Kilka dni temu przewodniczący KRRiT ogłosił, że jego błyskotliwa diagnoza doprowadziła do powstania rzetelnej oceny sytuacji. Regulator rynku medialnego stojący na straży wolności słowa (to sformułowanie pochodzi z Konstytucji) jest ciałem na wskroś politycznym, wybieranym przez sejm, senat i prezydenta.
Moje kontakty z KRRiT dawno temu bywały sympatyczne, gdy przekonałem Juliusza Brauna, że widz i słuchacz mediów powinien być uczony ich niuansów znaczeniowych. W dodatku twierdziłem, że ta zasada dotyczy nas wszystkich, bo wszyscy jesteśmy analfabetami coraz to nowszych form medialnych. Jakież piękne wydawało mi się dyskutowanie o granicy podobno nie do przekroczenia w reality show „Big Brother”. Jak bardzo potrzebne stało się interpretowanie pozornych obsceniczności w sitcomie „Świat według Kiepskich”. Przekonywaliśmy się wzajemnie na temat ich potencjalnego oddziaływania na dzieci. Wydaje się, że mieliśmy wspólny cel, mianowicie wszyscy i po partnersku staraliśmy się zrozumieć reguły ekonomiczne popkultury, bo to właśnie ona rządzi – jeśli macie wątpliwości, popatrzcie na ikony nastolatków.
Czytaj więcej
„W TVN będziemy publikować fakty niezależnie od tego, dla kogo są one niewygodne” – czytamy w specjalnym oświadczeniu wydanym przez stację w odpowi...
Ogłaszam, że ten okres względnego partnerstwa skończył się na skutek nieznajomości, czy też braku woli do poznania zasad funkcjonowania mediów. Otóż przewodniczący zarzuca dokumentowi „Siła kłamstwa” autorstwa Piotra Świerczka następujące grzechy (które mają różne postaci prawne): brak obiektywizmu, nierzetelność, szereg działań sprzecznych z prawem oraz występowanie przeciwko polskiej racji stacji.
Co pozostaje dziennikarzowi w takim przypadku? Na Białorusi przygotowuje się do odsiadki, w Polsce ma jeszcze opcję wolnościową. Może poprosić tego funkcjonariusza publicznego (przyjęło się, że członków KRRiT zwyczajowo nazywa się ministrami), żeby pokazał palcem wszeteczeństwa, o które oskarża. Ktoś tu się myli w ocenie – skoro materiał służyć powinien jako elementarz rzetelności i obiektywizmu. Ktoś tu nie rozumie mediów, ich możliwości edukacyjnych – i nie jest to Piotr Świerczek.
Wzywam do przejścia stanu dziennikarskiego w tryb wzmożonej aktywności: potrzeba nam wielu przykładów odczytywania na nowo – głównie lokalnych. Potrzeba wizyt dziennikarzy, naukowców w szkołach (póki można). Zróbmy to, dopóki konstytucyjna obrona słowa nie będzie wymagała jeszcze bardziej solidnego uzasadnienia. Zadufanie urzędnicze przybrało monstrualne rozmiary. Panie przewodniczący, zapraszam na dokształcenie medialne, naprawdę warto.
Prof. dr hab. Wiesław Godzic jest ekspertem medialnym, twórcą Zespołu Edukacji Medialnej (TVN)