Siemiątkowski, Boberek: Czy sądy i banki zrobiły wszystko, co mogły?

Zadanie właściwego pytania Trybunałowi Sprawiedliwości UE pozwoliłoby wyjść z absurdu orzekania nieważności umów w sprawach frankowych. A w konsekwencji utorowałoby drogę nowej strategii, skutkującej korygowaniem rozkładu ryzyka przez sądy krajowe.

Publikacja: 07.06.2023 07:16

Siemiątkowski, Boberek: Czy sądy i banki zrobiły wszystko, co mogły?

Foto: Adobe Stock

W naszym przekonaniu orzeczenia sądów polskich (rzecz jasna nie wszystkie i nie zawsze) w sprawach frankowych są całkowicie błędne. Jeśli zaś chodzi o Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, to pamiętajmy, że rozstrzyga on obok istoty sprawy – w związku z tym, że pytania prejudycjalne pomijają ją.

Orzecznictwo to stwarza bardzo poważne zagrożenia dla działalności poszczególnych banków, a tym samym dla polskiego systemu bankowego i gospodarki (a zatem i dla konsumentów). Ponadto wyroki te wywołują poczucie niesprawiedliwości u tych, którzy są wierni warunkom zawartych umów.

Strategia zero-jedynkowa

Na treść zapadłych orzeczeń istotnie wpłynęły przede wszystkim dwie okoliczności. Po pierwsze, same banki ograniczyły sądom pole manewru merytorycznego, tj. podstawę rozstrzygnięcia oraz jego treść. Otóż tak bardzo chciały oddalenia powództw w całości, że nie dostrzegły być może konsekwencji przyjętej strategii obrony i wynikającego z niej argumentowania.

Strategia ta bowiem była zero-jedynkowa i nie uwzględniała możliwego spotkania się np. w połowie drogi. W przeważającej liczbie sporów, pomimo iż nie wszystkie okoliczności przemawiały na korzyść banków, szukano całkowitej wygranej, zamiast zmierzać do kompromisu i go znajdować.

Dlaczego się tak stało? Tego nie wiemy, ale konsumenci (kredytobiorcy) poszukiwali ochrony poprzez dążenie do stwierdzenia abuzywności klauzul umownych i z tego naruszenia wywodzili nieważność umów kredytowych.

Z przeprowadzonych przez nas badań wynika jednoznacznie, że przy zawieraniu umów kredytowych dotyczących kredytów frankowych prawo nie zostało naruszone i wobec tego umowy te są ważne. Dlatego znaczna część orzeczeń sądowych jest błędna wskutek nieprawidłowego kwalifikowania szeregu postanowień umów kredytowych do kategorii klauzul abuzywnych. Mianowicie nie wolno uznawać za abuzywne klauzul, jeżeli zdaniem sądu uzyskały one taki charakter dopiero i tylko w określonych warunkach rynkowych, które wystąpiły po zawarciu umowy.

To błąd – postanowienie umowy jest abuzywne zawsze albo nigdy. Nie ma natomiast postanowień, które dzisiaj nie są abuzywne, lecz stają się takie, gdy coś się zadzieje na rynku. Oznaczałoby to bowiem niedopuszczalne, bo dynamiczne brzmienie stosownych unormowań.

Podkreślmy, tu nie chodzi o interpretację, lecz o brzmienie unormowań prawnych. O ile wykładnia może być dynamiczna, o tyle unormowanie ma tylko jedno brzmienie i nie może zależeć i nie zależy od sytuacji makroekonomicznej, warunków rynkowych etc.

Jednakże to, iż postanowienia umów kredytowych są ważne, nie oznacza, że konsumenci są pozbawieni racji, przynajmniej w części. I w tym miejscu należy postawić kluczowe pytanie: czy z przyczyn procesowych sądy miały szansę uniknąć błędu, o którym mowa w powyższym akapicie?

Czytaj więcej

Po opinii TSUE frankowicze ruszyli do sądów. Ile kosztuje sprawa z bankiem

Ryzyko tylko po stronie banku

Drugą okolicznością, również wynikającą z błędu sądów, determinującą treść orzeczeń, jest nieprawidłowe przyjmowanie, że konsument (klient banku) nie powi- nien zostać obciążony jakąkolwiek częścią ryzyka – bo całe ono spoczywa na bankach. Czy istnieją zatem remedia wobec okoliczności wskazanych powyżej? Naszym zdaniem tak.

To, co sądy uznały za naruszenie prawa (pseudoabuzywność) wskutek zmiany warunków rynkowych, nie stanowi żadnego naruszenia. Na gruncie prawa cywilnego wiąże się to wszystko natomiast z nadzwyczajną zmianą okoliczności. Jeśli chodzi o finanse, skutki takiej nadzwyczajnej zmiany określane są mianem „strat katastroficznych” (obok strat „oczekiwanych” i „nieoczekiwanych”).

Co to za nadzwyczajna zmiana okoliczności? Otóż radykalna zmiana kursu franka, która spowodowała wzrost zadłużenia kredytobiorców po przeliczeniu na PLN i wzrost rat ich kredytów. Ale to nie stanowi merytorycznej kwestii prawnej, tylko materializację ryzyka.

Prawdą jednak jest, że w pewnych warunkach rynkowych takie, ważne postanowienia umowne (uznawane błędnie przez sądy za abuzywne) nie mogą wywoływać wszystkich negatywnych skutków dla konsumenta.

W tym kontekście dziwi, dlaczego banki do tej pory nie spowodowały zadania właściwego pytania prejudycjalnego, wstrzymując proces niekorzystnego orzekania wobec nich. W kompetencjach TSUE nie mieści się przecież identyfikowanie kolizji poza zakresem pytania prejudycjalnego (zadanego w imieniu konsumentów). Mogłoby to pozwolić wyjść z absurdu orzekania nieważności umów i przejść na nową strategię, która mogłaby skutkować korygowaniem rozkładu ryzyka przez sądy krajowe.

Taka zmiana mogłaby pozwolić sądom stosować inne przepisy kodeksu cywilnego, które zarzucając abuzywność, dokonywałyby korekty skutków umów kredytowych, w sposób korzystny dla konsumentów, a mniej drastyczny dla banków.

Jednak banki zdaje się nie dostrzegły reguł europejskich dotyczących otwartej gospodarki rynkowej i wolności jednostki gwarantowanej kartą praw podstawowych UE. Albo też dostrzegły, ale nie przyznały temu wątkowi wystarczająco istotnego znaczenia w procesie konstruowania strategii swojej obrony.

Tymczasem to wszystko wiąże się z prawem konsumentów do ryzyka bez uszczerbku dla ich ochrony i nie mogą być oni takiego prawa – prawa wyboru – pozbawieni. Pozbawienie konsumenta prawa do ryzyka jest ograniczeniem dostępu do rynku sprzecznym z jego zasadami. Czyli jest sprzeczne z regułami rynku europejskiego.

Czytaj więcej

Frankowicze pozywają grupowo Skarb Państwa. Sąd podjął ważną decyzję

Mniej drastyczny sposób

A zatem klient banku ma prawo do ryzyka, któremu po stronie banków odpowiada ich prawo do obciążania konsumentów odpowiedzialnością za co najmniej część skutków takiej, związanej z ryzykiem operacji. Taka zmiana w podejściu banków do procesów frankowych, przy zastosowaniu umiejętnej argumentacji, mogłaby uniemożliwić sądom przypisywanie całego ryzyka z umów kredytów frankowych bankom.

W obecnym stanie rzeczy istnieje bezwzględna konieczność skonfrontowania dotychczas dominującej strategii obrony banków (zmierzającej do oddalenia powództw w całości) opartej na założeniu braku abuzywności klauzul umownych i wynikającejz niego ważności umów kredytowych z regulacją nadzwyczajnej zmiany okoliczności w stosunkach umownych.

Ta ostatnia stwarza możliwość korekty niekorzystnych skutków umów dla konsumentów w sposób znacznie mniej drastyczny dla banków.

Tomasz Siemiątkowski jest profesorem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, kierownikiem Katedry Prawa Gospodarczego, adwokatem

Łukasz Boberek jest doktorem w Katedrze Prawa Gospodarczego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, adwokatem

W naszym przekonaniu orzeczenia sądów polskich (rzecz jasna nie wszystkie i nie zawsze) w sprawach frankowych są całkowicie błędne. Jeśli zaś chodzi o Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, to pamiętajmy, że rozstrzyga on obok istoty sprawy – w związku z tym, że pytania prejudycjalne pomijają ją.

Orzecznictwo to stwarza bardzo poważne zagrożenia dla działalności poszczególnych banków, a tym samym dla polskiego systemu bankowego i gospodarki (a zatem i dla konsumentów). Ponadto wyroki te wywołują poczucie niesprawiedliwości u tych, którzy są wierni warunkom zawartych umów.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: W co gra Tomasz Szmydt? Małpa z brzytwą na ramieniu Łukaszenki
Opinie Prawne
Paweł Litwiński: Jak chroni się dane w sądach? Cóż…
Opinie Prawne
Prof. Pecyna o zabezpieczeniu TK i reakcji komisji ds. Pegasusa: "Pogłębianie chaosu"
Opinie Prawne
Jan Skoumal: Czy obowiązuje nas nowelizacja języka polskiego?
Opinie Prawne
Kazus Szmydta. Wypadek przy pracy sądownictwa administracyjnego czy pytanie o jego sens?
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?