W stanie wojennym zaczytywaliśmy się w powielaczowym wydaniu „Roku 1984" Orwella. W zasadzie nie wiadomo, dlaczego nie była to obowiązkowa lektura – przecież oficjalna propaganda głosiła, że to krytyka imperializmu. Ma to pewnie coś wspólnego z dowcipem z tamtych czasów, gdy oskarżony o lżenie władzy się tłumaczył, że miał na myśli Reagana, na co usłyszał od prokuratora: „Już ja wiem, kogo mieliście na myśli".

Czytając o opresyjnej władzy, mało kto zastanawiał się chyba, czy kiedyś będzie miała ona takie środki techniczne, żeby podglądać obywateli. Dziś władza środki takie ma. Co prawda nie jest tak opresyjna, jak Big Brother, ale nie można wykluczyć, że kiedyś będzie – skoro ziściła się wizja śledzących nas teleekranów, nie można wykluczyć, że ziści się wizja Big Brothera.

Od lat ponad już 20 – także na tych łamach – pisuję o niebezpieczeństwach inwigilacji. 

Czytaj więcej

Podglądacz Obama. Felieton Roberta Gwiazdowskiego

Czytaj więcej

Pegasus musi trafić pod sędziowską kontrolę

Dla wielu nie stanowiło to jakoś problemu. Pamiętacie państwo komentarze po ujawnieniu przez Snowdena szpiegowskich poczynań administracji Obamy? Niektórzy bredzili, że chodziło o „zdewastowanie autorytetu zachodnich demokracji i zaufania ich obywateli do władz". Na nielegalność działań władzy nie zwracano uwagi. No bo przecież terroryzm, handel bronią i narkotykami, korupcja, no i oczywiście uchylanie się od opodatkowania, stanowiły dobry pretekst.

„Liczba podsłuchów rośnie z roku na rok" – przeczytałem ostatnio. Owszem. Z tym że już od roku 2000. (Wcześniej tym się nie interesowałem – dopiero jak mnie samego zaczęli podsłuchiwać).

Zważywszy, że 98 proc. oficjalnych wniosków o zastosowanie podsłuchu uzyskuje akceptację sądów, to albo wnioski są kierowane wyjątkowo trafnie – wyłącznie, kiedy jest to merytorycznie uzasadnione – albo cała ta sądowa kontrola ma charakter czysto fasadowy. Zważywszy, że tylko jedna czwarta podsłuchów prowadziła do wszczynania śledztw, to znaczy, że trzy czwarte podsłuchiwanych obywateli podsłuchiwano bezzasadnie. No i że kontrola sądowa była fasadowa.

Aha... to dane z 2014 roku.

Dziś się okazuje, że inwigilacja jest niebezpieczna, bo władza inwigiluje Pegasusem nie tylko zwykłych obywateli, ale i obywateli „niezwykłych". Niezwykłym staje się obywatel przez bycie w opozycji. A działacze opozycji to niby nie mogą „uchylać się od opodatkowania"? Jak się nie uchylają, to przecież „nie mają się czego obawiać" – tak jak te trzy czwarte „legalnie" podsłuchiwanych.

U Orwella było na odwrót. „Prole" (proletariusze stanowiący 85 proc. społeczeństwa) nie byli przedmiotem zainteresowania władzy.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI