To, że wyraziciel takich poglądów, mający takie możliwości techniczne może mnie podglądać, podejrzewałem od dawna. Ale po tym, gdy Edward Snowden przekazał na to dowody dziennikarzom, mam już pewność.

Podobno nie mam powodu do niepokoju – jak nie jestem terrorystą. Ale jak się upewniłem, że mnie Amerykanie podglądają, to się zacząłem zastanawiać, czy nie zostać terrorystą. A jakbym został, to czy jako komunikatora do kontaktów z innymi terrorystami używałbym Facebooka? Po pierwsze, terroryści aż tak głupi nie są – więc podglądanie mnie nie pomoże w zwalczaniu terrorystów. Po drugie, łatwiej jest zbierać dane, niż je analizować – co pokazuje historia zamachów w Nowym Jorku i Bostonie. Służby specjalne miały informacje – jak się okazało po fakcie – ale nie potrafiły ich zrozumieć. Analitycy tacy jak Jack Ryan to nie w Langley, tylko w Hollywood występują.

Teraz najbardziej poszukiwany przez CIA jest rzeczony Ed Snowden. Grozi mu dożywocie za ujawnienie „tajemnicy państwowej” o tym, że Obama mnie podgląda. Jeffersona też by zamknęli za ujawnienie w Deklaracji niepodległości „tajemnicy państwowej” o działaniach króla Jerzego III???

Snowdena bronią – O tempora! O mores! – Chińczycy i Rosjanie. Chińczycy dlatego, że ujawnił, iż Amerykanie włamali się do zamkniętej sieci Uniwersytetu Tsinghua, na którym wykuwają się chińskie kadry. „Świat zapamięta Edwarda Snowdena! To on w nieustraszony sposób zdarł ze Stanów Zjednoczonych maskę świętoszka” – napisał „Dziennik Ludowy”, „organ gazetowy” Komunistycznej Partii Chin.

Podobno amerykańskie służby działają „zgodnie z amerykańskim prawem”. Niemieckie „służby” – jak na przykład SS – też działały zgodnie z niemieckim prawem. Może jednak to prawo nie jest najlepsze, skoro z państwa, które broniło świata przed komunizmem, uczyniło podglądacza?

Orwellowski „Rok 1984” już się urzeczywistnił w roku 2013 w postaci amerykańskiego programu do szpiegowania PRISM. Czy teraz pora, żeby podążyć „Drogą do poddaństwa” Hayeka???

Z komunizmem walczyliśmy między innymi dlatego, że nie chcieliśmy żyć „w Orwellu”. A właśnie żyjemy. Na co jeszcze pozwolimy żądnym władzy ludziom w imię ochrony nas samych przed „wrogami ludu”, których dziś uosabiają terroryści? Prawdopodobieństwo, że do władzy, która ma coraz większy zakres, garną się ludzie uczciwi, jest, niestety, znikome.

Autor jest adwokatem, profesorem prawa, prezydentem Centrum im. Adama Smitha