Znaczna część dzisiejszych problemów systemu podatkowego to spadek po tzw. Polskim Ładzie. Odebrał on podatnikom m.in. możliwość odliczenia 9-proc. składki zdrowotnej w PIT. Tak drastyczna podwyżka obciążeń rozsierdziła Polaków od prawa do lewa. W ramach gaszenia pożaru rząd w pośpiechu zaproponował więc obniżenie dolnej stawki PIT z 17 do 12 proc. I mamy to, co mamy: dwie stawki podatku od dochodów osobistych, rzeczywiście dość mocno od siebie oddalone – 12 i 32 proc. Oddziela je próg podatkowy na poziomie 120 tys. zł. Dochody poniżej tej kwoty, po uwzględnieniu kwoty wolnej od podatku, są objęte niższą stawką. Nadwyżka ponad tę sumę wpada już pod stawkę wyższą.
Czytaj więcej
Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański zapewnił, że planowane zmiany w systemie podatkowym, które obniżą dochody z tytułu PIT w 2027 r., s...
Dodatkowym problemem jest brak waloryzacji progu podatkowego, a także kwoty wolnej od podatku. Ich coroczna waloryzacja była wpisana do ustawy o PIT od początku jej funkcjonowania, ale potem kolejne rządy ją zamrażały — z jednym przejściowym odmrożeniem — aż w końcu wyrzuciły ten mechanizm z ustawy. Rządzący uznali, że brak waloryzacji, czyli ukryta podwyżka obciążeń, będzie mniej kłuł podatników w oczy niż podniesienie stawek PIT. I tak to przez lata skutecznie drenowało portfele Polaków. Wraz ze wzrostem dochodów coraz więcej osób przekraczało próg podatkowy, wpadało pod wyższą stawkę i płaciło fiskusowi coraz więcej. Cierpliwość podatników skończyła się, gdy nagle okazało się, że pod wyższą stawkę PIT wpada nie kilkaset tysięcy najlepiej zarabiających, lecz blisko 2,4 mln osób. Do tego w rok takich podatników przybyło ok. pół miliona, a w dwa lata ponad milion. Ich obciążenia podatkowe po przekroczeniu progu gwałtownie wzrosły, choć nie są to przecież żadni bogacze, lecz budująca się klasa średnia.
Odpowiedzią na ten problem miała być mocna podwyżka kwoty wolnej od podatku. Licytacja na wysokość tej podwyżki była częścią poprzedniej kampanii wyborczej. W efekcie obietnica doszła do poziomu 60 tys. zł, zamiast obecnych 30 tys. zł. Tyle że trudno ją spełnić, bo byłoby to zbyt kosztowne dla budżetu państwa, który i tak ledwie dyszy, a na dodatek jest obciążony wielkimi wydatkami na obronność. Deficyt finansów publicznych jest tak duży, że Unia Europejska nakazała Polsce jego obniżenie. Redukcję deficytu trudno jednak pogodzić z obiecaną wyborcom potężną podwyżką kwoty wolnej od podatku.
Zmiany w progach podatkowych. Sprytny pomysł rządu
Rząd ma więc inny pomysł. Proponuje wprowadzenie dodatkowej, pośredniej stawki PIT. Chodzi o to, by wzrost obciążeń dochodów Polaków następował wolniej — żeby podatnicy spod stawki 12 proc. nie wpadali od razu pod 32 proc. Najniższa stawka ma obejmować dochody do 130 tys. zł, a nie jak dziś do 120 tys. zł. Od nadwyżki ponad tę kwotę do 150 tys. zł miałoby być pobierane 24 proc. podatku. Dopiero nadwyżka rocznego dochodu ponad 150 tys. zł byłaby objęta stawką 32-proc. Zyskać ma przede wszystkim budująca się klasa średnia — 3,5 mln osób. W sumie w kieszeniach podatników ma zostać ponad 10 mld zł. Zapłacić mają za to najlepiej zarabiający i największe firmy, m.in. za sprawą podwyżki CIT z 19 do 22 proc., podniesienia daniny solidarnościowej z 4 do 5 proc. oraz obniżenia granicy ryczałtu z równowartości 1 mln euro do 250 tys. euro.
Czytaj więcej
Wielkich reform w podatkach nie ma. Kwestia podniesienia kwoty wolnej odłożona ad acta. Ale jest szansa na zrównoważenie budżetu w 2027 r.
To sprytny pomysł. Z jednej strony ulży nieco średniakom, którzy rzeczywiście są dziś nadmiernie dociążeni daninami publicznymi. Z drugiej — utrudni prezydentowi zawetowanie tych zmian, bo jego weto byłoby korzystne dla najbogatszych, najlepiej zarabiających, dużych firm i wielkich koncernów. Bogaci zapewne i tak sobie poradzą, a duże firmy przynajmniej część wyższych podatków przerzucą na klientów, choćby w cenach produktów. W efekcie to sami podatnicy mogą sfinansować część kosztów obniżenia własnych podatków. Podatki są przecież systemem naczyń połączonych.
Tego, czego w propozycji rządu z pewnością brakuje, to przywrócenie do ustawy o PIT corocznego mechanizmu waloryzacji kwoty wolnej oraz kwot — teraz już dwóch — progów podatkowych. To właśnie brak waloryzacji doprowadził nas do miejsca, w którym jesteśmy. Bez niej nadal będziemy mieli do czynienia z cichą, pełzającą podwyżką podatków, bo z roku na rok coraz więcej podatników będzie wpadało pod wyższe stawki PIT. Tak, wiem, waloryzacja kosztuje.