Andrzej Mierzwa: Biznes i państwo: każdy na swoje miejsce

Mam nadzieję, że politykom starczy determinacji, by ograniczyć wpływy polityczne w gospodarce. Zwiększy to atrakcyjność naszego rynku kapitałowego.

Publikacja: 27.02.2024 03:00

Andrzej Mierzwa: Biznes i państwo: każdy na swoje miejsce

Foto: Adobe Stock

W Polsce trwa debata o roli państwa jako właściciela. Liberałowie twierdzą, że gospodarkę rynkową można regulować normami prawnymi, a nie telefonami do prezesów, i chcą dokończyć prywatyzację. Etatyści uważają, że państwo musi być właścicielem, aby na przykład zapewniać usługi publiczne. Obie tezy są prawdziwe. Tylko obie trzeba wreszcie wprowadzić w życie.

Globalna konwergencja myślenia

USA chronią wolny rynek poprzez instytucje dbające o przestrzeganie prawa i surowo karzące za wykroczenia. Ustawa Glass-Steagall Act z 1933 r. oddzieliła m.in. banki klasyczne od inwestycyjnych jako instytucje finansowe o innym stopniu ryzyka. Ustawa Sarbanes-Oxley z 2002 r. po skandalu Enronu zabroniła audytorom świadczenia usług doradczych dla firm i wprowadziła ostre kary za niszczenie dokumentów finansowych. To właśnie stabilne i korygowane na podstawie doświadczenia prawo pozwoliło USA zbudować największy i najbardziej płynny rynek kapitałowy świata.

Europa początkowo opierała swe gospodarki na systemie bankowym bardziej niż rynkach kapitałowych i zaszła daleko w nacjonalizacji, ale w latach 70. XX wieku zrozumiała, że Skarb Państwa nie jest w stanie zapewnić im kapitału potrzebnego dla rozwoju w warunkach wolnego rynku.

„Srebra rodowe” sprywatyzowano, wprowadzając na giełdy papierów wartościowych. Dało to im dostęp do kapitału prywatnego, zwiększyło wartość i płynność krajowych giełd, przyciągnęło inwestorów z USA i Azji. I otworzyło możliwość inwestowania dla obywateli jako drobnych akcjonariuszy.

Niedokończona reforma w Polsce

Polska reforma zaczęła się od świetnie przygotowanej i wdrożonej ustawy o finansowej restrukturyzacji przedsiębiorstw i banków, która zapewniła nam sprawnie działający system bankowy. Dopiero w drugiej połowie lat 90. rozpoczęto prywatyzację przedsiębiorstw państwowych. Ale już kolejne rządy pod koniec lat 90. otworzyły parasol ochronny nad sektorem energetycznym, górnictwem, transportem kolejowym, lotniczym. Podczas gdy inne kraje naszego regionu kończyły prywatyzację i zamykały odpowiedzialne za nie ministerstwa, polski resort tylko zmieniał nazwy. Ministerstwo Aktywów Państwowych zaczęło prowadzić politykę budowania polskich czeboli, niemającą nic wspólnego z interesem państwa i podatników jako akcjonariuszy.

Repolonizacja banków przez rząd PiS była próbą przejęcia kontroli nad polityką kredytową dla wybranych przez państwo inwestycji bez względu na ich opłacalność ekonomiczną, co zmieniło dostęp do kredytów dla przedsiębiorstw i obywateli i potencjalnie spowodowało straty dla inwestorów i podatników – od elektrowni w Ostrołęce poprzez projekt Izera po projekt Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Fuzja Orlenu z Lotosem, prywatyzacja rafinerii gdańskiej, przedwyborcze obniżki cen paliw (mimo że wyznaczanie cen poniżej kosztu jest zakazane w innych krajach Unii Europejskiej), zakup Polska Press przez Orlen, łączenie CPK z PPL i konkurowanie z PKP PLK przy budowie szybkich kolei pokazały, że nie działają organy kontrolne państwa ani gospodarczy wymiar sprawiedliwości. Ten ostatni tkwi w wiecznej reorganizacji narzuconej przez poprzedniego ministra sprawiedliwości. Komisje sejmowe i raporty NIK wykażą skalę marnotrawstwa naszego państwa.

Niejasne powiązania kapitałowe między dużymi spółkami Skarbu Państwa, Polskim Funduszem Rozwoju, Agencją Rozwoju Przemysłu, towarzystwami finansowymi, fundacjami powołanymi przez wiele spółek Skarbu Państwa (SSP) dodatkowo uniemożliwiają określenie kompetencji i sposobu wykorzystywania powierzonego kapitału. I powodują, że duża część majątku państwowego znajduje się poza kontrolą parlamentu.

Zmiana pierwsza: uwierzmy w prawo, nie w telefon

Państwo posiada dziś wystarczająco dużo instrumentów prawnych, by regulować i nadzorować rynek, bez bawienia się we właściciela. Zadaniem państwa jest zapewnianie usług publicznych finansowanych z podatków, ujętych w budżecie i pod kontrolą parlamentu, a nie swobodne przerzucanie środków między spółkami, bez żadnej kontroli merytorycznej czy finansowej.

Musimy natychmiast wzmocnić bezzębne dziś agencje państwa, by efektywnie nadzorowały rynek i w razie złamania prawa kierowały do wymiaru sprawiedliwości wnioski o kary dla wszystkich firm, w tym państwowych.

Zmiana druga: remanent

Czas podjąć decyzję o wyborze spółek strategicznych, które powinny pozostać w 100 proc. własnością państwa. To infrastruktura transportowa, przesył energii i surowców, sieci wodne i kanalizacyjne. Jeszcze 20 lat temu na tej liście byłaby telekomunikacja. Rozwój technologii i wolny rynek ją z niej wyeliminował. Czy ktoś pamięta państwowe huty? I czy nasza gospodarka cierpi z tego powodu na brak stali?

Wszystkie wybrane w ten sposób spółki strategiczne powinny być 100-proc. własnością Skarbu Państwa i trafić pod skrzydła Ministerstwa Aktywów Państwowych (MAP), co ułatwi nadzór nad ich działalnością. W dłuższym horyzoncie należy jednak MAP zastąpić agencją, która będzie działała jak każdy fundusz zarządzający spółkami portfelowymi w imieniu akcjonariuszy, czyli w tym przypadku podatników, i będzie podlegać ministrowi finansów, który odpowiada za budżet.

Należące do państwa spółki strategiczne powinny korzystać z kapitału prywatnego dla finansowania inwestycji, by sprostać postępowi technologicznemu, transformacji energetycznej i międzynarodowej konkurencji, bo wyzwania XXI wieku będą nas coraz więcej kosztować.

Obecnie amerykańskie i azjatyckie fundusze inwestycyjne pompują biliony dolarów w opłacalne długoterminowe inwestycje infrastrukturalne. Zapewne nie wyłożą pieniędzy na lotnisko budowane, aby pogrążyć Niemców, ale na pewno sfinansują szybką kolej zapewniającą mobilność, intermodalność i transport niskoemisyjny – tak jak to zrobiły w innych krajach. A że nie przyjmą politycznego fraucymeru do pracy w radach nadzorczych, tym lepiej dla nas podatników.

Zmiana trzecia: nadzór właścicielski kontra nepotyzm

Obawiam się, że obecne przepisy w świetle ustawy z 2016 r. dopuściły do list kandydatów do rad nadzorczych posiadaczy wątpliwej jakości dyplomów MBA, o czym coraz głośniej mówią polskie renomowane szkoły biznesu, których dyplomy są uznawane przez takie prestiżowe organizacje akredytacyjne jak amerykańskie AACSB. Trzeba to jak najszybciej zmienić.

Do wyboru członków rad nadzorczych i członków zarządu należy zatrudnić renomowane firmy rekrutacyjne, tak samo jak zatrudniamy profesjonalnych audytorów. Przecież ci pierwsi rekomendują ludzi, których pracę ci drudzy oceniają. Wtedy na pewno będziemy wiedzieć, że politycy nie będą z drugiego rzędu zarządzać pozornie neutralnymi członkami takich ciał.

Zakładam, że MAP przejrzy wewnętrzne procedury i będzie w stanie z innymi agendami – wzorem francuskiej Agencji Mienia Państwowego – określać zasady działania spółek państwowych, chronić sektory, w których działają, pilnując warunków konkurencji wynikających choćby z przepisów UE, ale także chroniąc interes konsumenta, ograniczając koncentrację kapitału zagranicznego, tak jak robią to środkami prawnymi USA czy UE.

Zakazałbym spółkom Skarbu Państwa tworzenia fundacji prowadzących działalność od charytatywnej po polityczną. Fundacje charytatywne niech będą domeną biznesu prywatnego. Państwo ma do tego budżet uchwalany przez Sejm, a nie przez prezesa zarządu spółki Skarbu Państwa zgodnie z jego sympatiami politycznymi lub poleceniami „na telefon”.

Można bardzo łatwo zerwać z nepotyzmem. Zarządzający funduszami private equity muszą przedstawiać inwestorom informację, w jakich radach nadzorczych zasiadają, jakie akcje czy udziały posiadają. Niedopełnienie tego obowiązku grozi konsekwencjami. Stwórzmy taki rejestr dla spółek Skarbu Państwa. Powinien on objąć także rodziny. Potrzeby takiej regulacji dowiódł premier Morawiecki, który deklarował gotowość ujawnienia majątku małżonki, pod warunkiem że parlament uchwali takie prawo. Mam nadzieję, że nowy Sejm spełni jego życzenie.

Zmiana czwarta: srebra rodowe w nasze ręce

Akcje spółek Skarbu Państwa, które nie zostaną uznane za strategiczne, a zarazem działają w sektorach przynoszących zysk w warunkach otwartej konkurencji (to ich większość) należy sprzedać na warszawskiej GPW, z preferencją dla polskich funduszy emerytalnych, a wpływy przekazać do Funduszu Rezerwy Demograficznej. Oczywiście pod warunkiem wprowadzenia wzorem innych krajów zasad przeciwdziałających koncentracji kapitału polskiego lub zagranicznego. Wtedy będziemy mogli powiedzieć, że dochody ze „sreber rodowych” pracują dla przyszłych pokoleń i nikt nie przejmie nad nimi kontroli. Akcjonariat obywatelski jest lepszy od politycznego.

Mam nadzieję, że politykom starczy determinacji, by ograniczyć wpływy polityczne w gospodarce. Poprawi to konkurencyjność i zwiększy atrakcyjność naszego rynku kapitałowego, przyciągając tak bardzo potrzebny kapitał. Polska gospodarcza racja stanu tego wymaga.

CV

Andrzej Mierzwa

Zarządza funduszem private equity 21 Concordia, pracował jako doradca przy programach prywatyzacji w Europie Zachodniej i w Polsce, jest wykładowcą Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej. Tekst zawiera jego osobiste poglądy.

W Polsce trwa debata o roli państwa jako właściciela. Liberałowie twierdzą, że gospodarkę rynkową można regulować normami prawnymi, a nie telefonami do prezesów, i chcą dokończyć prywatyzację. Etatyści uważają, że państwo musi być właścicielem, aby na przykład zapewniać usługi publiczne. Obie tezy są prawdziwe. Tylko obie trzeba wreszcie wprowadzić w życie.

Globalna konwergencja myślenia

Pozostało 95% artykułu
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację