Artur Bartkiewicz: Defilada wojskowa w Warszawie. Łyżka dziegciu w kotle grochówki

Abramsy, himarsy i patrioty na ulicach Warszawy pokazały, że jesteśmy „silni, zwarci i gotowi” – i to dobrze, biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną, w jakiej się znaleźliśmy. Ale budując silną armię, PiS musi pamiętać, że buduje ją dla Polski, a nie dla siebie.

Aktualizacja: 16.08.2023 06:18 Publikacja: 15.08.2023 16:26

Problemem z modernizacją armii w wykonaniu PiS jest to, że rozmachowi całego przedsięwzięcia towarzy

Problemem z modernizacją armii w wykonaniu PiS jest to, że rozmachowi całego przedsięwzięcia towarzyszy nadanie mu partyjnego charakteru

Foto: PAP/Radek Pietruszka

„Zbudowaliśmy potężne siły zbrojne” – mówił przed defiladą szef MON Mariusz Błaszczak, a prezydent Andrzej Duda podkreślał, że Polska się zbroi, by sama siła polskich sił zbrojnych odstraszała agresora. I na defiladzie było to widać: zamiast pamiętających czasy radzieckie czołgów T-72 na ulicach Warszawy ryczały zachodnie abramsy, leopardy i koreańskie K2. Akompaniowały im himarsy, haubice K9 czy swojskie kraby. A nad nimi latały F-16, F-35 i śmigłowce apache. Armia polska niewątpliwie przez ostatnie lata bardzo się zmieniła – i jest to zmiana w tym kierunku, który zwiększa nasze poczucie bezpieczeństwa.

Czytaj więcej

Abramsy i HIMARS-y na ulicach Warszawy. Obchody Święta Wojska Polskiego

Problemem z modernizacją armii w wykonaniu PiS jest jednak to, że rozmachowi całego przedsięwzięcia towarzyszy nadanie mu partyjnego charakteru. Modernizacja armii to proces rozłożony na długie lata – dla przykładu myśliwce piątej generacji F-35 będą trafiać do Polski w latach 2024-2030, abramsy dopłyną do 2026 roku, koreańskie moduły wyrzutni rakietowych K239 do 2027 roku, etc. Również formowanie nowych jednostek to proces rozłożony na lata.

Kto jest wrogiem PiS: Władimir Putin czy Donald Tusk?

Tymczasem opozycja, która może sprawować władzę, gdy większość tych kontraktów będzie finalizowana, w procesie tym w ogóle nie partycypuje. Nie chodzi oczywiście o to, aby podejmowała decyzje – to zadanie rządu. Ale choćby Rada Bezpieczeństwa Narodowego wydaje się idealną instytucją do tego, by przynajmniej przedstawić wizję i kierunek modernizacji armii, jaką ma rząd, tak aby zachować ciągłość całego procesu po zmianie władzy. W sytuacji, gdy za naszą wschodnią granicą trwa wojna, sprawy bezpieczeństwa kraju powinny być wyjęte poza nawias bieżącej polityki. Wszyscy pamiętamy sytuację z niedoszłym zakupem caracali, które zamówił rząd PO-PSL, a z których rezygnował rząd PiS. Upartyjnianie kwestii wojskowych stwarza ryzyko powtórki takiej sytuacji. A nic tak nie szkodzi sprawności sił zbrojnych, jak odbijanie się od ściany do ściany przy ich modernizacji i zmienianie koncepcji w rytm kolejnych wyborów.

Czytaj więcej

Michał Płociński: Komu przeszkadza defilada

Jak jednak PiS ma konsultować cokolwiek z opozycją, skoro w manichejskiej wizji świata, przedstawionej przez Jarosława Kaczyńskiego w przededniu Święta Wojska Polskiego na pikniku wojskowym w Uniejowie, uosobieniem wszelkiego zła nie jest Władimir Putin i jego pancerne zagony, tylko Donald Tusk i opozycja? To samo mówi zresztą premier, który w spocie przedstawiającym jedno z pytań referendalnych nazywa Donalda Tuska „największym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa”.

Gdy tak postawimy sprawę, to aż ciśnie się na usta pytanie, przed kim tak naprawdę mają nas bronić te wszystkie abramsy i himarsy? Bo skoro Tusk jest – jak mówi Kaczyński – „personifikacją zła”, to już po 15 października wszystko może być stracone (oczywiście w świecie według PiS). To z kolei prowadzi do konkluzji, że defilada, według jej organizatorów, ma pokazać, że jesteśmy „silni, zwarci i gotowi” wcale nie Putinowi, lecz polskiemu społeczeństwu, które ma w rewanżu zagłosować tak jak trzeba.

Armia ma bronić naszej wspólnej Polski

Świadczą o tym zresztą słowa prezydenta, który z jednej strony apelował o wyłączenie kwestii bezpieczeństwa z przestrzeni politycznych sporów, a z drugiej nawet 15 sierpnia postanowił powtórzyć partyjny przekaz, mówiący o tym, że o bezpieczeństwo w Polsce dba się od 2015 roku, bo wcześniejsze ekipy rozbrajały państwo i wiodły je do katastrofy. Taka narracja znacznie osłabia późniejsze wezwanie Dudy do jedności – no, chyba że prezydentowi chodzi o jedność w ramach obozu Zjednoczonej Prawicy…

Polska, której ma bronić polska armia, nie jest Polską PiS ani Polską KO

I to jest łyżka dziegciu w tym kotle tradycyjnej, wojskowej grochówki. Bo Polska, której ma bronić polska armia, nie jest Polską PiS ani Polską KO. Jest i będzie Polską nas wszystkich.

„Zbudowaliśmy potężne siły zbrojne” – mówił przed defiladą szef MON Mariusz Błaszczak, a prezydent Andrzej Duda podkreślał, że Polska się zbroi, by sama siła polskich sił zbrojnych odstraszała agresora. I na defiladzie było to widać: zamiast pamiętających czasy radzieckie czołgów T-72 na ulicach Warszawy ryczały zachodnie abramsy, leopardy i koreańskie K2. Akompaniowały im himarsy, haubice K9 czy swojskie kraby. A nad nimi latały F-16, F-35 i śmigłowce apache. Armia polska niewątpliwie przez ostatnie lata bardzo się zmieniła – i jest to zmiana w tym kierunku, który zwiększa nasze poczucie bezpieczeństwa.

Pozostało 85% artykułu
Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Cios Giertycha w PiS Funduszem Sprawiedliwości może zmienić wynik wyborów 9 czerwca
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Skaranie boskie z tym Bogiem!
Opinie polityczno - społeczne
Michał Długosz: A może by tak służba publiczna
Opinie polityczno - społeczne
Bogusław Chrabota: Polacy za Tarczą Wschód
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie
Opinie polityczno - społeczne
Roman Kuźniar: Tarcza Wschód jak historyczna rekonstrukcja
Materiał Promocyjny
Problem sukcesji w polskich firmach będzie narastał