Nowa faza kampanii, w której znalazła się polska polityka po
ogłoszeniu trzech obietnic wyborczych podczas Programowego Ula (chciałbym
poznać nazwisko speca, który wymyślił tak infantylną nazwę konwencji PiS),
polega na tym, że dwie największe partie usiłują się codziennie wciągnąć w
pułapkę. Przedstawiona w niedzielę przez Jarosława Kaczyńskiego obietnica:
jak wygramy wybory, podniesiemy 500+ do 800 zł miesięcznie, miała na celu nie tylko
zanęcenie własnych wyborców, ale też sprowokowanie Platformy Obywatelskiej do jakiegoś fałszywego
ruchu. PiS liczyło, że PO zacznie krytykować rozdawnictwo, a wtedy będzie można
skrytykować Tuska za hipokryzję, bo przecież sam ostatnio proponował 1500 zł babciowego. A do tego można by było dorzucić argumenty godnościowe o braku szacunku do Polaków, którzy
pobierają to świadczenie.