Zdecydowanie przeciwko takiej możliwości wypowiada się ponad 70 proc. najmłodszych (ale dorosłych) uczestników badania. Przeciw, ale już z mniejszą stanowczością, jest jeszcze 5 proc., zaś poparłaby takie rozwiązanie tylko mniej niż jedna czwarta pytanych. To zasadnicza rozbieżność z ogólnymi wynikami badania, w którym za poborem jest nieco ponad jedna trzecia Polaków, a przeciw nieco mniej niż 60 proc. Ciekawe, że pobór popiera ponad połowa badanych w grupach: zwolenników rządzącej koalicji, emerytów i telewidzów „Wiadomości”.

Kompletnie zaś nie dziwi skala poparcia w grupie niezdecydowanych politycznie; za poborem jest w tym przypadku aż 73 proc., przeciw tylko 13. Widoczny tu brak umiejętności dokonywania wyborów w polityce wiąże się ze stanem rozchwiania emocjonalnego. Strach dyktuje poparcie dla poboru, czyli wzmocnienia armii. Subiektywnie przekłada się to na poczucie bezpieczeństwa; w ten sposób strach ulega wyciszeniu.

Czytaj więcej

Sondaż: Młodzi Polacy nie chcą przywrócenia poboru do wojska

Osobiście nie dziwię się młodym ludziom. Wychowywali się w świecie pozornego bezpieczeństwa; wojnę – w zdecydowanej większości przypadków – znają wyłącznie z ekranów kinowych i gier komputerowych. Perspektywę kariery wiążą raczej z życiem zawodowym i biznesem, a kwestie militarne zostawiają zawodowcom. Wojna – dla jednych abstrakcja, dla drugich senny koszmar – wdarła się w ich życie dopiero niedawno i trudno się dziwić, że może się wydawać nonsensem i zagrożeniem.

Czy to antypatriotyzm? Pewnie niektórzy tak myślą i krytykują pacyfizm oraz brak zaangażowania młodych ludzi. Domyślam się, że najczęściej to ich – wychowani na „Pancernych” i Klossie – rodzice i dziadkowie. Tyle że w zdecydowanej większości oni też wojnę znają jedynie z telewizji. No i nie grozi im pobór. A bycie bohaterem w sytuacji braku realnego zagrożenia „pójściem w kamasze” ze względu na biologię nie powinno napawać dumą.

Wróćmy jednak do młodych; o ile interesują się konfliktem w Ukrainie, już wiedzą, że śmierć jest realna i dotyka właśnie ich pokolenia. Na wojnie się ginie, a pobór musi oznaczać nic innego jak perspektywę wojny. Dość odległą co prawda, ale realną. Ta „odległość” jest tu wyjątkowo ważna. Proszę zauważyć, że ankieterzy IBRiS pytają o poparcie dla powszechnego poboru w „sytuacji eskalacji wojny na wschodzie”. Eskalacja wojny w Ukrainie tylko zwiększa zagrożenie dla Polski, ale nie jest tożsama z wojną, czyli zagrożeniem dla ojczyzny.

Gdyby odległość zmalała i stanęlibyśmy bezpośrednio przed koniecznością obrony ojczyzny, zapewne wyniki badania byłyby inne. Postawy czysto pacyfistyczne pewnie by osłabły, a sprzeciw wobec poboru byłby dużo mniejszy. I dopiero takie dane mogłyby rozstrzygać o patriotyzmie młodego pokolenia. Chwilowo dla tych ludzi – i większości społeczeństwa – patriotyzm znaczy co innego; pracę dla kraju, zaangażowanie w politykę, codzienną troskę o dobro publiczne. Dobrze, że tak jest i oby pozostało tak jak najdłużej.