Tekstów o tym, że Halloween i Uroczystość Wszystkich Świętych dzieli tak naprawdę wszystko, jest na pęczki. Próżno jednak szukać analiz tłumaczących, co łączy popularność zachodniego święta rodem z McDonalds’a z organizowanymi przy parafiach balami Wszystkich Świętych. A jest to olbrzymie pragnienie okazywania radości, tłumione przez nadmuchaną od pokoleń narodową powagę.
Polacy mają już po dziurki w nosie powagi i zadumy
Przyczyny rosnącego zaangażowania Polaków w celebrowanie zachodniego święta Halloween w naszym kraju są o wiele głębsze, niż się sądzi i odzwierciedlają coś, co uwidoczniły m.in. wyniki ostatnich wyborów. Jest to bardzo silne pragnienie odrzucenia kultywowanej duchologicznie przez część starszych Polaków nad wyraz ciężkiej powagi i zadumy, którą okraszamy na siłę nasze życie społeczne na każdym kroku. Wyraża się to m.in. w słowach oburzenia na temat zła, jakim jest wprowadzanie bożonarodzeniowego klimatu w galeriach handlowych, które – jak wykazują – jest w oczywisty sposób wymierzone w nasz Adwent...
Czytaj więcej
Papież-emeryt Benedykt XVI, "królowa rock and rolla" Tina Turner, legendarny piłkarz Pelé, pisarz Milan Kundera, aktorzy Matthew Perry, Alan Arkin...
Sęk w tym, że Polacy mają już po dziurki w nosie powagi i zadumy, która MUSI nam towarzyszyć, „bo tak jest od dziada pradziada”. Zamiast budować niewątpliwie wspaniałe Muzeum Historii Polski, lepiej byłoby zainwestować miliardy w grę wideo o naszych dziejach, która stanowiłaby polskie atomowe soft power. No, ale „to jest niepoważne”. Musi być martyrologia, zaduma i Bóg sam jeden raczy wiedzieć, co jeszcze.
Tak jest praktycznie ze wszystkim. Jeden z profesorów historii sztuki mawiał na temat kiczu, że nie da się być cały czas artystą wysokich lotów. Tak samo nie da się być cały czas Polakiem „wysokich lotów”.
Czym bowiem są bale Wszystkich Świętych, które w Polsce zyskują popularność obok Halloween
Z pewnością rację mają mówiący, że poddając się niepohamowanej westernizacji napędzanej narodowym wstydem, przekleństwu wtórności, o którym pisał Marek Cichocki, czy jak to nazywa obóz Zjednoczonej Prawicy – ojkofobii, prędzej czy później zostaniemy brutalnie wypchnięci przez muzułmanów, których silne przywiązanie do tradycji ostatecznie wygra z naszą nijakością i ucieczką od wszystkiego, co regionalne.
Czytaj więcej
Śmierć Matthew Perry’ego, czyli – dla wielu dzisiejszych 40-latków – ikonicznej postaci Chandlera Binga z „Przyjaciół”, skłania do pewnej refleksji...
Z drugiej strony, nie znam kraju, w którym tak smutna byłaby cała kultura śmierci w ramach wyznawanej wiary, a ludzie tak bardzo pragnęliby się cieszyć, czego dowodem są urastające do rangi absurdu radosne koncerty w rocznicę największej narodowej tragedii. Ze świecą szukać kościołów, które afirmują zmartwychwstanie, zamiast li tylko sensu krzyża i cierpienia.
Pomijam fakt, jak wiele w tym względzie w ludziach złego uczyniły wynurzenia Tomasza à Kempisa, którego deprecjonujące rady były wodą na młyn apodyktycznych rodziców wielbiących się w prawdzie za wszelką cenę – rodem z Kanta, nawet jeśli miałoby to się odbyć kosztem całkowitej bezduszności wobec cierpienia swoich dzieci. Na marginesie, z jakichś względów owy à Kempis świętym nie został…
Nie dziwię się, że ludzie z tak smutnego kraju jak Polska tęsknią za radością na miarę meksykańskiego Santa Muerte! Czym bowiem są bale Wszystkich Świętych, które w Polsce zyskują popularność obok Halloween, jak nie manifestacją sprzeciwu wobec smutku i zadumy, w które mamy się przyodziewać kolejny raz w roku?
Czytaj więcej
Platformy streamingowe przygotowały specjalną ofertę na Halloween. Wśród tytułów są nowości, m. in. „The Boogeyman” wg Kinga czy klasyki Hitchcocka.
Trudno o większe celebrowanie beznadziejności towarzyszącej żegnaniu duszy na ostatniej drodze do nieba niż to, co dominowało i nadal „obowiązuje” w Polsce. Próżno tu szukać jakiejkolwiek nadziei kończącej ziemskie cierpienia, którą mój kochany tata żywił, kiedy odszedł jego ciężko chory brat.
Wszystko się nam pomieszało
Myślę, że pewnych rzeczy nie zatrzymamy. Ale jeśli chcemy uratować to, co nasze, musimy odwołać się do tradycji niosących nadzieję i skończyć z kultem beznadziejności i nadmuchanej powagi, które wyrażają się w kolejnych absurdalnych obchodach na wesoło rocznic powstania warszawskiego pod pomnikiem dziecka z karabinem maszynowym.
Jeśli jakiś dzień zasługuje na żałobę i ciszę, a nie radosne koncerty, to właśnie 1 sierpnia. Pełne wigoru śpiewy winny rozbrzmiewać w całym kraju w rocznicę zwycięskiego powstania wielkopolskiego, a okraszają najbardziej tragiczną decyzję w dziejach XX-wiecznej Polski. Wszystko się nam pomieszało, ale jedno jest pewne: naród nie chce się dłużej smucić.