Reklama

Anna Słojewska: Przywódcy na czas kryzysu

Donald Tusk musi dużo pracować, by szefowie innych państw Wspólnoty uznali go za prawdziwego lidera.

Aktualizacja: 24.12.2014 07:43 Publikacja: 24.12.2014 01:32

Anna Słojewska: Przywódcy na czas kryzysu

Foto: AFP

Anna Słojewska z Brukseli

Triumfy eurosceptyków i utrwalająca się stagnacja gospodarcza wymusiły zmianę działania Unii Europejskiej. Ma w tym pomóc nowe przywództwo europejskie z udziałem Donalda Tuska.

Wybory do Parlamentu Europejskiego w maju pokazały, że w niektórych ważnych krajach Unii tradycyjne partie polityczne są w odwrocie. Nacjonaliści wygrali we Francji, eurosceptycy w Wielkiej Brytanii, klasyczna lewica i prawica poniosły porażkę w Hiszpanii. Widmo populizmu zajrzało w oczy rządzących w UE i pomogło w wyborze nowych szefów unijnych instytucji. Przewodniczącym Komisji Europejskiej został, pod naciskiem eurodeputowanych, Jean-Claude Juncker, a szefem Rady Europejskiej polski premier Donald Tusk.

Dzieli ich wiele. Ten pierwszy często wchodził w konflikty z Angelą Merkel, szczególnie przy opracowywaniu recepty na walkę z eurokryzysem. Ten drugi ze ścisłego sojuszu polsko-niemieckiego uczynił narzędzie realizowania swoich interesów na arenie międzynarodowej.

Juncker przez 18 lat był premierem Luksemburga, kraju założycielskiego UE. Współtworzył pakt stabilizacji i wzrostu, który jest podstawą działania strefy euro.

Reklama
Reklama

Tusk na forum UE chce być widoczny. Potrzeba do tego mediów. Na razie ich nie zawojował

Tusk to debiutant, przedstawiciel ostatniej fali rozszerzenia UE z 2004 roku. I choć były polski premier brał udział w wielu spotkaniach Rady Europejskiej, to jednak zawsze był politykiem narodowym. Tymczasem Juncker ma ogromne doświadczenie jako wieloletni szef Eurogrupy – grona ministrów finansów państw strefy euro. Uważa się wręcz, że reprezentuje starą Europę, a Tusk nową, choć obaj są w zbliżonym wieku.

To, co ewidentnie ich łączy, to przekonanie, że Europa nie może działać tak jak dotychczas. W przypadku Junckera przekłada się to na szybką inicjatywę inwestycji dla UE, która ma stanowić pierwszy krok w wyciąganiu strefy euro z okopów stagnacji gospodarczej. Przewodniczący KE zapowiedział też ograniczenie działalności legislacyjnej Brukseli do obszarów naprawdę niezbędnych i realizujących unijne priorytety. Ma temu służyć znaczące upolitycznienie KE i próba odebrania władzy urzędnikom.

W tym dziele Tusk może się okazać pomocnikiem Junckera. Już zapowiedział, że plan inwestycyjny szefa KE będzie też jego priorytetem. I wygląda na to, że w sprawie działalności legislacyjnej UE też prezentuje zdrowy rozsądek.

Stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej to – obok szefa Komisji Europejskiej – najważniejsze miejsce, z którego Polak może wpływać na unijną politykę. I choć trzeba się zgodzić z oceną, że Angela Merkel ma znacznie większy wpływ na decyzje o przyszłości UE i że nazywanie Tuska prezydentem Europy jest pewną przesadą, to nie zmienia to faktu, że mówimy o ważnym stanowisku. Bo polski polityk nie ma szans na zostanie kanclerzem Niemiec i zabieganie wprost w Berlinie o nasze interesy. Może to natomiast robić jako szef Rady Europejskiej, choć oczywiście nie w sposób otwarty i bezpośredni.

Donald Tusk zaczął urzędowanie 1 grudnia. Co pierwsze tygodnie jego rządów i pierwszy szczyt UE pod jego wodzą mówią nam o priorytetach Polaka? Na razie, niestety, niewiele. Tusk, prawdopodobnie z powodu swojego ciągle niedoskonałego angielskiego, nie udziela bowiem wywiadów. Na pierwszej konferencji prasowej widać było, że radzi sobie w obcym języku, ale nie tak, żeby swobodnie wygłosić każdą skomplikowaną myśl.

Reklama
Reklama

W tej sytuacji aktywność medialna Tuska ogranicza się do nagranych i czytanych z promptera krótkich wypowiedzi, które następnie są umieszczane na stronie internetowej Rady Europejskiej. Co zresztą budzi zdziwienie, a powoli nawet irytację zagranicznych dziennikarzy.

Tusk nie musi być oczywiście aktywny medialnie – jego poprzednik Herman Van Rompuy praktycznie nie udzielał wywiadów. Ale nie reklamował się ustawionymi filmikami i generalnie preferował zakulisowe metody działania, w cieniu przywódców narodowych. A Tusk chce to zmienić: chce być aktywny, widoczny, nie zamierza ukrywać swoich poglądów. Tak przynajmniej twierdzi jego otoczenie. Do tego niestety potrzebne jest pośrednictwo mediów.

Agenda pierwszego szczytu i czas jego trwania dają pewną wskazówkę na przyszłość. Tusk ma styl bardziej premierowski, chce spotkań krótkich i konkretnych. Tematów ma być niewiele, a dyskusja głęboka i polityczna. Czy mu się to uda, pokaże przyszłość. Pierwszy jego szczyt był lekki – bez decyzji i bez kontrowersyjnych punktów w programie.

Dopiero w przyszłym roku, gdy przyjdzie do decyzji o przedłużaniu sankcji wobec Rosji, o pomocy finansowej dla Ukrainy, o składkach na fundusz inwestycyjny dla Europy czy wreszcie o kolejnych reformach strefy euro, okaże się, jakie są zdolności Tuska. Obiecał już, że będzie się angażował w sprawy zagraniczne bardziej niż Van Rompuy, a jego priorytetem będzie Wschód. Jednak na telekonferencję Władimira Putina i Petra Poroszenki z Angelą Merkel i Francois Hollande'em nowego przewodniczącego Rady Europejskiej nie doproszono. Musi więc jeszcze powalczyć, aby wielcy przywódcy uznali, że jego rola wykracza poza sekretarzowanie spotkaniom 28 szefów państw i rządów.

Opinie polityczno - społeczne
Piotr Pałka: Polska 2050 wybrała przewodniczącą już w pierwszej turze
Opinie polityczno - społeczne
Dr hab. Krzysztof Wasilewski: Jak Donald Trump kreuje rzeczywistość za pomocą memów
Opinie polityczno - społeczne
Jan Zielonka: Donald Trump w Davos jak w kabarecie Olgi Lipińskiej
Opinie polityczno - społeczne
Janusz Lewandowski: Zbigniew Ziobro z Viktorem Orbánem niszczą tysiącletnie braterstwo Polski i Węgier
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Rada Pokoju Donalda Trumpa, czyli Karol Nawrocki w krainie czarów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama