Nowa ustawa o Trybunale Konstytucyjnym jest już faktem. Batalia o najistotniejszy organ władzy sądowniczej w Polsce dobiegła końca. Przynajmniej na razie. Opozycja zgłosiła liczne wnioski mniejszości, ale nie przekonała do nich większości sejmowej. Na szczęście dla prawników kurz po bitwie o Trybunał opadł, co pozwala na wstępną ocenę nowej regulacji, bez uprzedzeń politycznych i nadmiernie emocjonalnego stosunku do jednej bądź drugiej strony konfliktu. Oczywiste jest, iż projekt nowej regulacji przyjęty został w nieco chaotyczny i nieelegancki sposób. Nie wchodząc jednak w szczegóły dotyczące formy, skoncentrujmy się nad istotą ustawy. Czy zatem przyjęcie przez parlament nowego prawa o takim znaczeniu zmieni coś w funkcjonowaniu państwa prawa? Raczej wątpliwe. Lektura ustawy nie skłania jednak do przyjęcia tezy, iż odbiega ona od przyjętych w tej materii norm oraz standardów demokratycznego państwa prawnego. Oczywiście są w niej przepisy istotne, których zmiana w porównaniu z poprzednimi regulacjami nie narusza konstytucji, jak choćby powiększenie pełnego składu, w którym ma orzekać TK, do co najmniej 11 sędziów. Powiększenie to nie narusza porządku prawnego, a nawet wzmacnia siłę oddziaływania danego orzeczenia, szczególnie w sprawach zawiłych i o szczególnej doniosłości dla społeczeństwa. Oczywiście zakładam tu dobrą wolę stron, a nie przyszłe partykularne rozgrywiki.

Podobnie w mojej ocenie nie jest niezgodny z konstytucją przepis o rozpatrywaniu spraw według kolejności wpływu. Tym bardziej że ustawa wskazuje, kiedy kolejność wpływu nie jest brana pod uwagę, np. gdy są wnioski o zgodność z konstytucją ustawy budżetowej albo ustawy o prowizorium budżetowym przed ich podpisaniem.

A może i dobrze...

Ustawa dopuszcza również łączne rozpoznanie spraw. Oczywiście znam treść wyroku TK z 9 marca 2016 r. sygn. K47/15, i zawarte tam uzasadnienie, ale nie muszę się z nim zgadzać. Nie uważam, aby regulacja ta była dysfunkcjonalna i wpływała na rzetelność i sprawność postępowania przed Trybunałem. Podobnie jak dotychczas, kandydatów na sędziego TK zgłasza co najmniej 50 posłów lub prezydium Sejmu. Jak widać, inicjatywy nie otrzymały takie organy władzy państwowej jak Senat RP czy Prezydent RP. Nie mają jej i inne podmioty, jak choćby wnioskowana przez mniejszość KRS, Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN i Zgromadzenie Ogólne Sędziów NSA. Nie mają jej także wydziały prawa wyższych uczelni. Można powiedzieć, że z jednej strony szkoda, a z drugiej, że może i dobrze, bo sędziego TK wybiera Sejm, który kieruje się większością polityczną, a nie tylko merytorycznymi osiągnięciami kandydata.

Kandydat wskazany np. przez uczelnie bez poparcia politycznego większości sejmowej skazany byłby na porażkę już na początku drogi. Jaki poważny kandydat chciałby przystąpić do tej swoistej rywalizacji, wiedząc o realnym braku szans na potencjalny wybór. Byłaby to tylko fikcja demokratycznego wyboru. Projekt zakładał, że uchwała o wyborze ma zapadać większością bezwzględną, w obecności co najmniej połowy ogólnej liczby posłów. Poprawki mniejszości szły w kierunku zaostrzenia warunku wyboru sędziego, proponując większość 2/3 głosów, w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Takie podniesienie progu poparcia w naszych realiach politycznych mogłoby sparaliżować wybór, a tym samym pracę TK. Zaczęłyby się targi i rozgrywki polityczne, w których kandydaci, nieraz bardzo zacni, byliby tylko tłem, a przecież nie o to chodzi w demokratycznym państwie prawa.

Drugą grupą przepisów ustawy, którą można nazwać zbędną, stanowią przepisy dotyczące spraw personalnych. Jasne przy tym jest, iż mają one tło tylko polityczne, a nie merytoryczne i wynikają z konfliktu na linii władza ustawodawcza – prezes TK. Nawet nie sam Trybunał, tylko jego prezes. Jako niepotrzebną regulację, a wynikającą jak się wydaje tylko z powyższego, uważam przepis nakładający na prezesa obowiązek przydzielenia sędziemu po ślubowaniu spraw i stworzeniu warunków umożliwiających mu pracę, skoro mowa jest o tym w art. 195 ust. 2. Konstytucji RP. Dlatego prezes RP nie może nie przydzielać spraw wybranym sędziom, w przeciwnym razie narusza prawo. Dość wskazać, iż ustawa dwukrotnie podnosi tę kwestię. W myśl art. 197 Konstytucji RP organizację wewnętrzną oraz tryb postępowania przed Trybunałem określa ustawa. Oznacza to, iż ustawodawca może dowolnie ukształtować tryb postępowania przed TK. Dowolnie, ale nie dysfunkcjonalnie. Nie oznacza to jednak, iż celowo chce sparaliżować tok prowadzonych w przyszłości postępowań przed Trybunałem. Każda władza musi mieć na uwadze, iż może stać się opozycją, a opozycja władzą.

Zmiana wątpliwa i zbędna

Zbędne i niezrozumiałe z prawnego punktu widzenia są przepisy o możliwości zgłoszenia przez co najmniej czterech sędziów sprzeciwu wobec proponowanego rozstrzygnięcia, które podejmowane jest w pełnym składzie, jeżeli uznają, że zagadnienie ma szczególnie doniosły charakter. Sprzeciw może być zgłaszany dwukrotnie, a każde odroczenie trwa trzy miesiące. Mogłoby mieć sens, ale tylko na trzy miesiące i tylko raz. Dwukrotne daje realne podstawy do obstrukcji procesowej. A to może być już wątpliwe konstytucyjnie.

Zbędne jest też wskazanie konieczności publikacji orzeczeń TK. Czy ustawodawca zapomniał o art. 190 Konstytucji RP? Mniejszość sejmowa chciała, by orzeczenia ogłaszał prezes TK, który miał uzyskać kompetencje organu prowadzącego dziennik urzędowy. Wnioski zostały jednak odrzucone. Pozostało to w kompetencji prezesa Rady Ministrów. Ponadto wskazanie orzeczeń, które mają być publikowane, a które nie, prowadzi do naruszenia normy konstytucyjnej.

To oczywiste

I przechodzimy do przepisów, które jak się wydaje są niekonstytucyjne. W pierwszej kolejności to ograniczenia uprawnień RPO do występowania przed TK, zasadniczo do spraw skarg konstytucyjnych. Tymczasem art. 191 ust. 1 w zw. z art. 188 Konstytucji RP, wskazuje, że RPO może wystąpić z wnioskiem do TK we wszystkich rodzajach spraw.

Za niekonstytucyjne należy uznać obligatoryjną obecność na rozprawie rozpatrywanej przy pełnym składzie prokuratora generalnego bądź jego zastępcy, a już nie RPO czy rzecznika praw dziecka. Łamie to zasadę równości stron w postępowaniu sądowym. Wątpliwość konstytucyjną budzi przepis mówiący o konieczności uzyskania zgody Prezydenta RP na wygaśnięcie mandatu sędziego ze względu na dyscyplinarne skazanie na usunięcie ze stanowiska, co wymaga uchwały Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK skierowanej do prezydenta. To niczym nieuzasadniona ingerencja władzy wykonawczej w kompetencje władzy sądowniczej, co narusza art. 10 Konstytucji RP. Prezydent ma możliwość takiej ingerencji zasadniczo tylko w sprawach dotyczących amnestii i abolicji.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

Oczywiste dotychczas było, że działania legislacyjne państwa nie powinny tworzyć przepisów, których intencje są niejasne, podważają zaufanie do państwa oraz stanowionego przez nie prawa. Z zasady gwarantuje to obywatelom, że przepisy będą odpowiadały pewnym ukształtowanym już standardom, a sposób ich formułowania będzie jasny i precyzyjny. Z drugiej zaś strony żadna funkcja publiczna nie może być wykorzystywana do łamania standardów konstytucyjnych przyjętych przez suwerena –Naród, nie może być także usprawiedliwieniem dla braku zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

Autor jest warszawskim adwokatem