Andrzej Rzewnicki: Za Pałac Saski niech płacą Niemcy

Cieszy propozycja Zielonych udziału rządu w Berlinie w finansowaniu odbudowy Pałacu Saskiego w Warszawie. Ich podejście świadczy o zrozumieniu stanowiska państwa polskiego i uczuć jego obywateli – pisze publicysta.

Aktualizacja: 03.09.2021 06:34 Publikacja: 02.09.2021 19:20

Pałac Saski na fotografii z początku XX wieku

Pałac Saski na fotografii z początku XX wieku

Foto: repr. Darek Golik

Pomnika polskich ofiar niemieckiej okupacji nadal nie ma. Tak rozpoczynał się mój artykuł „Dwie pamięci, jedna zbrodnia" opublikowany w „Rzeczpospolitej" 1 września 2020 r. Rok minął i pomnika wciąż nie ma. Nie wydaje się, aby wynikało to ze złej sprawności i złej organizacji pracy Bundestagu czy rządu niemieckiego.

Jeśli się prześledzi wypowiedzi niemieckich polityków z ostatnich lat na temat zbrodni niemieckich na państwie polskim i jego obywatelach, da się zauważyć stałą linię polityczną wpisywania jej w działania wojenne hitlerowskich Niemiec na terenie całej okupowanej przez nich Europy, a nie tylko Polski. Pisałem o tym w cytowanym artykule, że ten koncept i zamysł trzeba zdecydowanie obalić.

Do polityków niemieckich musi zatem dotrzeć ta prawda, którą inni znają, że okupacja w Polsce była najbardziej okrutna, a zbrodnie tu popełnione potworne i nieludzkie. Czy artykuł w „Rzeczpospolitej" poruszył dyplomację niemiecką w Polsce – nie sądzę, bo na wysłanego maila z artykułem do ambasadora w Warszawie nie dostałem odpowiedzi. No cóż, jestem tylko jednym z setek tysięcy Polaków, których rodziny doznały krzywd i cierpień w czasie okupacji niemieckiej, ale gazeta jest poważna i elitarna.

Podarty paszport

Niektóre stawiane przeze mnie kwestie nabierają ostatnio wyrazu, co oznacza, że tezy były słuszne i muszą znaleźć odpowiedź. Wydaje się, że ten wątek artykułu o zrównywaniu zbrodni niemieckich w Polsce ze zbrodniami działań okupacyjnych w innych krajach był słuszny i mam nadzieję, że więcej nie będzie wykorzystywany. Sprawa eksterminacji polskiej inteligencji jako pierwszej jeszcze przed eksterminacją Żydów nie jest jednak szerzej znana w świecie i wymaga lepszego jej upublicznienia. Wynika to z treści korespondencji historyka zajmującego się zawodowo sprawami drugiej wojny światowej dr Danuty Drywy, którą ostatnio otrzymałem i cytuję w całości:

Student z Niemiec po obejrzeniu Muzeum Stutthof stanął na chwilę, wyjął niemiecki paszport i go podarł

Andrzej Rzewnicki

„Ma Pan rację, że temat eksterminacji polskiej inteligencji nie jest szerzej znany w świecie, chociaż może inaczej to ujmę, są osoby, którzy znają to zagadnienie, i jest ich stosunkowo dużo i w Niemczech, i innych krajach, ale nie mają siły przebicia, lub niektórzy specjalnie tego tematu nie poruszają lub wręcz blokują jego rozpowszechnianie i na to nie mamy wpływu, bo są silniejsi. Możemy jedynie w swoich kontaktach czy swoich pracach zawsze poruszać ten temat. Tak też robię. Czyni to również ostatnio IPN. Na ten temat jest dużo stron internetowych ogólnodostępnych i w tym jest nadzieja, że także trafiają do ludzi z innego kraju. Ambasador Niemiec to już inna sprawa, to już wielka polityka".

Zatem fakty są znane wielu Niemcom, ale ich odbiór nie jest jednakowy. Student z Niemiec po obejrzeniu Muzeum Stutthof stanął na chwilę, wyjął niemiecki paszport i go podarł. To wyjątkowe zachowanie niemające wpływu na politykę rządu w Berlinie.

Nie przypominam już znanych zbrodniczych postępowań Niemców na terenie Polski, ale oburza mnie absolutny brak empatii w stosunku do nas – Polaków. Ten brak wczucia się w nasze doznania okropieństw okupacji jest jakąś linią polityczną wyznaczającą ich podejście do naszego kraju. Proszę zauważyć, jak zdobyli się na ludzkie przeprosiny za dokonanie zbrodni ludobójstwa na terenach dzisiejszej Namibii, deklarując projekty za miliard euro w ciągu 30 lat. Uznali, że takie deklaracje są im potrzebne w świecie. Wydaje się, że jakiś symboliczny gest materialny w stronę naszego kraju, chociażby taki jak propozycja Zielonych finansowania odbudowy Pałacu Saskiego, byłby też na miejscu.

Widać, że przyjęta postawa blokowania tematu jest sprawą rządzących Republiką Federalną Niemiec. Tak też jest z innymi sprawami polskimi, jak nieuznanie polskiej mniejszości w Niemczech czy też niedoczekanie się restytucji zagrabionego wielkiego stuletniego majątku Związku Polaków w Niemczech, który skonfiskowali Niemcy. O ile w sprawach reparacji wojennych kluczą, używając różnych argumentów politycznych, o tyle nie zwracając zagrabionego mienia, sankcjonują i uprawomocniają dekrety sygnowane przez Hermanna Göringa – dotyczące rozwiązania organizacji Polaków w Niemczech i konfiskaty ich mienia. Gdy to porównać do grabieży mienia w Polsce dekretem Bieruta, to standardy jego zwrotu, choć kontrowersyjne, jednak istnieją. Zatem jest to sprawa rzucająca złe światło na podtrzymujących prawa hitlerowskie.

Wzmacniać UE

Nasuwa się myśl, że bez zmiany ekipy rządzącej tyle już lat, Niemcy nie podejmą z Polską dialogu w sprawach naszych roszczeń za straty wojenne i dialogu mogącego zakończyć wysuwanie dalszych roszczeń i pretensji.

Oczywiście, wszyscy wiemy, że formacja rządząca Polską podejmuje najczęściej tematy naszych roszczeń za straty wojenne. Mam tylko wątpliwości, czy rzeczywiście chce dialogu z Niemcami i zakończenia tematu, jeśli nie szuka poparcia dla niego w Unii Europejskiej, tylko z nią walczy. Jest to raczej wykorzystywanie odczuć Polaków, ofiar niemieckiej okupacji, w propagandzie rządu. Może to z miłości do marszałka Józefa Piłsudskiego, który powiedział: „Ja nikomu nie wierzę, a cóż dopiero Niemcom".

Wielka polityka, jak określiła zachowanie ambasadora Niemiec dr Danuta Drywa, nie jest naszą mocną stroną, skoro nie dbamy o nasz wizerunek w świecie. Przypomnę słowa Zbigniewa Brzezińskiego, że Europa Środkowa musi „zaznaczyć swoje demokratyczne prawa do większego udziału na najwyższych stanowiskach decyzyjnych Unii Europejskiej wiedziona przekonaniem, że będzie naprawdę bezpieczna geostrategicznie tylko wtedy, gdy Europa stanie się prawdziwą jednostką polityczną", gdy USA i Europa „będą bardziej organicznie powiązane".

Zbigniew Brzeziński reprezentował w Ameryce Partię Demokratyczną i dzisiaj ta partia rządzi w Stanach Zjednoczonych z prezydentem Bidenem na czele. Ostatnie jego posunięcia w sprawie wycofania sankcji za Nord Stream 2, z argumentem, że pogorszyłyby relacje z Europą, są dowodem na dialog Stanów Zjednoczonych Ameryki z najsilniejszym i najbogatszym państwem UE. Niemcy ogromnie zyskali na integracji europejskiej, a także mogą mieć największy wpływ na jej rozwój. Chęć odbudowy relacji transatlantyckich po rządach Donalda Trumpa przez ekipę Joe Bidena może być pozytywnie postrzegana przez Polskę, jeśli będziemy wpisywać się w politykę wzmacniania integracji Unii Europejskiej.

Niemcy muszą jednak zdawać sobie sprawę z naszych odczuć w stosunku do nich i chyba relacje dwóch sąsiadujących ze sobą państw – członków Unii Europejskiej powinny być dobre, jeśli nie znakomite, dla wspólnych działań służących rozwiązywaniu problemów europejskich i światowych.

To też byłby pomnik

Taką nadzieję daje wybór Zielonych w Niemczech w zbliżających się wyborach parlamentarnych. Wszystko zależy od konstelacji, w jakiej będą uczestniczyć w przyszłym rządzie. Ich podejście świadczy o głębszym zrozumieniu stanowiska państwa polskiego i uczuć jego obywateli odnoszących się do okresu okupacji niemieckiej w Polsce. Widzi to nasza dyplomacja i spotyka się z przedstawicielami Zielonych.

Ugrupowanie to wysuwa już pewne propozycje związane z naszymi żądaniami reparacji wojennych. Ma powstać specjalny fundusz pomocy dla żyjących jeszcze w Polsce ofiar III Rzeszy. Ma nastąpić finansowa pomoc Niemiec w odniesieniu do zniszczonych i zagrabionych przez Niemców dóbr kultury.

Cieszy mnie niezmiernie propozycja Zielonych udziału rządu w Berlinie w finansowaniu odbudowy Pałacu Saskiego w Warszawie. W artykule sprzed roku pisałem o koncepcji odbudowy Pałacu Saskiego jako symbolicznej odpowiedzi na żądanie reparacji wojennych. To też byłaby jakaś forma pomnika postawionego nie w Niemczech, ale w kraju, któremu uczyniono tyle zła.

Mogę powiedzieć, że gdyby pan ambasador Arndt Freytag von Loringhoven przeczytał mojego maila i zainicjował odbudowę pałacu w sposób, w jaki dzisiaj proponują Zieloni, miałby zasługi wraz z obecną ekipą rządową w polepszeniu relacji polsko-niemieckich. Słowa ambasadora: „Chcę, by wszyscy obywatele Polski dowiedzieli się, że Niemcy poczuwają się do swojej odpowiedzialności za ówczesne zbrodnie. Cieszyłbym się niezmiernie, gdyby wszyscy Polacy wiedzieli, że jesteśmy świadomi cierpień ofiar II wojny światowej – każdej pojedynczej ofiary", nic nie znaczą, jeśli za nimi nie podążają czyny.

Jak wiele zależy od nas, pokazuje inicjatywa Muzeum Powstania Warszawskiego, które w samym sercu Berlina przypomniało Niemcom o zbrodniach ich dziadków. Dokładnie w miejscu dawnej centrali Gestapo, SS i Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, w której Hitler wydał rozkaz całkowitego zniszczenia Warszawy, stanęła wystawa, która daje berlińczykom jasny przekaz, czym była niemiecka okupacja.

Jeśli się umie być skutecznym

Pozostaje tylko odnieść się do wywiadu kandydata CDU/CSU na kanclerza Niemiec Armina Lascheta. „Utrzymuję twardą postawę wobec reparacji wojennych dla Polski". Jest przedłużeniem dotychczasowej polityki ekipy rządu w Niemczech. Nie wnosi nic nowego do relacji polsko-niemieckich. Jędrzej Bielecki napisał w „Rzeczpospolitej": „Z Laschetem można się dogadać. Jeśli się umie". Powtórzę i dodam: jeśli się umie być skutecznym, bo w polityce liczy się przede wszystkim skuteczność.

Pomnika polskich ofiar niemieckiej okupacji nadal nie ma. Tak rozpoczynał się mój artykuł „Dwie pamięci, jedna zbrodnia" opublikowany w „Rzeczpospolitej" 1 września 2020 r. Rok minął i pomnika wciąż nie ma. Nie wydaje się, aby wynikało to ze złej sprawności i złej organizacji pracy Bundestagu czy rządu niemieckiego.

Jeśli się prześledzi wypowiedzi niemieckich polityków z ostatnich lat na temat zbrodni niemieckich na państwie polskim i jego obywatelach, da się zauważyć stałą linię polityczną wpisywania jej w działania wojenne hitlerowskich Niemiec na terenie całej okupowanej przez nich Europy, a nie tylko Polski. Pisałem o tym w cytowanym artykule, że ten koncept i zamysł trzeba zdecydowanie obalić.

Pozostało 92% artykułu
analizy
Czy Kornel Morawiecki był ruskim agentem, a Mateusz Morawiecki jest niemieckim?
Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Cios Giertycha w PiS Funduszem Sprawiedliwości może zmienić wynik wyborów 9 czerwca
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Czaputowicz: Autoplagiat, czyli pałka na niepokornych naukowców
Opinie polityczno - społeczne
Andrzej Łomanowski: Putin walczy z imperializmem. Ale polskim
Opinie polityczno - społeczne
Michał Kolanko: Czy decyzja w sprawie CPK zmieni kampanię do Parlamentu Europejskiego?
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Skaranie boskie z tym Bogiem!