„Odkąd w listopadzie 2019 r. powstało Ministerstwo Aktywów Państwowych, wartość spółek Skarbu Państwa wzrosła o ponad 20 mld zł" – przekonywał kilka tygodni temu w Sejmie. „Nigdy nawet nie zbliżyliście się do takich wyników, mimo że tymi spółkami w czasie waszych rządów według waszego wyobrażenia zarządzali znakomici fachowcy. No jakoś im nie szło. Jeśli mówicie państwo o tym, że my źle zarządzamy mieniem, to jak ocenić wasze zarządzanie?" – atakował opozycję.

„Rozmawia dwóch partyjnych ekonomistów. Na czym oparty jest polski złoty? – pada pytanie. – Na cynie – słyszy w odpowiedzi. – Jak to na cynie? – Na cynie partyjnym". Dowcip stary, ale jak ulał pasuje do giełdowego sukcesu spółek Skarbu Państwa. Bo gdy przyjrzeć mu się bliżej, to jasno widać, że wynika on ze zwyżki cen miedzi. Jej cena wzrosła z 5,8 tys. dol. do 9,4 tys. dol. Dlatego notowany na giełdzie „państwowy" (Skarb Państwa kontroluje około 32 proc. akcji!) moloch KGHM zwiększył swoją wartość o 20 mld zł. Czy wartość spółek Skarbu Państwa rośnie, czy maleje? I czy to jest efekt „cynu" partyjnego menedżerów powołanych przez dzisiejszą władzę? Nie to jest ważne! Istotna jest rola, jaką państwowe przedsiębiorstwa odgrywają na polskiej giełdzie.

Weźmy wspomniany KGHM, którego notowania rosną w miłym dla oka tempie. Gdyby spółka była czysto prywatnym przedsiębiorstwem, to zysk trafiłby jako dywidenda w ręce akcjonariuszy. KGHM jest jednak „państwowy". Jeszcze w 2012 r. wymyślono więc ad hoc podatek od kopalin, obejmujący miedź i srebro. W ten sposób udało się pozyskać od KGHM olbrzymie pieniądze. Nie trafiły one ani na giełdę, ani do akcjonariuszy, lecz po prostu zasiliły budżet państwa.

„Czy ktoś z urzędników pomyślał o wiarygodności instytucji, jaką jest Giełda? Wiarygodności instytucji nadzorowanej w celu zapewnienia uczciwości obrotu i transparentności reguł? Kto by się takimi rzeczami przejmował" – pisał Konrad Hernik, jeden ze znawców warszawskiej giełdy. KGHM była zresztą pierwszą spółką, dla której wymyślono specjalny podatek. Później ofiarą pomysłowości fiskusa padły firmy sektora bankowego. Dodatkowo – last but not least – obecne na giełdzie państwowe molochy szczodrą ręką sypią miliony złotych m.in. na kontrowersyjną Polską Fundację Narodową. Mimo że „[...] nadużyciem jest wykorzystywanie kapitału dla celów propagandowych, gospodarczo bezużytecznych, niekiedy zgoła społecznie szkodliwych, zakłamanych" – co stwierdza Andrzej S. Nartowski, ekspert corporate governance.

Skutki takich działań? Przerażająco proste! „Jak zachęcić teraz poważnych inwestorów do inwestowania w spółki publiczne Skarbu Państwa? Kto zdecyduje się zainwestować na Giełdzie w obliczu rabunkowej polityki takiego akcjonariusza? [...] największe i najbardziej płynne spółki z WIG20 – to właśnie te zainfekowane polityką" – dodaje Hernik. Faktycznie, od paru lat na giełdzie wyraźnie dominuje jeden inwestor. Swoją krótkowzroczną polityką osłabia warszawski parkiet i rujnuje akcjonariuszy. To właśnie Skarb Państwa!

W kręgach bywalców warszawskiej giełdy krąży taki dowcip. „Przychodzi państwowy menedżer do apteki i mówi: Poproszę o lek na zachłanność. Ale duuuuużo!!!". Coś jest na rzeczy!