Oczywiście, trwałość deklaracji i zaangażowania prawników w reformy w praktyce zweryfikuje czas.

Fiaskiem kongresu jest natomiast próba nawiązania dialogu z władzą polityczną. Mówiąc językiem sportowym wynik w tym przypadku został ustalony już na początku pierwszej połowy.

Na początku wydawało się, że obecność na kongresie przedstawicieli prezydenta, a także ministra sprawiedliwości będzie pierwszym krokiem do dialogu między władzą polityczną a prawnikami. Tak się nie stało.

Najpierw w konfrontacyjnym tonie wypowiedziała się Małgorzata Gersdorf, I prezes SN. Mówiąc o konieczności naprawy Trybunału Konstytucyjnego, jako o priorytecie i punktu wyjścia do dialogu z władzą. I wskazując na jej autorytarne ciągoty.

To podgrzało atmosferę. Występujący kilkanaście minut później wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł pozbawił złudzeń, co do szans na dialog i porozumienie.

Wypowiedź wiceministra była totalną krytyką sędziów i sądownictwa. Od wytknięcia Adamowi Strzemboszowi, byłemu I prezesowi SN braku dekomunizacji sądów, po przypomnienie ostatnich zachowań patologicznych ze strony sędziów.

Reakcją było opuszczenie sali obrad przez większość oburzonych prawników.

W ten sposób szansa na dialog została zaprzepaszczona. Politycy partii władzy opuścili po tym wydarzeniu kongres.

Dalsza część ekspercka była już merytorycznie ciekawa. Obok krytyki obecnie przygotowanych reform, sędziowie przedstawiali własną diagnozę złego stanu Temidy i propozycje zmian.

Prawnicy mówili merytorycznie i pokazali opinii publicznej, że nie są skupieni tylko na sobie, ale bliskie są im problemy, jakie w sądach mają zwykli obywatele.

To jednak za mało, aby zapewnić sobie realny wpływ na poczynania władzy politycznej wobec sądownictwa.