To się musiało wydarzyć.
Rząd w sprawie podatków był pod ciągłą presją. I to ze wszystkich kierunków.
Zmian domagał się prezydent, opozycja, a nawet opozycja wewnętrzna z niezwykle konsekwentną
Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz, która o podniesieniu kwoty wolnej gardłowała z
natręctwem przypominającym Katona Starszego w sprawie Kartaginy. Zarazem ani prezydent, ani opozycja nie odpowiadają za realizację budżetu, bilans przychodów i wydatków. Dlatego tak łatwo im rzucać obietnice, domagać
się zmian i bić w duet Tusk – Domański, polityków, których odpowiedzialność
za równowagę budżetową jest realna. Należy też przyjąć za pewnik, że presję na
premiera wywarły sondaże, ostatnio coraz mniej przychylne dla rządów koalicji.
Ale i tu trzeba dodać, że w sondażach zawsze lepiej odbijają się populistyczne
hasła o potrzebie ulżenia podatnikom niż realna odpowiedzialność za to, by
starczyło pieniędzy na podwyżki dla budżetówki, transfery socjalne, edukację, służbę zdrowia i
obronność.