych, dokonanych przez walne zgromadzenie na podstawie regulacji ogólnych KSH.

Komunikaty upubliczniane przez obóz rządzący o likwidacji spółek medialnych „ad hoc”, „na próbę” i z możliwością odwrotu, podyktowanej bieżącą sytuacją polityczną i chęcią przejęcia władzy nad mediami, stanowiły asumpt do następujących przypuszczeń. Uchwały likwidacyjne podjęte jednoosobowo przez reprezentanta akcjonariusza (Skarbu Państwa), tj. ministra kultury, to czynności dokonywane dla pozoru, jako forma nacisku i szantażu wobec prezydenta i wyraz nadużycia uprawnień właścicielskich ze strony decydentów. Niewątpliwym błędem po stronie obozu rządzącego było to, że przed ogłoszeniem postawienia spółek w stan likwidacji nie upubliczniono przynajmniej podstawowych założeń projektu ustawy medialnej, ani nie przedstawiono pomysłu na „uzdrowienie” mediów publicznych i rzeczywistego oddzielenia ich od władzy wykonawczej.

Czytaj więcej

Iwona Gębusia: Rejestracja likwidacji TVP, PR i PAP – przepis na happy end?

Rządzący działają w sposób doraźny, nie przedstawiając obywatelom przemyślanej i spójnej koncepcji w kwestii mediów publicznych, co rzutuje na sposób postrzegania czynności prawnych przedsiębranych przez ministra kultury, także w postępowaniu rejestrowym.

Za nieoczywistym charakterem likwidacji TVP i PR przemawia okoliczność, że są to podmioty utworzone w wykonaniu obowiązku ustawowego na cele publiczne. W odniesieniu do tych jednostek ustawodawca wyklucza możliwość ogłoszenia ich upadłości, co także wskazuje na możliwość ich unicestwienia jedynie w drodze ustawowej (na zasadzie lustra).

TVP i PR to spółki zawiązane na potrzeby realizacji misji publicznej. W konsekwencji powyższego normatywny cel działania spółek medialnych jest na wskroś naznaczony interesem publicznym.

Na publicyzację regulacji dotyczących mediów publicznych wpływają przede wszystkim normy mające walor konstytucyjny, w tym zawarte w art. 213 ust. 1 Konstytucji.

Z uwagi na usytuowanie Konstytucji w systemie, szereg norm prywatnoprawnych, w tym zawartych w KSH, powinno być stosowanych i interpretowanych w myśl metod wykładni prokonstytucyjnej.

Zasadność odniesienia się do wykładni systemowej dotyczy m.in. regulacji zawartych w art. 3 KSH (dotyczącym celu spółki handlowej), kodeksowych zasad obsady członków organów i przedstawicieli ustawowych spółki akcyjnej oraz rozumienia pojęcia interesu spółki.

Tymczasem, minister kultury podjął jednoosobowo uchwałę o rozwiązaniu spółek medialnych, przewidzianych w ustawie, oraz powołał likwidatorów, którzy sprawują funkcje menedżerskie w sposób zbliżony do członków zarządu. Jedynym ograniczeniem likwidatora jest konieczność działania w ramach katalogu czynności likwidacyjnych, a więc zmierzających do „zwinięcia” przedsiębiorstwa oraz powinność pozyskania zgód korporacyjnych w przypadkach wskazanych w ustawie i statucie danej spółki.

Wskazany model działania, który wyłania się jako pokłosie decyzji ministra kultury, jest dysfunkcyjny zarówno z punktu widzenia regulacji ustawowych, funkcji mediów publicznych jak i zasad ładu korporacyjnego.

Dlatego też w mojej ocenie rejestrowe „pas” dla działań władzy wykonawczej powinno być zachętą dla znalezienia punktu równowagi pomiędzy uprawnieniami właścicielskimi, z których korzysta Skarb Państwa i minister kultury, a restrykcjami natury publicznoprawnej, wynikającymi z brzmienia ustawy i plenipotencji władzy ustawodawczej.

Czerwona kartka dla paternalizmu każdej władzy

Analizowane orzeczenie sądu rejestrowego przyjmuję z satysfakcją z wielu powodów.

Po pierwsze, imponuje mi odwaga sądu rejestrowego, który – niezależnie od „licznych opinii profesorskich” wykazał się samodzielnością myślenia i podjął decyzje spójne ze standardami konstytucyjnymi, a nie zgodne z presją rządzących.

Po drugie, istotna jest dla mnie skrupulatność sądu rejestrowego w rozpoznaniu wniosków o wpis i kompleksowe odniesienie się do problemu ich legalności.

Czytaj więcej

Iwona Gębusia: Nominaci ministra w TVP, PR i PAP – skazani na likwidację?

Po trzecie, sprzeciw co do rejestracji stanowi przeciwwagę dla komunikatów płynących ze strony rządzących, które banalizują pracę referendarzy sądowych, sprowadzając ją do funkcji technicznej lub pomocniczej. Trzeba mieć na względzie, że referendarze sądowi stanowią korpus działający w ramach systemu wymiaru sprawiedliwości i już z tego tytułu należy im się szacunek, konieczny przy odbudowie powszechnego zaufania dla władzy sądowniczej.

Po czwarte, motywy przywołane w komentowanym postanowieniu są dyskwalifikujące dla paternalizmu każdej władzy, kamuflowanego pod płaszczykiem troski o interes publiczny. Każda władza ma tendencję do nadużyć, które maskuje, powołując się najczęściej w dyskursie publicznym na pojęcia labilne i nieostre, a więc pozostawiające piastunom najwięcej uznaniowości i arbitralności. W mojej ocenie w przypadku przejęcia mediów publicznych taka sytuacja także miała miejsce i to nie raz (z aktywnym współudziałem prawników wynagradzanych ze środków publicznych i liczących na dalsze frukta). Obecny obóz rządzący powoływał się w szczególności na „stan wyższej konieczności ustrojowej”, aktualizujący się w kontekście jednostronności i braku obiektywizmu mediów publicznych.

Tymczasem, sąd rejestrowy w sposób wyważony i kompetentny wyraził swoją dezaprobatę dla odnośnych działań ze strony każdoczesnych decydentów, co trudno zbagatelizować niezależnie od dalszej trajektorii wydarzeń. Postanowienia sądu rejestrowego nie mają waloru prawomocności, ponieważ przysługuje na nie skarga do sądu rejonowego. Z kolei od konkretnego postanowienia sędziego sądu rejonowego, wydanego po rozpoznaniu skargi, strona może wnieść apelację do sądu okręgowego.

Niemniej jednak, w batalii mediów publicznych i ogólnie sprawach rejestrowych został uczyniony niezaprzeczalny wyłom. Jest to znacząca wskazówka dla rządzących, aby w sprawie spółek medialnych szukać rozwiązań, które zdadzą nie tylko deklaratoryjny, a rzeczywisty test praworządności. Dlatego też należy z tych wartościowych refleksji sądu rejestrowego skorzystać.

Pionierskie decyzje KRS

Uzasadniając swoją decyzję, już na wstępie motywów orzeczenia dotyczącego PR, referendarz sądowy wskazał na bezprecedensowy charakter rozstrzygnięcia, czemu – podobnie jak i samym postanowieniom o oddaleniu wniosków – mogę jedynie przyklasnąć.

Pozostało 98% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Podsłuchy praworządne. Jak podsłuchuje PO, to już jest OK
Opinie Prawne
Antoni Bojańczyk: Dobra i zła polityczność sędziego
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Likwidacja CBA nie może być kolejnym nieprzemyślanym eksperymentem
Opinie Prawne
Marek Isański: Organ praworządnego państwa czy(li) oszust?
Opinie Prawne
Marek Kobylański: Dziś cisza wyborcza jest fikcją