Świąteczny nastrój nieco stłumił emocje związane z doniesieniami o używaniu przez władze nowoczesnych technologii inwigilacyjnych. W ferworze przygotowań do Wigilii umknęło nam, że orwellowska wizja świata pozostającego pod absolutną kontrolą władzy realizuje się obok. Okazało się, że nabyte za publiczne środki prawa licencyjne do ultraskutecznego oprogramowania szpiegowskiego Pegasus były wykorzystywane dla realizacji pozostających poza granicami prawa celów.

To, że żyjemy w państwie podsłuchów, wiemy od dawna. Świadomość, że skala inwigilacji jest totalna, zaś jej cele stricte polityczne, pojawiła się przed świętami Bożego Narodzenia. Żartobliwa formuła wypowiadana przez prawników, że trzeba zachować wstrzemięźliwość w prywatnych rozmowach, bowiem wszelka forma komunikacji pozostaje pod kontrolą władzy, stała się, co najmniej w odniesieniu do części środowiska, rzeczywistością.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Podsłuchy na święta

W kontekście pełnej kontroli rozmów i korespondencji adwokata, prowadzonej z całkowitym lekceważeniem zasad nienaruszalności informacji stanowiących tajemnicę adwokacką i obrończą, niewyobrażalne do niedawna podsłuchiwanie polityków, i to w trakcie kampanii wyborczej, zamiast szoku, spotkało się z pobłażliwą reakcją. W obu przypadkach dała o sobie boleśnie znać stopniowa erozja rudymentarnych reguł państwa prawa. Naruszenia prawa, dobrego obyczaju i podstawowych zasad, które jeszcze kilka lat temu wywoływałyby oburzenie i działania mające na celu drobiazgowe wyjaśnienie oraz odpowiedzialność zaangażowanych osób, dzisiaj traktowane są jako kolejna wiadomość zaliczana do kategorii sporów politycznych. W przestrzeni publicznej nie tyko nie widać powszechnego oburzenia i żądania wyjaśnienia tych skandalicznych historii w stylu, który doprowadził ostatecznie do dymisji Richarda Nixona, ale trudno dostrzec choćby przejawy refleksji nad autorytarnymi działaniami władzy.

Znużeni debatami o coraz to nowych przypadkach naruszenia prawa oraz informacjami o bezskutecznych próbach skłonienia władzy do chociażby częściowej korekty obywatele RP pozostają w przekonaniu, że nawet jeśli bezprawnie kontrolowano polityka lub prawnika, naruszając podstawy funkcjonowania państwa, to władza nie jest zainteresowana zapoznaniem się z rozmowami przeciętnego obywatela. Skoro tak, to problem polskiej Watergate jest w istocie kwestią elit. To błąd, od kiedy wiemy, że nasz telefon może służyć do przekazywania informacji o wszystkim, co robimy w domowym zaciszu.

Myślącym, że naruszenia reguł państwa prawa nie mają dla nich znaczenia, bo wiodą normalne życie, a ich dom pozostaje ich twierdzą, warto przypomnieć, że od Pegasusa nie ma już domu, który byłby twierdzą prywatności.

Bezprawna inwigilacja prawników

Wykorzystywanie szpiegowskiego oprogramowania do bezprawnej inwigilacji prawników, polityków i nie wiadomo jak szerokiego jeszcze kręgu z różnych profesji, mogących pozostawać w zainteresowaniu władzy publicznej, jest tylko ostatnim z ujawnionych przejawów lekceważenia zasad z konstytucji i innych aktów składających się na system prawa. Działania wedle własnego interesu aktualnie sprawujących władzę, nad wyraz sprawnie uzasadnianego w przestrzeni publicznej przez instrumentalne odwoływanie się do iluzji, przez znaczną część obywateli są przyjmowane z satysfakcją. Podsumowując mijający rok, warto przypomnieć, że doświadczyliśmy: kontynuacji procesu obsadzania sądów wedle politycznego klucza, z rażącym postponowaniem zasad kształtowania wymiaru sprawiedliwości w demokracji konstytucyjnej, werdyktów instytucji określanej jako Trybunał Konstytucyjny radykalnie ograniczających prawo do legalnego przerwania ciąży w sytuacjach ekstremalnych, orzeczeń wyrażających stanowisko o sprzeczności polskiej konstytucji z prawem Unii Europejskiej, okraszonych wskazaniem na ignorowanie praw chroniących jednostkę poprzez odwołanie się do wewnętrznych regulacji prawnych, będących rzekomo wyrazem naszej suwerenności, działań służb na wschodniej granicy, odrzucających elementarne zasady pomocy humanitarnej z uwagi na potrzebę ochrony granic i suwerenności państwa, dyscyplinowania sędziów i prokuratorów ośmielających się wyrazić krytyczne stanowisko o wprowadzanych zmianach, „ochrony" prywatności polityków i ich rodzin w kontekście dążenia do uniemożliwienia uzyskania informacji o kwestiach istotnych z punktu widzenia społecznej kontroli sprawujących władzę, skrajnej ingerencji w sferę prywatności przy pomocy nowoczesnej technologii szpiegowskiej, brutalności w reagowaniu na publiczne i zgodne z prawem zgromadzenia, pozbawionych podstaw zatrzymań ich uczestników, skazywania dziennikarzy za zniesławienie w sytuacji, gdy przedmiotem ich wypowiedzi były informacje o skandalach towarzyszących reformie wymiaru sprawiedliwości oraz uchwalenia prawa ograniczającego swobodę mediów.

Nic nie daje nadziei

Wszystko to działo się na przestrzeni ostatniego roku. Bynajmniej nie tak wyjątkowego z punktu widzenia konsekwentnej negacji reguł, na których starano się posadowić Polskę po transformacji ustrojowej w 1989 r.

Niektóre z wydarzeń wywoływały społeczne poruszenie, protesty, jakiś zalążek szans na powszechne zakwestionowanie tego, co stopniowo, ale z nadzwyczajną konsekwencją zmienia nasz świat. W mijającym roku nie wydarzyło się jednak nic, co mogłoby dawać nadzieję, że nie zaakceptujemy dalszej eskalacji bezprawia. W tym kontekście nawoływania do wyjaśnienia afery podsłuchowej dotyczącej prawników i polityków, żądania przeprowadzenia postępowania skutkującego odpowiedzialnością kogokolwiek zdają się całkowicie płonne.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Skala, codzienność i liczba dokonanych naruszeń prawa powodują, że miast oczywistego dążenia do rugowania nieprawidłowości łatwiej apatycznie uznać, że wszystko i tak pozostanie nienaruszone. Taką postawę wygodnie przyjąć co do powołań na urząd sędziego, afery hejterskiej, przejmowania mediów czy innych form oddziaływania na nie. Równie łatwo odwrócić głowę od ekstrawaganckich werdyktów TK, obojętnie spojrzeć na brutalną siłę stosowaną w miejsce elementarnego poczucia humanitaryzmu nakazującego udzielenie wsparcia tym, którzy znajdują się w bezpośrednim niebezpieczeństwie dla życia lub zdrowia. Czy wzruszeniem ramion skwitujemy odarcie z tajemnic adwokata, prokuratora i polityków? W tym kontekście zniszczona choinka z krakowskiego sądu, symbolicznie leżąca pośród potłuczonych bombek w kolorach UE, to rzeczywiście niezrozumiały przejaw nadwrażliwości pięknoduchów. A może weto prezydenta do lex TVN to pierwsza jaskółka?

Autorzy są profesorami prawa i adwokatami