Wszystkich wzmożonych komentatorów chciałbym zapewnić, że ZUS to ma się doskonale. Znajduje miliardy na utrzymanie systemów informatycznych, zakup komputerów, ich obronę przed ruskimi hakerami, pomoc dla Ukraińców. Wypłaca świadczenia 500+, bon turystyczny, a ostatnio niesie nawet pomoc poszkodowanym w wyniku „katastrofy ekologicznej na Odrze”.

Gorzej jest z FUS-em. Jego deficyt, w zależności od wariantu, w 2027 r. wyniesie od 91,4 do 143,8 mld zł. Więc przypomnę awanturnikom, że jakby posłuchali mnie 25 lat temu i zrobili więcej dzieci, to dziś nie musieliby narzekać, że prezes Kaczyński ich nie zrobił, i na deficyt FUS, jak „opozycja przejmie ZUS”. Bo na wysokość jego deficytu wpływają deficyty generowane głównie w funduszu emerytalnym, który odpowiada za 72 proc. ogółu wydatków FUS.

25 lat temu było wiadomo, że za 25 lat powojenne roczniki wyżu demograficznego wejdą w wiek emerytalny i zaczną pobierać świadczenia. A składki będą płaciły roczniki, które będą zaczynać pracę. To tu jest największy deficyt – demograficzny. Ten finansowy jest tego jedynie prostą konsekwencją. Pokolenie pracujące nie jest po prostu w stanie sfinansować starych zobowiązań zaciągniętych przez państwo wobec ich rodziców i dziadków wyłącznie z płaconych przez siebie składek na ubezpieczenie emerytalne.

W dodatku we wszystkich państwach członkowskich broniącej praworządności w Polsce UE utrzymują się deficyty systemów emerytalnych. Praworządni Europejczycy też nie robią dzieci. Więc „ulica i zagranica” nic tu nie pomoże. Sypialnia raczej.

Zresztą deficyt funduszu emerytalnego wzrośnie raptem z 2,24 proc. PKB w 2023 r. do 2,95 proc. PKB w 2027 r. Nawet w dłuższej perspektywie nie będzie tragedii. Udział wydatków emerytalno-rentowych w PKB, który przed epidemią wyniósł 10,6 proc., w 2060 r. wzrośnie do 10,8 proc. Bo dzięki reformie z 1999 r. emerytury, które miały być wyższe, będą niższe – stanowić będą jakieś 28 proc. ostatniej pensji emeryta. I to dopiero będzie katastrofa. Polityczna! Z całą pewnością pojawi się ktoś, kto obieca emerytom, że je podwyższy, jak na niego zagłosują. Ale kto by się przejmował tym, co będzie za 40 lat? Ja tam się nie przejmuję.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI

Czytaj więcej

Mimo obaw sytuacja FUS cały czas niezła