Michał Matlak: Epoka brexitu się kończy. Czas na rewolucję w relacjach Unii z Wielką Brytanią

Unia Europejska powinna zaproponować Wielkiej Brytanii szerokie partnerstwo, które mogłoby wzmocnić obie strony wobec poważnych zagrożeń: imperialnej Rosji, silnych i niekoniecznie przyjaznych Europie Chin, ale też w związku z wyzwaniami migracyjnymi i klimatycznymi.

Publikacja: 04.07.2024 04:30

Lider Partii Pracy Keir Starmer

Lider Partii Pracy Keir Starmer

Foto: AFP

W czwartek wybory do brytyjskiego parlamentu wygra Partia Pracy, co ostatecznie zakończy epokę brexitu w polityce europejskiej – wyjście Wielkiej Brytanii się dokonało i choć większość Brytyjczyków zagłosowałaby dziś za członkostwem swojego kraju w Unii Europejskiej, to w świadomości społecznej zarówno wyspiarzy, jak i obywateli Wspólnoty ponowne zjednoczenie nie wydaje się kwestią najbliższych lat. To nie oznacza, że relacje UE i Wielkiej Brytanii nie powinny ulec zasadniczej zmianie.

Brexit, czyli trudny rozwód

Wybitny amerykański prawnik Joseph H.H. Weiler, pisząc o warunkach rozwodu między Unią a Brytyjczykami, odwołał się do traktatu wersalskiego i upokorzenia Niemiec po I wojnie światowej. Uważał, że Unia wykorzystała swój radykalnie większy potencjał, by Wielką Brytanię znacząco osłabić. Inni mają znacznie więcej zrozumienia dla Brukseli – jedność Wspólnoty i jednolitego rynku musiała według wielu być unijnym priorytetem w dobie wzrostu nastrojów antyunijnych w wielu krajach członkowskich. I wygląda na to, że lekcja brexitu była szczepionką dla większości unijnych społeczeństw, choć Weiler ma rację, że Unia musi w pewnym momencie stać się także wspólnotą losu, a nie tylko interesu.

Czytaj więcej

Kłopoty brytyjskiej prawicy. Rishi Sunak wie, że przegra, ale ma plan

Niezależnie jednak od tego, czy to był Wersal, czy nie, jest jasne, że Unia skorzystała ze swojego największego atutu – wielkości – i narzuciła Wielkiej Brytanii mało korzystne warunki wyjścia. Weiler zwraca uwagę szczególnie na wprowadzenie w wyniku umowy rozwodowej granicy celnej wewnątrz kraju – między Irlandią Północną a resztą Wielkiej Brytanii – i twierdzi, że było to poważne upokorzenie dla strony brytyjskiej (zostało ono nieco zmniejszone w zeszłym roku przy okazji podpisania umowy windsorskiej, która m.in. zwiększa kontrolę lokalnego północnoirlandzkiego parlamentu nad unijnymi regulacjami stosowanymi na swoim terenie).

Wielka Brytania w kryzysie. Winien brexit

Niekorzystna umowa nie jest jednak przyczyną słabej kondycji Wielkiej Brytanii dziś – to wyjście z Unii, jej jednolitego rynku i unii celnej, bardzo osłabiło brytyjski potencjał gospodarczy. Swoboda zawierania umów handlowych i możliwość wprowadzenia deregulacji wcale nie wpłynęły na odbicie się brytyjskiej gospodarki. Jej eksport zmalał zdecydowanie (o ok. 15 proc.), wzrost gospodarczy jest na poziomie 0,5 proc., usługi publiczne są w stanie gorszym niż w większości krajów Europy Zachodniej. A migracja, czyli to, nad czym Wielka Brytania miała „odzyskać kontrolę”, wzrosła dwukrotnie (tyle że już nie z krajów Unii). To wszystko jednak nie skłoni Brytyjczyków do powrotu. Choć większość obywateli chce ponownego członkostwa w Unii (ok. 58 proc.), nie uważają oni zarazem ponownej akcesji za sprawę ważną (tylko 13 proc. Brytyjczyków tak uważa). Rozwód był tak długi i wyczerpujący, że dziś mało kto chce sobie fundować kolejną narodową debatę o Unii.

Choć Wielka Brytania przegrała rozgrywkę negocjacyjną, to Unia w wyniku brexitu także jest słabsza – straciliśmy ważne państwo, znaczący potencjał ekonomiczny, militarny, naukowy i – co nie mniej ważne – kulturowy. Jednak w związku z kolejnymi kryzysami, które spadły na Europę po brexicie – kryzys praworządności, pandemia, wojna w Ukrainie – większość stolic straciła odruch spoglądania na Londyn przy podejmowaniu decyzji. Czy więc teraz, kiedy do gry wraca Partia Pracy z umiarkowanie proeuropejskim rządem, wszystko może się zmienić?

Wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii: „Progresywny realizm” Partii Pracy

Krótka odpowiedź brzmi: nie; dłuższa: to możliwe, ale wymaga wysiłku obu stron. Laburzyści w sprawach unijnych zapowiadają raczej program minimum – w swym manifeście wykluczają starania o członkostwo w jednolitym rynku i unii celnej. Zamiast tego mówią o raczej skromnych planach osiągnięcia ułatwień w handlu, wspominając przy tym o dostosowaniu się do unijnych standardów weterynaryjnych, co miałoby ułatwić eksport mięsa, ale z całą pewnością nie przyniosłoby przełomu gospodarczego. Nie da się nie zauważyć, że część Partii Pracy była przeciwna członkostwu w Unii Europejskiej (głównie spauperyzowane okręgi robotnicze) i choć większość jej członków była za członkostwem we Wspólnocie, nie była – i chyba nie jest – to wizja akceptowana przez całą partię.

Czytaj więcej

Jan Romanowski: Niespodziewany zwycięzca pierwszej debaty wyborczej w Wielkiej Brytanii

Z polskiego punktu widzenia najważniejsza jest obecna w programie laburzystów propozycja formalizacji współpracy z Unią w zakresie bezpieczeństwa i polityki zagranicznej. W swoim tekście w „Foreign Affairs” David Lammy, przyszły minister spraw zagranicznych w nowym rządzie, zapowiada złożenie Unii propozycji podpisania paktu o bezpieczeństwie, choć nie podaje szczegółów. Mówi też o pogłębieniu relacji dwustronnych z krajami europejskimi w obszarze bezpieczeństwa – z nazwy wymienił Polskę, Francję, Niemcy i Irlandię.

Lammy pisze o swojej szerszej koncepcji nowej polityki zagranicznej Wielkiej Brytanii jako o „progresywnym realizmie” – to znaczy akceptacji mało już uprzywilejowanego miejsca kraju w nowym świecie, w którym nie jest on mocarstwem. Progresywny realizm ma pozwolić na zabieganie o brytyjskie interesy, ale także o wartości, które uważa za postępowe: prawa człowieka, przeciwdziałanie zmianie klimatu, demokrację. Za swój wzorzec podaje laburzystowskiego ministra spraw zagranicznych Ernesta Bevina z okresu zaraz po II wojnie, który stoi za stworzeniem NATO (to on, według Lammy’ego, przekonał prezydenta Harry’ego Trumana do dania sojusznikom mocnych gwarancji bezpieczeństwa). To dobry sygnał w kontekście ewentualnego słabnięcia zaangażowania Amerykanów w NATO.

Co w tej sytuacji mogłaby więc zrobić Unia Europejska?

Osiem lat temu, po brytyjskim referendum, Unia była w szoku. Szybko się jednak pozbierała i przygotowała strategię pod kierunkiem wybitnego dyplomaty Michela Barniera. Zaproponował on twardy kurs i utrzymał wobec niego jedność stolic, choć wydawało się to mission impossible. Dziś jednak sytuacja jest inna. Mniej chyba musimy udowadniać Wielkiej Brytanii (a właściwie nie jej, tylko exitowcom z różnych krajów) sensowność Unii, a bardziej powinniśmy myśleć o budowaniu sojuszu w świecie, w którym Zachód, demokracja i poszanowanie prawa międzynarodowego tracą na atrakcyjności.

Czytaj więcej

Torysi zdegradowali królestwo. Czy partii Winstona Churchilla grozi upadek?

Unia Europejska powinna więc zaproponować Wielkiej Brytanii szerokie partnerstwo, które mogłoby wzmocnić obie strony wobec poważnych zagrożeń: imperialnej Rosji, silnych i niekoniecznie przyjaznych Europie Chin, ale też w związku z wyzwaniami migracyjnymi i klimatycznymi, które ze względu na bliskość geograficzną dotyczą nas w podobny sposób.

Szerokie porozumienie w zakresie obrony wydaje się być kluczowe. Wielka Brytania nie jest częścią ostatnich inicjatyw w zakresie rozwoju przemysłu obronnego, co jest zrozumiałe ze względu na brexit, ale jeśli weźmie się pod uwagę słabość naszych przemysłów zbrojeniowych, skorzystanie z realnego potencjału brytyjskiego wydaje się bardzo sensowne. Wielka Brytania odegrała znaczącą i pozytywną rolę w sprawie Ukrainy. Jej postawa od początku wojny była zdecydowana i miała dla Ukrainy duże znaczenie. Jak uważa Anand Menon, dyrektor think tanku UK in a changing Europe, była ona zresztą podyktowana m.in. chęcią odbudowy reputacji po brexicie.

Minister Radosław Sikorski ze względu na swoją brytyjską przeszłość jest w idealnej sytuacji, by w przygotowaniu do polskiej prezydencji zaproponować plan zbliżenia Unii i Wielkiej Brytanii

To samo dotyczy współpracy wojskowej – armia brytyjska jest jedyną porównywalną z francuską, jeśli chodzi o doświadczenie na polu walki oraz odstraszenie nuklearne. Pogłębienie współpracy z taką armią mogłoby bardzo zwiększyć europejski potencjał. Armie brytyjska i krajów Unii współpracują oczywiście w ramach NATO, jednak to UE będzie przejmować dużą część koordynacji działań obronnych w Europie, szczególnie jeśli prezydentem USA zostanie Donald Trump.

Istotna wydaje się także kwestia regularnego udziału ministrów z Londynu w różnych konfiguracjach Rady Unii Europejskiej – przede wszystkim w sprawach zagranicznych i obronnych, ale koordynacja w sprawach gospodarczych także wydaje się pożądanym pomysłem. Być może warto rozważyć także coroczny szczyt Unia–Wielka Brytania, który mógłby nadać impet wzajemnym relacjom. Pomysł regularnych spotkań miał już zresztą wyjść ze strony szefa Rady Europejskiej Charlesa Michela, ale został odrzucony przez stronę brytyjską.

Czy Polska zdoła przybliżyć Londyn do UE? Rola dla Sikorskiego

Polska może odegrać szczególną rolę w przybliżaniu Wielkiej Brytanii do Wspólnoty: Francuzi nie są entuzjastami Brytyjczyków, co ma głębokie osadzenie kulturowe, Niemcy chyba poczuli się swobodniej bez marudera zza kanału La Manche, podczas gdy w żywotnym interesie Polski (ale także chyba Wspólnoty jako całości) jest powrót Wielkiej Brytanii do europejskiej gry. Minister Radosław Sikorski ze względu na swoją brytyjską przeszłość jest w idealnej sytuacji, by w przygotowaniu do polskiej prezydencji zaproponować plan zbliżenia Unii i Wielkiej Brytanii. Jeśli dobrze tę partię rozegramy, być może za pięć lat będziemy rozmawiać o powrocie Brytyjczyków z suwerenistycznej wyprawy.

Michał Matlak

Michał Matlak

mat. prywatne

Autor

Michał Matlak

Doktor nauk politycznych i społecznych, doradca w Parlamencie Europejskim, związany z Europejskim Centrum Badań Ustrojowych przy Uniwersytecie Łódzkim oraz Instytutem Demokracji przy Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie/Wiedniu

W czwartek wybory do brytyjskiego parlamentu wygra Partia Pracy, co ostatecznie zakończy epokę brexitu w polityce europejskiej – wyjście Wielkiej Brytanii się dokonało i choć większość Brytyjczyków zagłosowałaby dziś za członkostwem swojego kraju w Unii Europejskiej, to w świadomości społecznej zarówno wyspiarzy, jak i obywateli Wspólnoty ponowne zjednoczenie nie wydaje się kwestią najbliższych lat. To nie oznacza, że relacje UE i Wielkiej Brytanii nie powinny ulec zasadniczej zmianie.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Michał Wojciechowski: Drogi do sprawnego państwa
Opinie polityczno - społeczne
Paweł Łepkowski: Nie zgadzam się z Kamalą Harris, choć urzekła mnie jej osobowość
Opinie polityczno - społeczne
Warzecha: Profesor Bralczyk ma rację, mówiąc, że zwierzęta zdychają
Opinie polityczno - społeczne
Razem do rządu, skoro mają tyle uwag i cennych recept
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Opinie polityczno - społeczne
Gra na dwóch amerykańskich fortepianach. Rząd musi rozmawiać z Donaldem Trumpem