Koniec grudnia to dla wielu osób czas postanowień noworocznych. Nie wiem, czy premier Donald Tusk hołduje temu zwyczajowi, niemniej mamy dla niego ściągawkę. To lista propozycji i spraw do załatwienia, przygotowana przez Radę Legislacyjną „Rzeczpospolitej”. Z długiej litanii propozycji najbardziej podobają mi się trzy.
Niech państwo będzie arbitrem, nie zawodnikiem
Po pierwsze, nasze szacowne grono ekspertów postuluje poważne potraktowanie dialogu społecznego w trójkącie pracodawcy – związki zawodowe – rząd i szerokie konsultowanie regulacji dotyczących gospodarki. Strona rządowa powinna grać tu rolę bezstronnego arbitra i nie „drukować” wyniku swoistego meczu na linii pracodawcy – związkowcy jak to się zdarzało poprzedniej ekipie rządzących w przypadku płacy minimalnej. Potrafiła ona – w czasach PiS – przebić najśmielsze oczekiwania związków, albo jak ostatnio utrudniła pracodawcom negocjacje. Arbitralne windowanie ustawowego minimum ponad możliwości wielu firm, zwłaszcza małych, sprawiło, że wiele z nich zakończyło działalność i przedsiębiorstw tej kategorii wagowej ubyło. W dużych firmach i instytucjach spowodowało zaś spłaszczenie struktury płac wedle starej gierkowskiej zasady „czy się stoi, czy się leży pięć tysięcy się należy”.
Postawić sądy na nogi
Druga propozycja Rady Legislacyjnej „Rzeczpospolitej” – reforma wymiaru sprawiedliwości – jest trudniejsza do spełnienia. Ale bynajmniej nie jest „mission impossible”, jeśli główni aktorzy sceny politycznej uznają, że sprawne, szybkie i bezstronne sądy to jedno z podstawowych zadań państwa. Nie socjal dla każdego, nie budowa państwowych czempionów, ale właśnie sądy. Nikt państwa w sprawowaniu sądów nie zastąpi. Wymiaru sprawiedliwości nie można sobie kupić na rynku, jak choćby dostępu do prywatnych przychodni, prywatnej oświaty, a nawet bezpieczeństwa w postaci prywatnych firm ochroniarskich.
Jak obywatel może mieć zaufanie do państwa, gdzie nie dość, że wyroki sądów są spóźnione, to i niepewne, bo sędzia może się okazać nieprawidłowo obsadzony. Wyprostowanie krętych ścieżek sprawiedliwości i jej usprawnienie jest wspólnym obowiązkiem i koalicji, i opozycji (w tym pochodzącego z jej szeregów prezydenta). Jeśli opozycja nie chce w tym pomóc, niech przynajmniej nie przeszkadza, skoro doprowadziła do zapaści państwa w tej dziedzinie, gdy sprawowała rządy.