Wiedzieli i pozwalali

Po publikacji „Rzeczpospolitej” coraz bardziej tracę wiarę, że Kościół rozliczy się ze swoich zaniechań – pisze publicysta.

Publikacja: 26.05.2023 03:00

Na publikowanej przez nas liście znajduje się 117 księży

Na publikowanej przez nas liście znajduje się 117 księży

Foto: Adobe Stock

Po lekturze wyników kwerendy Tomasza Krzyżaka i Piotra Litki, opublikowanej w „Rzeczpospolitej”, mam coraz silniejsze przekonanie, że Kościół, mimo wielu form wspierania ofiar nadużyć seksualnych, musi jeszcze bardziej zaostrzyć kierunek działań, wprowadzając politykę zero tolerancji dla tego typu sytuacji. Szczególnie kiedy ofiarą jest dziecko, nie może być żadnego „ale”.

Kościół jako instytucja przez lata zawodził ofiary i chronił przestępców. Grzech zaniechania, o którym mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, czyli brak przeprowadzenia lustracji w polskim Kościele, to jedno z wielu źródeł nadużyć seksualnych duchownych. To, co wiemy, stanowi zaledwie czubek góry lodowej.

Czytaj więcej

Raport "Rzeczpospolitej" ws. pedofilii w Kościele: Dojście do prawdy musi być przejrzyste

W tych dniach po raz kolejny przypomniałem sobie historię amerykańskiego dziennikarskiego zespołu śledczego „Spotlight” z dziennika „The Boston Globe”. W styczniu 2002 r. opublikowali artykuł demaskujący systemowe tuszowanie nadużyć seksualnych przez osoby duchowne w diecezji bostońskiej. Filmowa historia została zekranizowana w 2015 r. i trzy sceny z tego filmu szczególnie utkwiły mi w pamięci. Pierwsza, kiedy członkowie redakcji „Spotlight” odkrywają, że liczba potencjalnych sprawców może sięgać blisko 90 osób. Druga, kiedy jasnym staje się, że w mieście panowała zmowa milczenia: wszyscy ważni ludzie wiedzieli o systemowym tuszowaniu – na czele z kard. Bernardem Lawem, który po ujawnieniu sprawy zrezygnował z kierowania diecezją w Bostonie, a w 2004 r., decyzją papieża Jana Pawła II, został archiprezbiterem bazyliki Matki Bożej Większej w Rzymie (to ciekawe w kontekście roli, jaką Jan Paweł II odegrał w temacie wyjaśniania nadużyć seksualnych w Kościele).

I wreszcie trzecia scena z filmu, kiedy jeden z redaktorów – Michael Rezendes – na propozycję, że z publikacją artykułu powinni się wstrzymać, odpowiada: „Wiedzieli i pozwalali na to! Chodzi o dzieci. To mogłeś być ty albo ja, albo którekolwiek z nas. Musimy załatwić tych drani. Musimy pokazać ludziom, że to nikomu nie ujdzie na sucho. Ani księdzu, ani kardynałowi, ani papieżowi”.

Czytaj więcej

Tomasz Krzyżak, Piotr Litka: Niewidziane działania Jana Pawła II

Ta ostatnia scena rezonuje szczególnie dla osoby, która przez ponad 20 lat była ministrantem i lektorem. Przez te wszystkie lata miałem do czynienia z wieloma duchownymi i – dzięki Bogu – ani razu nie padłem ofiarą lub świadkiem historii, które opisywali dziennikarze „Spotlight” czy Tomasz Krzyżak i Piotr Litka. Może miałem szczęście. Tego szczęścia nie miały ofiary, o których piszą dziennikarze „Rz”.

Dla mnie księża zawsze byli osobami godnymi zaufania. Niestety, to się powoli zmienia, głównie z powodu marazmu i niechęci hierarchii do poważnego potraktowania tego problemu. Kilka lat temu byłem uczestnikiem zamkniętego seminarium, w trakcie którego rozmawialiśmy o tym, jak polski Kościół działa w temacie nadużyć seksualnych (spotkanie miało miejsce po publikacji filmu „Tylko nie mów nikomu” Tomasza i Marka Sekielskich). Uderzyła mnie uwaga jednej z uczestniczek, która powiedziała, że w obecnej sytuacji nie wyobraża sobie wysłać swoich dzieci do parafialnej scholi, czy by służyli do mszy jako ministranci z obawy przed tym, co mogłoby je tam spotkać, i ze świadomością, że jeśli coś by się wydarzyło niedobrego, to nie mogłaby liczyć na zdecydowaną reakcję duchownych. Niech to będzie podsumowaniem sytuacji, w jakiej znajduje się Kościół – braku zaufania, podejrzliwości i strachu. Bo gdzie, jeśli nie w Kościele człowiek, a szczególnie dziecko, powinien czuć się bezpiecznie?

Podobnie jak po reportażu Marcina Gutowskiego o Janie Pawle II, tak i po publikacji „Rzeczpospolitej” mało jest we mnie wiary, że Kościół powoła niezależną komisję, otworzy archiwa i zmierzy się z problemem. Bez kompromisów, szukania usprawiedliwień, a w imię sprawiedliwości i zadośćuczynienia dla ofiar.

Promykiem nadziei jest komunikat abp. Wojciecha Polaka, delegata Komisji Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży: „Zawstydzające jest, że przez dziesięciolecia nie dostrzegaliśmy ich krzywdy i cierpienia. Jeszcze raz pragnę za to przeprosić”. Nadzieję daje także przypomnienie o marcowej zapowiedzi powołania „niezależnego zespołu specjalistów, którego przedmiotem badań będzie praktyka rozwiązywania problemów związanych z przestępstwami popełnionymi przez niektóre osoby duchowne wobec małoletnich w przeszłości”.

To jednak nie zmienia obrazu rzeczywistości, gdy kolejny raz okazuje się, że jakaś część duchownych na przestrzeni dziesiątek lat wiedziała i pozwalała na wykorzystywanie seksualne dzieci.

Autor jest politologiem i pracownikiem Uniwersytetu Jagiellońskiego

Po lekturze wyników kwerendy Tomasza Krzyżaka i Piotra Litki, opublikowanej w „Rzeczpospolitej”, mam coraz silniejsze przekonanie, że Kościół, mimo wielu form wspierania ofiar nadużyć seksualnych, musi jeszcze bardziej zaostrzyć kierunek działań, wprowadzając politykę zero tolerancji dla tego typu sytuacji. Szczególnie kiedy ofiarą jest dziecko, nie może być żadnego „ale”.

Kościół jako instytucja przez lata zawodził ofiary i chronił przestępców. Grzech zaniechania, o którym mówi ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, czyli brak przeprowadzenia lustracji w polskim Kościele, to jedno z wielu źródeł nadużyć seksualnych duchownych. To, co wiemy, stanowi zaledwie czubek góry lodowej.

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Bez kantów o Kancie
Opinie polityczno - społeczne
Przemysław Prekiel: Niebezpieczne przerzucanie się oskarżeniami o prorosyjskość
Opinie polityczno - społeczne
Przemysław Urbańczyk: Czy pakt migracyjny zamieni Unię w „oblężoną twierdzę Europa”?
felietony
Wciąż nie wiemy, czy przyszłość Polski zależy tylko od nas
Opinie polityczno - społeczne
Paweł Łepkowski: W polityce walka z krzyżem to ryzykowny wybór
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?