To pewnie dlatego nie potrafię powiedzieć, czy jestem za wojewodą Radziwiłłem, czy za dyrektorką Strzepką. Szczerze mówiąc, w tym wypadku jestem przeciwko obydwojgu. Tyle że z różnych powodów. A jako wiernego niegdyś widza warszawskiego Teatru Dramatycznego obchodzi mnie po prostu dobro tej sceny. Choć jej przyszłość – m.in. w perspektywie tego konfliktu – nie wygląda dobrze.

Czytaj więcej

Polowanie na czarownice. PiS czyści teatry z opozycji

To może zacznijmy od końca. Decyzja wojewody mazowieckiego, żeby odwołać Monikę Strzępkę ze stanowiska, to więcej niż błąd, to zbrodnia. To uniemożliwi na lata jakąkolwiek normalną rozmowę na temat tak ważnej sceny. Teraz każdy, kto wypowie się krytycznie o programie dyrektorki, będzie PiS-owcem, a ci, którzy Jarosława Kaczyńskiego nienawidzą, będą jej bronić do upadłego jako „ofiary reżimu”. Tyle że Strzępce nic się nie stanie. Sąd po prostu przywróci ją na stanowisko, bo wymagania konkursu były ze sobą wewnętrznie sprzeczne, a urzędnicy nie są teatralnymi krytykami, żeby zajmować się analizą programu teatru. Wydaje się po prostu, że wojewoda postanowił się wykazać przed zwierzchnikami na polu kultury i wybrał taki właśnie sposób.

Czytaj więcej

Trzaskowski o odwołaniu dyrektorki Teatru Dramatycznego: Cenzura nie przejdzie

Prawdziwy problem polega na tym, że Strzępka wróci i zapewne dokończy dzieła zniszczenia. Jest na najlepszej drodze, żeby Dramatyczny poszedł w ślady Powszechnego. Sceny, która odcięła się od swojej tradycji, straciła publiczność i artystyczną jakość, skupia się więc na politycznych prowokacjach. A tak się składa, że obecny rząd wyjątkowo łatwo daje się prowokować.

Czytaj więcej

Jacek Cieślak: Czy wojewoda Radziwiłł unieważnia Jedwabne?

Monika Strzępka została wybrana na dyrektorkę z powodów politycznych, bo prezydent Warszawy chciał się przypodobać feministkom i lewicy, została odwołana z powodów politycznych, bo dla wojewody symbolizuje teatr „lewacki”; a wkrótce wróci, bo z powodów politycznych nie sposób sobie niczego innego wyobrazić. Nikogo przy tym nie obchodzi, że zaproponowany przez nią program pasuje do jakiegoś niszowego domu kultury (sztuki o prawach zwierząt, zaangażowane manifesty feministyczne, reedukacja męskiej części zespołu), a nie wielkiej sceny z piękną tradycją. Literacką, podkreślam, bo chodzi o tradycję, która wedle założeń konkursu miała być kontynuowana.

To właśnie w Dramatycznym grano premiery Mrożka i Różewicza, których nowa dyrekcja raczej nie uważa za istotnych autorów. Sądząc po programie, nie ceni również Szekspira, Czechowa i wszystkiego, co zwykliśmy uważać za klasykę. Na razie głównym osiągnięciem Moniki Strzępki było odsłonięcie rzeźby waginy. I wydaje mi się, że tak pozostanie.