Reklama

Bogusław Chrabota: Powódź 2024. Raport NIK jak lekcja

Niezbędna jest praktyka szybkiej i automatycznej synchronizacji polityki budowlanej samorządów z najświeższymi danymi o ryzyku powodziowym; natychmiastowe korekty planów i obowiązkowe konsultacje z Wodami Polskimi tam, gdzie planów nie ma. Czy to możliwe?
Sytuacja po powodzi w Lewinie Brzeskim

Sytuacja po powodzi w Lewinie Brzeskim

Foto: PAP/Michał Meissner

Prezentowany na łamach „Rzeczpospolitej” raport Najwyższej Izby Kontroli jest nie tylko wybiórczy, w sensie prezentowania procesu decyzyjnego zaledwie w części samorządów, ale przede wszystkim ahistoryczny. I to najważniejszy zarzut, jaki stawiają mu samorządowcy.

Na bazie czego wydawano decyzje o zabudowywaniu terenów obciążonych ryzykiem powodziowym?

Decyzje o zabudowywaniu terenów obciążonych ryzykiem powodziowym wydawano do 2015 roku na bazie starych, niedokładnych, a często sporządzonych w odległej przeszłości map. Te swoim rodowodem sięgały jeszcze XIX wieku, gdy ryzyko powodziowe szacowano na bazie danych historycznych i obserwacji geodetów. Gdy się do tego doda zmiany klimatyczne i związany z nimi, inny niż przed laty, kalendarz opadów, wiele decyzji z natury musiało być obarczonych groźnym dla ludzi błędem.

Tak zwane „wuzetki”, czyli indywidualne decyzje o warunkach zabudowy, które wydaje się w przypadku braku planów. Te winny być wystawiane w uzgodnieniu z Wodami Polskimi; a łatwy do wykazania brak dochowania tej procedury powinien być surowo karany. Tyle że takie przypadki niemal się nie zdarzały.

Sytuacja zmieniła się w 2015 roku, kiedy samorządy po raz pierwszy otrzymały mapy wykonane techniką satelitarną. To była rewolucja; nowe mapy wprowadziły nowe status quo zarówno w sensie cieków wodnych, jak i ryzyka powodziowego. By sprawę skomplikować jeszcze bardziej, mapy w ciągu kolejnych lat korygowano, za każdym razem nanosząc istotne zmiany. Samorządowcy twierdzą, że zmian dokonywano zbyt często, by mogły za nimi nadążyć zarówno studia uwarunkowań, jak i miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, na bazie których wydaje się zgody na inwestycje budowlane. Procedury ich tworzenia w obu przypadkach są bowiem długie i trwają przynajmniej kilka lat. Co innego tak zwane „wuzetki”, czyli indywidualne decyzje o warunkach zabudowy, które wydaje się w przypadku braku planów. Te winny być wystawiane w uzgodnieniu z Wodami Polskimi; a łatwy do wykazania brak dochowania tej procedury powinien być surowo karany. Tyle że takie przypadki niemal się nie zdarzały.

Czytaj więcej

Powódź i straty liczone w miliardach. Czy budżet państwa to zniesie?
Reklama
Reklama

Konkluzje po powodzi w świetle raportu NIK są oczywiste

Niezbędna jest praktyka szybkiej i automatycznej synchronizacji polityki budowlanej samorządów z najświeższymi danymi o ryzyku powodziowym; natychmiastowe korekty planów i obowiązkowe konsultacje z Wodami Polskimi tam, gdzie planów nie ma. Czy to możliwe? Samorządowcy wierzą w to równie mocno, jak w szybkie znalezienie nowych lokali dla mieszkańców terenów zalewowych. Pewnych terminów, procedur przeskoczyć się nie da. Choć niewątpliwie trzeba uczyć się na błędach. Możliwe, że tragiczna powódź, która dotknęła południową Polskę, będzie lekcją, że pewne rzeczy trzeba robić szybciej, sprawniej i dokładniej. Bo od tego zależy życie ludzi.

Opinie polityczno - społeczne
Jacek Nizinkiewicz: Jeśli PiS wygra wybory, decydujące zdanie w sprawie premiera będzie miał Karol Nawrocki
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
Skala sprzedaży rośnie szybciej niż logistyka – typowe wyzwania firm
felietony
Zuzanna Dąbrowska: Dlaczego program SAFE to idealne pole do politycznej bitwy?
Opinie polityczno - społeczne
Polska chce własnej broni atomowej? Jacek Czaputowicz: Amerykanie szybko wybiją nam to z głowy
felietony
Jerzy Surdykowski: Kilka myśli o wojnie
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama