Pamiętam, jak w latach 70. w mojej opolskiej szkole zniknęło nagle wielu uczniów. Wyjechali do Niemiec, bo ich śląscy rodzice mieli dość brutalnej polityki polonizacji i antyniemieckiej propagandy prowadzonej przez komunistów. Gdy komunizm upadł w 1989 roku, tysiące Ślązaków czekały na wizytę Kohla w Polsce ze sztandarami: Helmut jesteś też naszym kanclerzem. W tym czasie uznanie granicy na Odrze i Nysie nie było w Niemczech popularne. Jeszcze mniej popularna była idea przyjęcia Polski do UE i NATO.

Tadeusz Mazowiecki rozumiał jednak, że Polska w konflikcie z Niemcami jest skazana na izolację w Europie i łaskę Kremla. Trzy dni po upadku muru berlińskiego nasz premier uścisnął więc kanclerza w geście pojednania podczas mszy celebrowanej, na życzenie Kohla, przez opolskiego biskupa Nossola. „To człowiek dwóch kultur – niemieckiej i polskiej – wielki ekumenista, człowiek pojednania” – tak Mazowiecki opisał sylwetkę Alfonsa Nossola.

Symboliczny gest pojednania z Krzyżowej pozwolił ministrowi Skubiszewskiemu wypracować polsko-niemiecki traktat o dobrym sąsiedztwie. U jego podstaw leżało uregulowanie kwestii niemieckiej mniejszości narodowej w Polsce. Język niemiecki jest dzisiaj pomocniczy w 22 gminach województwa opolskiego i w 31 gminach nazwy miast i wsi widnieją w dwóch językach. Mniejszość niemiecka ma też zagwarantowaną reprezentację w Sejmie. W rezultacie zjednoczone Niemcy uznały naszą zachodnią granicę i stały się gorącym orędownikiem członkostwa Polski w instytucjach zachodnich.

Czytaj więcej

Błaszczak znów zmienia zdanie. Patrioty z Niemiec będą jednak w Polsce

Niestety, ten wielki historyczny dorobek jest dziś niszczony przez obecną władzę. Rząd bez przerwy prowokuje partnerów z Berlina, czy to w sprawie reparacji, patriotów, czy nawet tak standardowej sprawy, jak nominacja ambasadora. W Sejmie są propozycje odebrania mniejszości niemieckiej prawa posiadania posła i środków na nauczanie języka. W telewizji publicznej propaganda antyniemiecka jest dziś bardziej rażąca niż w PRL. Krytyka zachodnich sąsiadów może być uzasadniona, lecz oszczerstwa i prowokacje z rzeczową krytyką mają mało wspólnego.

Nie wiem, czy to zachowanie jest funkcją autentycznych narodowych fobii czy kampanii wyborczej. Wiem jednak, że dziś, jak trzy dekady temu, dobre sąsiedztwo z Niemcami jest fundamentem polskiej racji stanu. Prędzej czy później Niemcy stracą cierpliwość i cały naród zapłaci za zachowanie małej grupy politycznych awanturników. Czy współczesnej Polski nie stać na przywódców mających odwagę iść ścieżką pojednania? Czy w interesie Polski leży konflikt z największą demokracją i gospodarką w Europie? Czy w szeregach PiS-u brak odwagi, by powiedzieć kolegom: Dość! Przestańcie igrać z ogniem!

Jan Zielonka

Autor jest profesorem na uniwersytetach we Florencji i Oksfordzie