Naftogaz na wojnie z Gazpromem

Stało się to, co stać się miało. Konflikt gazowy przeszedł w fazę konfrontacji. Ale paradoksalnie może to oznaczać bliskie zakończenie sporu.

Publikacja: 16.06.2014 13:02

Naftogaz na wojnie z Gazpromem

Foto: Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski

Komisarz Oettinger okazał się kiepskim mediatorem i kilka dni przed kalendarzowym latem do porozumienia gazowego nie doprowadził. Z oświadczenia Brukseli wynika, że to ostatecznie Rosja nie zgodziła się ustąpić, co powinno dać do myślenia unijnym politykom. Wniosek nasuwa się sam: jak się nie ma z Rosją mocnych (czytaj siłowych) argumentów to nie siadaj z nią do stołu. Szczególnie polecam to wicepremierowi Piechocińskiemu, który zapowiedział renegocjowanie kontraktu jamalskiego. Ciekawe jakie Polska ma tu argumenty?

Wracając do Gazpromu i Naftogazu to dziś strony przemieściły się od stołów do okopów; pozwały się w Sztokholmie, przy czym roszczenia ukraińskie (6 mld dol.) są większe niż rosyjskie (5,1 mld dol.). Gazprom wprowadził przedpłaty, co oznacza, że teraz przez Ukrainę płynie tylko gaz dla odbiorców unijnych. Naftogaz to lekceważy, bo ma w zbiornikach gazu na cztery miesiące co najmniej, a do tego zwiększył własne wydobycie.

Bruksela wciąż jednak liczy na porozumienie i ja przychylam się do tej opinii. Eskalacja konfliktu nie leży bowiem w interesie szczególnie Rosji. Po pierwsze Gazprom traci na wartości. Dziś po upublicznieniu zaostrzenia konfliktu, papiery koncernu na moskiewskim parkiecie straciły od razu 2 proc. Analitycy rosyjscy już uprzedzają, że papiery mogą znaleźć się „pod naciskiem sprzedających".

Po drugie Gazprom traci twarz, co jest gorsze od straty wartości akcji. Wiarygodność dostawcy, pewność dostaw jest podstawą sukcesu biznesowego. Jeżeli teraz europejscy klienci tę pewność stracą (po raz trzeci, wcześniej był to 2006 i 2009 r.), to nie obwinią za to Naftogazu, ale Gazprom. Pochodną może być poszukiwanie alternatywy, szczególnie w USA, utrata części wpływów i rynku, o czym dziś uprzedzają rosyjscy eksperci.

Zwracają uwagę, że Rosja wciąż jest krajem z „gospodarką surowcową" a więc „w pełni i całkowicie zależy od eksportu", a na kraje Unii przypada (dane za styczeń -kwiecień) 53 proc. całego rosyjskiego eksportu. Zaostrzenie sankcji, może więc mocno uderzyć rosyjską gospodarkę spychając ją do sytuacji z 2009 r. O jej słabości świadczy fakt, że dochody budżetu z branży poza surowcowej są na 10 procentowym minusie, a ponad połowa wpływów do kasy państwa daje eksport ropy i gazu.

To wszystko może wymusić szybki powrót stron do stołu negocjacyjnego. Komisarz Oettinger też nie odpuszcza i zapowiedział, że Bruksela może nawet zgodzić się na South Steram, pod warunkiem jego przystosowania do prawa unijnego.

Komisarz Oettinger okazał się kiepskim mediatorem i kilka dni przed kalendarzowym latem do porozumienia gazowego nie doprowadził. Z oświadczenia Brukseli wynika, że to ostatecznie Rosja nie zgodziła się ustąpić, co powinno dać do myślenia unijnym politykom. Wniosek nasuwa się sam: jak się nie ma z Rosją mocnych (czytaj siłowych) argumentów to nie siadaj z nią do stołu. Szczególnie polecam to wicepremierowi Piechocińskiemu, który zapowiedział renegocjowanie kontraktu jamalskiego. Ciekawe jakie Polska ma tu argumenty?

Pozostało 80% artykułu
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
https://track.adform.net/adfserve/?bn=77855207;1x1inv=1;srctype=3;gdpr=${gdpr};gdpr_consent=${gdpr_consent_50};ord=[timestamp]
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Materiał Promocyjny
Bank Pekao wchodzi w świat gamingu ze swoją planszą w Fortnite
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację