Marek Budzisz, Dariusz Wroński: Rosjanie nie zniszczą CPK atakami z powietrza

Wypada doradzić przeciwnikom CPK, aby lepiej przygotowali się do debaty o wrażliwości tego węzła komunikacyjnego na rosyjskie ataki rakietowe. Dla jego ochrony nie trzeba tworzyć nowego potężnego systemu obrony ze szkodą dla Warszawy.

Publikacja: 20.02.2024 03:00

Makieta zaprezentowana na konferencji podsumowującej prace przy Centralnym Porcie Komunikacyjnym, 28

Makieta zaprezentowana na konferencji podsumowującej prace przy Centralnym Porcie Komunikacyjnym, 28 września 2023

Foto: PAP, Piotr Nowak

W polskiej debacie publicznej, w związku z dyskusją na temat Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK), pojawił się interesujący, choć naszym zdaniem nieuprawniony, pogląd kwestionujący militarne znaczenie tego węzła komunikacyjnego. Ostatnio wyrazicielami tego rodzaju też byli politycy PSL, w tym marszałek Marek Sawicki, argumentujący, że po wybuchu wojny Rosjanie będą w stanie atakami rakietowymi zniszczyć tego rodzaju obiekt. Wojskowe znaczenie CPK związane jest ze zdolnością do szybkiego przerzucenia NATO-wskich sił szybkiego reagowania w sytuacji kryzysowej – a zatem jeszcze przed wojną, zanim zostaniemy zaatakowani – po to, aby w ten sposób zwiększyć siłę odstraszania i, wpływając na rachunek strategiczny przeciwnika, zapobiec wybuchowi konfliktu.

Czytaj więcej

Marek Budzisz, Andrew A. Michta: CPK jest kluczowe dla całej wschodniej flanki NATO

Na tym właściwie można byłoby zakończyć dyskusje na temat wojskowego znaczenia CPK, bo będzie ono największe, zanim wojna wybuchnie i nadlecą nad Polskę wrogie rakiety. Nie zmienia to jednak faktu, że mówienie o zniszczeniu lotniska i węzła komunikacyjnego tych rozmiarów w wyniku pojedynczego rosyjskiego ataku rakietowego jest nieporozumieniem, świadczącym o niewielkiej orientacji tych, którzy głoszą takie tezy w kwestiach wojskowych. Ich zwolennicy nie znają nawet doświadczeń Ukrainy, a szkoda, bo ta wojna, zwłaszcza w Warszawie, winna być uważnie obserwowana. Postanowiliśmy napisać ten artykuł, aby wypełnić bolesną lukę w wiedzy niektórych przeciwników CPK.

Co o atakach powietrznych powiedziała nam wojna w Ukrainie

Z szacunków ekspertów think tanku RAND wynika, że do lipca 2022 r. Rosjanie wystrzelili na ukraińskie cele ok. 3200 rakiet, z których połowa pochodziła z czasów sowieckich. Jak napisał Wiliam Alberque, analityk International Institute for Security Studies, „użycie rakiet przez Rosję w wojnie z Ukrainą okazało się mniej skuteczne i pomocne w osiągnięciu celów wojennych, niż prawdopodobnie oczekiwali tego przywódcy w Moskwie”. Rosjanie w takiej sytuacji musieli „selekcjonować” cele i ograniczać siłę jednostkowych uderzeń. Większość zachodnich ekspertów powietrznych podkreśla też, że Rosjanie nie zdobyli ani w pierwszej fazie, ani w kolejnych miesiącach dominacji w przestrzeni powietrznej Ukrainy, nie byli w związku z tym w stanie prowadzić zakrojonych na szeroką skalę operacji z użyciem lotnictwa bojowego, nie zniszczyli ukraińskiego systemu logistycznego i nie mogli obezwładnić obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Aby rozumieć, dlaczego tak się stało i dlaczego za przesadzone, a nawet oderwane od realiów, trzeba uznać tezy mówiące o zdolności Rosjan zniszczenia przy użyciu „jednej rakiety” hubu logistycznego, jakim ma być Centralny Port Komunikacyjny, trzeba więcej uwagi poświęcić opisowi pierwszych tygodni wojny w Ukrainie.

Mówienie o zniszczeniu lotniska i węzła komunikacyjnego tych rozmiarów w wyniku pojedynczego rosyjskiego ataku rakietowego jest nieporozumieniem, świadczącym o niewielkiej orientacji tych, którzy głoszą takie tezy w kwestiach wojskowych.

Izraelscy eksperci zaangażowani w prace Elrom Center, think tanku powołanego przez dowództwo wojsk lotniczych przy uniwersytecie w Tel Awiwie, ocenili skuteczność pierwszej rosyjskiej salwy rakietowej wymierzonej w ukraińskie obiekty. Ich zdaniem Rosjanie w momencie pierwszego ataku nie musieli działać pod presją czasu i mogli skutecznie, w okresie poprzedzającym uderzenie, zlokalizować cele, które zamierzali zniszczyć. Pierwszego dnia wojny wystrzelili 100 rakiet balistycznych i manewrujących. Izraelscy eksperci poddali drobiazgowej analizie 21 uderzeń na ukraińskie lotniska. Jak zauważyli: „wydaje się, że w porównaniu ze standardową dokładnością zachodniej amunicji naprowadzanej za pomocą GPS wskaźniki celności rosyjskich rakiet są niskie – celność bezpośredniego trafienia wynosiła 50–60 proc. na ok. 10 m i 30–40 proc. na poziomie 30–50 m”. W praktyce oznaczało to, że „trafienie w lotnisko” nie musiało i często nie prowadziło do uszkodzenia pasów startowych, nie mówiąc już o zniszczeniu całego obiektu.

Rosjanie mają liczne problemy z atakowaniem celów

Eksperci brytyjskiego think tanku RUSI, oceniając skuteczność rosyjskiego ostrzału rakietowego, zauważyli, że ok. 90 proc. ukraińskich mobilnych systemów obrony przeciwrakietowej (pochodzących głównie z czasów sowieckich, a zatem przestarzałych) nie zostało obezwładnione. Co zresztą wyjaśnia, dlaczego – mimo znacznej przewagi – nie udało się Moskalom osiągnąć dominacji w powietrzu. Notabene, jak zauważyli, wbrew potocznemu przekonaniu o niezwykłej skuteczności rosyjskich służb wywiadowczych, mieli oni problemy z lokalizacją celów ataków, czego potwierdzeniem jest uderzenie w czasie pierwszych 48 godzin w obiekty od wielu lat niepełniące funkcji wojskowej. Problemy z namierzaniem celów potęgowane były opóźnieniami w podejmowaniu decyzji przez silnie scentralizowany system rosyjskiego dowodzenia, co jeszcze utrudniało ocenę skuteczności ataków i ewentualne ich powtórzenie.

Czytaj więcej

Co z tym CPK. Kto nagina, kto oszukuje i gdzie jest prawda

W pierwszych dniach wojny amerykański wywiad szacował, że tzw. wskaźnik awaryjności rosyjskich rakiet, w szczególności wystrzeliwanych z samolotów, wynosił nawet 60 proc. Ian Williams, ekspert think tanku CSIS, autor raportu na temat „wojny rakietowej Putina”, zwrócił uwagę na to, że w przypadku niektórych ataków, np. na lotnisko Ozerne, rakiety w ogóle nie dosięgnęły celów. Nie oznacza to, że Rosjanie powstrzymają się od atakowania CPK, ale nie przecenialibyśmy ich skuteczności. Będą też musieli dokonywać wyborów celów ataku, bo w obliczu ograniczeń ilościowych nie są w stanie uderzyć na każdy cel.

Czym się różni polska obrona powietrzna od ukraińskiej

Osobną kwestią jest skuteczność ukraińskiej obrony przeciwrakietowej, której nie można uznać za najlepiej funkcjonujący w skali świata system, a także trzeba pamiętać o istotnych ograniczeniach jego funkcjonowania, które są wynikiem braków sprzętowych i oszczędności budżetowych przed wojną. Ale mimo to, jak oceniali eksperci estońskiego International Centre of Defence and Security, w maju 2023 r. ukraińska obrona powietrzna była w stanie przechwycić 90 proc. rosyjskich rakiet manewrujących, niemal 80 proc. rakiet balistycznych i 100 proc. rakiet balistycznych, które atakowały cele bronione przez systemy Patriot.

Czytaj więcej

Granice naszych marzeń

Polska, realizując programy Wisła, Narew, Pilica, Poprad i inne w zakresie zwalczania środków napadu powietrznego, w istocie buduje wielowarstwowy system obrony powietrznej, tworząc strefę tzw. A2/AD, czyli „bańkę antydostępową”, swoisty parasol nad Polską, nie do przejścia dla przeciwnika. Funkcjonalnie system ten ma przypominać izraelską „żelazną kopułę” (Iron Dome), którego skuteczność według danych izraelskich sił wojskowych wynosi 86–90 proc. przy dużej intensywności ataków przeciwnika.

Trzeba też pamiętać, że zniszczenie lotniska, w tym pasów startowych, to nie jest łatwe zadanie. W 2017 r. Amerykanie wystrzelili 59 rakiet Tomahawk na lotnisko al-Shayrat w zachodniej Syrii. Wszystkie trafiły w cel, ale już 24 godziny później pojawiły się informacje o startujących z tego obiektu samolotach bojowych.

Co bronić: CPK czy Warszawę? To źle postawione pytanie

Jest jeszcze jedna kwestia, którą w tym kontekście warto poruszyć. Otóż niektórzy uczestniczący w debacie na temat CPK sformułowali pogląd, że lepiej środki publiczne przeznaczyć na obronę powietrzną Warszawy, niż je tracić, konstruując system chroniący ten węzeł komunikacyjny. Pozostawiając na boku bałamutność tej tezy, bo kierując się tego rodzaju logiką, należałoby w ogóle zrezygnować z obrony powietrznej celów wojskowych, koncentrując się na ochronie dużych skupisk ludności, warto zwrócić uwagę na co innego. W przypadku Warszawy ten właśnie argument w sposób szczególny jest nieuprawniony.

Rosjanie mogą chcieć zaatakować CPK przy użyciu rakiet wystrzeliwanych z samolotów, ale – aby to zrobić – musieliby najpierw unieszkodliwić naszą i NATO-wską obronę powietrzną, czego nie byli w stanie zrobić nawet w Ukrainie, gdzie mierzyli się ze znacznie słabszym przeciwnikiem. Mogą atakować przy użyciu systemów rakietowych zarówno krótkiego zasięgu z obwodu królewieckiego, jak i dalekiego, atakując z terenów Federacji Rosyjskiej. Trzeba jednak pamiętać, że w większości przypadków trajektorie lotu tych pocisków będą przebiegały w zasięgu oddziaływania wielowarstwowego systemu ochrony powietrznej Warszawy, co oznacza, że dla ochrony CPK nie trzeba tworzyć nowego potężnego systemu obrony ze szkodą dla stolicy.

Wyczerpywanie się postsowieckich zapasów i ograniczenia produkcyjne zmusiły rosyjskie dowództwo do gromadzenia zapasów, stąd trwające nawet kilkanaście tygodni pauzy w rosyjskich atakach rakietowych

Przedłużająca się wojna oznacza też narastające problemy Rosjan z budową nowych rakiet. Ich zdolności wbrew pierwotnym ocenom nie spadły do zera, ale nawet najbardziej pesymistycznie nastawieni eksperci są dziś zdania, że mogą konstruować ok. 200 rakiet miesięcznie. Nie jest to mało, ale wyczerpywanie się postsowieckich zapasów i ograniczenia produkcyjne zmusiły rosyjskie dowództwo do gromadzenia zapasów, stąd trwające nawet kilkanaście tygodni pauzy w rosyjskich atakach rakietowych. W praktyce oznacza to kurczenie się ich możliwości dokonania obezwładniającego, niszczącego ataku, przeciw dobrze bronionemu obiektowi, jakim jest CPK.

Oczywiście w przyszłości może to się zmienić. Rosja będzie chciała odtworzyć swoje zdolności, ale ograniczeń ilościowych i braków podzespołów nie będzie jej łatwo przezwyciężyć. My też nie będziemy czekać bezczynnie, co więcej, rozwój systemów elektronicznego zwiadu i rozpoznania powinien pomóc nam wcześniej dostrzec i unieszkodliwić ewentualny rosyjski atak.

Wypada w tej sytuacji doradzić przeciwnikom CPK, aby lepiej przygotowali się do debaty w kwestii wrażliwości tego węzła komunikacyjnego na rosyjskie ataki rakietowe i te, które będą przeprowadzane z powietrza. Trudno dziś uznać głoszone przez nich tezy za ufundowane na znajomości tematu i analizie doświadczeń wojny powietrznej w Ukrainie. Nie oznacza to, że CPK, jeśli wybuchnie wojna, nie będzie atakowane. Ale nie będziemy ani tak bezbronni, ani bezczynni, jak mogłoby się to laikom wydawać.

Autor

Marek Budzisz

Historyk, dziennikarz, publicysta, członek think tanku Strategy & Future

Autor

Dariusz Wroński

Pilot wojskowy, generał brygady w stanie spoczynku, w przeszłości m.in. dowódca 1. Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, były szef Wojsk Aeromobilnych

felietony
Marek A. Cichocki: Czy nowy globalny sojusz Chin, Iranu i Rosji zrzuci Amerykę z piedestału?
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Haszczyński: Po irańskim ataku na Izrael. Wielkiej wojny, na razie, nie będzie
Opinie polityczno - społeczne
Paweł Łepkowski: Aborcja od 50 lat dzieli Amerykę na dwa wrogie obozy
Opinie polityczno - społeczne
Marek Kozubal: Nie każdy nominat Piotra Glińskiego jest zły
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Opinie polityczno - społeczne
Michał Kolanko: Koalicja w Sejmie zdała pierwszy tak poważny egzamin