„Kiedyś wiosna otworzy na ścieżaj pestki serc rozłupane na pół" – pięknie pisał Bruno Jasieński (jak śmiem cytować takiego komucha!). Odkąd człowiek został wygnany z raju (jeśli w ogóle tam przebywał) i musiał sam zatroszczyć się o pożywienie, z obawą i nadzieją spogląda na wiosenny cud, stara się pomagać mu, jak potrafi, i wierzy, że wszystko powtórzy się za rok.
W starożytności Kora, córka Demeter, powracała z podziemi. U nas czcimy Wielkanoc, która nie jest tylko chrześcijańskim świętem Zmartwychwstania – korzenie ma zanurzone w pradawnych wierzeniach. Staroegipski bóg Horus też pochodził od dziewicy, jego narodzinom towarzyszyła gwiazda na wschodzie, miał 12 uczniów, z którymi wędrował, uzdrawiając chorych, przeszedł też rodzaj chrztu. W końcu zdradzony i uśmiercony przez przybicie do drzewa w towarzystwie dwóch łotrów, po trzech dniach zmartwychwstał.