Maria Demertzis: Gdy bank centralny ma stratę zamiast zysku

Nie przejmuję się miliardowymi „stratami” banków centralnych. Zdecydowanie nie są one powodem do niepokoju.

Publikacja: 17.01.2024 03:00

Maria Demertzis: Gdy bank centralny ma stratę zamiast zysku

Foto: Bloomberg

Jak dobrze radzą sobie banki centralne? W tej chwili ponoszą straty, ale w przeciwieństwie do większości dużych instytucji nie powinniśmy oceniać ich wyników na podstawie rocznych zysków i strat. W rzeczywistości rocznych strat banków centralnych nie należy nawet uważać za istotne przy ocenie, jak dobrze banki te wykonują swoje zadania.

Straty są konsekwencją posiadania przez banki centralne dużych bilansów przy jednocześnie wysokich stopach procentowych. Według niedawnego dokumentu MFW oczekuje się, że banki centralne w strefie euro poniosą w latach 2023–2024 straty w wysokości 55 mld euro, co stanowi równowartość 0,5 proc. PKB strefy euro.

Szacuje się, że Bundesbank i Banque de France poniosą za 2023 rok odpowiednio 26 mld euro i 17 mld euro strat. Oczekuje się też, że Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych w 2023 r. odnotowała straty w wysokości 100 mld dol., a do 2025 r. mogą one osiągnąć szczyt na poziomie około 200 mld dol.

Czy te straty stanowią problem

Krótka odpowiedź na pytanie, czy straty banku centralnego to problem, brzmi: nie. Błędem byłoby postrzeganie bilansu banku centralnego, a w szczególności jego rachunków zysków i strat jako „wyniku”, tak jak to robimy w przypadku każdej firmy. Bilanse są narzędziami banków centralnych zapewniającymi płynność systemu finansowego, a od czasu światowego kryzysu finansowego także umożliwiającymi prowadzenie polityki pieniężnej.

Koszty operacyjne banku centralnego, takie jak wynagrodzenia i wydatki, stanowią bardzo mały składnik jego rachunku dochodów i wydatków. Zatem nie mają znaczenia dla systemu finansowego kraju.

Banki centralne nie są zobowiązane do osiągania zysków ani nie czerpią z nich żadnych korzyści, gdy to robią, ponieważ zyski są zwracane ich akcjonariuszom, czyli państwu.

Ale równie dobrze, jeśli banki centralne poniosą straty, mogą zachować je w swoich księgach jako kapitał ujemny. Nie będzie to miało żadnego wpływu na ich zdolność do wykonywania swojej pracy: zapewnienia płynności, zmiany stopy procentowej lub zastosowania luzowania ilościowego, jeśli zajdzie taka potrzeba. Te molochy nie potrzebują zysków do działania ani nie brakuje im płynności.

Przyjrzyjmy się bliżej QE

Kiedy banki centralne rozpoczęły luzowanie ilościowe (QE), kupowały duże ilości obligacji rządowych swoich krajów, które są utrzymywane po stronie aktywów w ich bilansach.

Wraz ze wzrostem stóp procentowych w ciągu ostatnich kilku lat zmieniły się dwie rzeczy. Po pierwsze, banki centralne musiały płacić większe odsetki od części swoich zobowiązań, a mianowicie rezerw, które banki komercyjne trzymają w bankach centralnych, co przyćmiewało kupon, jaki otrzymywały od wszystkich zakupionych obligacji.

Po drugie, wzrost stóp procentowych oznaczał spadek ceny posiadanych obligacji po stronie aktywów, co w zasadzie prowadzi do strat z wyceny.

Ponieważ banki centralne w strefie euro nie wyceniają tych aktywów według ceny rynkowej, straty te nie są realizowane tak długo, jak długo utrzymują te aktywa do terminu zapadalności. Są zatem nieistotne.

Jednak w przypadku niektórych banków centralnych, które wyceniają te aktywa rynkowo, takich jak Szwajcarski Bank Narodowy i szwedzki Riksbank, realizują się straty z wyceny, które mogą przyczynić się do znacznych strat tych instytucji.

Niedawno donoszono, że Riksbank, najstarszy bank centralny świata, zwrócił się do podatników o „dokapitalizowanie” warte 7 mld dol., aby załatać straty poniesione w ciągu ostatnich dwóch lat.

Gdyby te straty utrzymywałyby się przez dłuższy okres, pojawiłyby się pytania o zdolność banków centralnych do finansowania własnej działalności. Gromadzenie ujemnego kapitału własnego mogłoby zagrozić niezależności banku centralnego i podważyć zaufanie społeczne co do zdolności do wykonywania zadań bez zastrzyku kapitałowego ze strony rządu. Rządy mają prawo zadać pytanie, czy zostaną wezwane do zapewnienia takich zastrzyków.

Ale poza tym istnieje również kwestia zachęt. Ostatecznie, jeśli rosnące stopy procentowe są jednym z powodów utrzymujących się strat, pojawia się problem, czy można ufać bankom centralnym, że wykorzystają ten instrument w razie potrzeby do osiągnięcia stabilności cen.

Czy przedłużające się współistnienie dużych bilansów i wysokich stóp procentowych nie zaburzyłoby gotowości banku centralnego do dalszego zaostrzenia polityki pieniężnej, gdyby zaszła taka potrzeba? Czy na pewno reputacja banku centralnego zostanie zniszczona, jeśli zwróci się on do podatnika o dopłatę do kapitału? To zależy. W przypadku Riksbanku na mocy nowej ustawy, która weszła w życie w tym roku, miał on obowiązek zwrócić się o dokapitalizowanie w przypadku przekroczenia ustalonego progu strat. Nie była to decyzja podjęta przez ekspertów ds. zarządzania ryzykiem Riksbanku, ale raczej długie ramię prawa.

W tym samym dokumencie MFW, który cytowałam wcześniej, wykazano, że obecne i oczekiwane w kilku kolejnych latach straty wielu banków centralnych mają charakter tymczasowy i mogą zostać w pełni zrekompensowane do 2027 r. Jak wynika z opracowania Bruegla z 2018 r., nie ma problemu – pod warunkiem że banki centralne mają zrównoważoną pozycję w czasie.

Ponadto banki centralne tworzą odpowiednie rezerwy w celu zarządzania ryzykiem portfela z roku na rok. Wszystko to oznacza, że zaobserwowane straty nie zagrożą zdolności żadnego banku centralnego do finansowania własnej działalności.

Czy można było uniknąć tych strat

Banki centralne mogłyby uniknąć tych strat tylko wtedy, gdyby nie zastosowały najpierw luzowania ilościowego w celu pobudzenia gospodarki, a następnie podwyższenia stóp procentowych w celu stłumienia inflacji. Oznacza to jednak również, że nie wykonałyby swojego zadania polegającego na zapewnieniu stabilności cen.

Powolne tempo zapadania aktywów i zmniejszania bilansów sprawia, że będą okresy, gdy duże bilanse będą musiały współistnieć z wysokimi stopami procentowymi. Znany jest profil zapadalności aktywów, dzięki czemu banki centralne mogą określić moment, w którym muszą utworzyć rezerwę na przyszłe straty. Jest to integralna część ich zarządzania ryzykiem.

Prof. Maria Demertzis pracuje w brukselskim think tanku Bruegel, a także w European University Institute we Florencji

Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację