Robert Gwiazdowski: ZUS tonie?

Zakład Ubezpieczeń Społecznych przygotował właśnie prognozę dochodów i wydatków FUS (Fundusz Ubezpieczeń Społecznych) na lata 2023–2027. I po jej opublikowaniu wybuchła awantura polityczna. „Katastrofalne dane” – czytam. „Opozycja przejmie zakład z ogromnym mankiem”.

Publikacja: 30.11.2022 19:37

Prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych Gertruda Uścińska

Prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych Gertruda Uścińska

Foto: PAP/Tomasz Gzell

Wszystkich wzmożonych komentatorów chciałbym zapewnić, że ZUS to ma się doskonale. Znajduje miliardy na utrzymanie systemów informatycznych, zakup komputerów, ich obronę przed ruskimi hakerami, pomoc dla Ukraińców. Wypłaca świadczenia 500+, bon turystyczny, a ostatnio niesie nawet pomoc poszkodowanym w wyniku „katastrofy ekologicznej na Odrze”.

Gorzej jest z FUS-em. Jego deficyt, w zależności od wariantu, w 2027 r. wyniesie od 91,4 do 143,8 mld zł. Więc przypomnę awanturnikom, że jakby posłuchali mnie 25 lat temu i zrobili więcej dzieci, to dziś nie musieliby narzekać, że prezes Kaczyński ich nie zrobił, i na deficyt FUS, jak „opozycja przejmie ZUS”. Bo na wysokość jego deficytu wpływają deficyty generowane głównie w funduszu emerytalnym, który odpowiada za 72 proc. ogółu wydatków FUS.

25 lat temu było wiadomo, że za 25 lat powojenne roczniki wyżu demograficznego wejdą w wiek emerytalny i zaczną pobierać świadczenia. A składki będą płaciły roczniki, które będą zaczynać pracę. To tu jest największy deficyt – demograficzny. Ten finansowy jest tego jedynie prostą konsekwencją. Pokolenie pracujące nie jest po prostu w stanie sfinansować starych zobowiązań zaciągniętych przez państwo wobec ich rodziców i dziadków wyłącznie z płaconych przez siebie składek na ubezpieczenie emerytalne.

W dodatku we wszystkich państwach członkowskich broniącej praworządności w Polsce UE utrzymują się deficyty systemów emerytalnych. Praworządni Europejczycy też nie robią dzieci. Więc „ulica i zagranica” nic tu nie pomoże. Sypialnia raczej.

Zresztą deficyt funduszu emerytalnego wzrośnie raptem z 2,24 proc. PKB w 2023 r. do 2,95 proc. PKB w 2027 r. Nawet w dłuższej perspektywie nie będzie tragedii. Udział wydatków emerytalno-rentowych w PKB, który przed epidemią wyniósł 10,6 proc., w 2060 r. wzrośnie do 10,8 proc. Bo dzięki reformie z 1999 r. emerytury, które miały być wyższe, będą niższe – stanowić będą jakieś 28 proc. ostatniej pensji emeryta. I to dopiero będzie katastrofa. Polityczna! Z całą pewnością pojawi się ktoś, kto obieca emerytom, że je podwyższy, jak na niego zagłosują. Ale kto by się przejmował tym, co będzie za 40 lat? Ja tam się nie przejmuję.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI

Czytaj więcej

Mimo obaw sytuacja FUS cały czas niezła
Opinie Prawne
Marek Isański: TK bytem fasadowym. Władzę w sprawach podatkowych przejął NSA
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Rząd Tuska w sprawie KRS goni króliczka i nie chce go złapać
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Czy tylko PO ucywilizuje lewicę? Aborcyjny happening Katarzyny Kotuli
Opinie Prawne
Marek Dobrowolski: Trybunał i ochrona życia. Kluczowy punkt odniesienia
Opinie Prawne
Łukasz Guza: Ministra, premier i kakofonia w sprawach pracy