Rz: Polska od ponad tygodnia jest w gronie rynków rozwiniętych według metodologii FTSE Russell. Co ten awans daje inwestorom, giełdzie, gospodarce?

Mimo stosunkowo krótkiego czasu od awansu pewne rzeczy już się wydarzyły. Mieliśmy do czynienia z przebudową portfeli przez globalnych inwestorów, co przełożyło się na rekordowe obroty na rynku akcji. Chociażby z tego powodu widać, że ten awans ma znaczenie. Nie jest to wydarzenie tylko medialne, ale za tym poszły także konkretne pieniądze, co jest ważne dla Polski. Dziś dużo łatwiej jest tłumaczyć miejsce Polski na inwestycyjnej mapie świata. Instytucjonalnie jesteśmy gotowi, aby przyjmować najbardziej wymagający kapitał. Jest to szansa dla giełdy, spółek, domów maklerskich, a także i gospodarki. Teraz tę szansę należy wykorzystać.

Są jednak opinie, że lepiej być dużą rybą w mniejszym stawie niż małą rybą w dużym stawie.

Gdyby nasze indeksy traciły na wartości, tłumaczenie takie może byłoby prawdziwe. Nic takiego natomiast się nie wydarzyło. Okazuje się więc, że dobrze sobie radzimy w tym dużym stawie. Nie tylko rozmiar ma znaczenie. Liczą się także inne czynniki. Pod względem inwestycyjnym nasz rynek wciąż posiada dyskonto w stosunku do innych rynków rozwiniętych i jest oczekiwanie, że to dyskonto będzie jednak zniwelowane. Są więc tutaj konkretne pieniądze do zarobienia.

W gronie 25 rynków rozwiniętych zajmujemy 23. miejsce. Jakie ma pan pomysły, aby iść w górę w tym rankingu?

To, czego dziś brakuje i co w pierwszej kolejności chcemy poprawić, to jest płynność. Dlatego też pracujemy nad uruchomieniem platformy do pożyczenia akcji, która sama w sobie powinna poprawić płynność, a także da możliwość zabezpieczania pozycji. Druga rzecz, która powinna polepszyć płynność, to narzędzie do oceny kosztów transakcji, czyli TCA Tool. Dzięki niemu każdy będzie mógł sprawdzić, jak najlepiej zrealizować swoją strategię inwestycyjną, i może się okazać, że aktywne handlowanie jest dużo tańsze, niż wiele osób myśli. W kolejnych krokach planujemy uruchomienie kolejnych indeksów branżowych. Zamierzamy także kontynuować promocje dla tzw. dostarczycieli płynności.

Polska jest pierwszym krajem z naszego regionu, który awansował do grona rynków rozwiniętych. Może to jest dobry moment, aby pomyśleć nad jedną, dużą platformą obrotu dla regionu?

W tym momencie trudno mi to sobie wyobrazić. Lokalna giełda daje poczucie większej niezależności. Wydaje się, że nie ma sensu tworzenie jednej giełdy, kiedy można stworzyć jeden indeks, który będzie odzwierciedlał nastroje panujące w regionie i stworzenie na jego bazie funduszu ETF. To dzisiaj jest największe wyzwanie, ale to także dobry moment do tego, aby właśnie stworzyć taki produkt. Samo utworzenie indeksu nie jest oczywiście problemem, natomiast największym wyzwaniem jest jego komercjalizacja. Prowadzimy jednak już wstępne rozmowy z zarządzającymi o możliwości stworzenia funduszu ETF, który odwzorowywałby indeks regionalny.

Na lokalnym rynku istnieje także dużo innych inicjatyw, również tych narzucanych odgórnie. Mamy chociażby pomysł centralnego rejestru obligacji. Pana zdaniem to słuszna koncepcja?

Jestem dużym zwolennikiem tego pomysłu i cieszę się, że Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych wychodzi z takimi inicjatywami. Dematerializacja papierów i ich ewidencja w Krajowym Depozycie jest w stanie zapewnić większą przejrzystość i liczę, że KDPW stworzy przyjazny system, który będzie pozwalał kontrolować aktywność emitentów na rynku obligacji.

Rynek obligacji to także giełdowy rynek Catalyst.

Zgadza się i mogę powiedzieć, że jest to nasze oczko w głowie. Chcemy stworzyć segment „prime" na tym rynku. Uważamy to za absolutną konieczność. Rynek obligacji nie miał do tej pory odpowiedniej promocji z racji też tego, że na tym rynku mam różnego rodzaju papiery, lepsze i gorsze. My chcemy to uporządkować. Wymaga to jednak od nas dużych inwestycji w rozwój technologii.

W rozwój tego rynku wpisuje się też agencja ratingowa?

Instytut Analiz i Ratingu ma być drogowskazem. Ma jednak nie tylko nadawać oceny, ale także często je aktualizować. Jesteśmy już w pełni gotowi operacyjnie. Teraz składamy odpowiedni wniosek do europejskiego nadzoru. Od początku roku instytut będzie już przygotowywał analizy, które nie będą jednak jeszcze publicznymi ratingami. W pozytywnym scenariuszu jest jednak szansa, że pierwsze ratingi pojawią się w II półroczu przyszłego roku.

Agencja ratingowa budzi wątpliwości. Warszawska giełda może reputacyjnie mocno ucierpieć, jeśli się okaże, że firma z wysokim ratingiem będzie miała później problemy.

Dlatego też zaprosiliśmy do tego projektu partnerów, aby zminimalizować to ryzyko. Skoro jednak niewidzialna ręka rynku nie doprowadziła do popularyzacji ratingów, to musi wkroczyć ktoś z zewnątrz i to stymulować. Podobnie sytuacja wygląda przy pokryciu analitycznym spółek. Prawa popytu i podaży oraz wolny rynek nie zapewniają dostatecznego pokrycia analitycznego. Mamy i w tym zakresie pewne pomysły. Wydaje mi się, że nie tylko możemy, ale też powinniśmy wspierać działalność analityczną.

W jaki konkretny sposób? Chcecie współpracować w tym zakresie z domami maklerskimi?

Analizujemy tę kwestię. Chcemy być proaktywni i wychodzić do maklerów z konkretnymi pomysłami. Nie wszystko na rynku funkcjonuje bowiem idealnie. Analizowaliśmy naszą współpracę z domami maklerskimi. Doszliśmy do wniosku, że jest potrzebna pewna zmiana podejścia i wprowadzenie kilku nowych rozwiązań. Będziemy to konsultować.

Dużo mówi się o głównym rynku akcji, rynku obligacji Catalyst, a okazuje się, że z dużymi problemami radzi sobie tzw. mała giełda czyli rynek NewConnect. Czy macie pomysł, jak tchnąć w niego nowe życie?

Niestety, dziś największym problemem rynku NewConnect, a także innych tego typu rynków, są unijne regulacje. Wszyscy liczyli, że w segmencie małych i średnich spółek dojdzie do deregulacji, a tak naprawdę oprócz wielkich zapowiedzi nic specjalnego się nie wydarzyło. Albo więc NewConnect mocno przyspieszy, kiedy zostanie zderegulowany, albo będziemy musieli fundamentalnie przemyśleć model jego funkcjonowania.

Regulacje to jedno. Warszawska będzie miała niedługo także poważną konkurencję w postaci platformy Cboe Europe, która ma udostępnić możliwość handlu spółkami z WIG20.

Jesteśmy czujni. Wydaje nam się, że potencjalni klienci tej platformy mają tak dobre warunki handlu u nas, że nie widzimy jasnej przewagi konkurencyjnej Cboe Europe. Też jednak pracujemy nad poprawą naszej oferty. Pokonaliśmy wyzwania technologiczne i liczymy, że biura maklerskie też dostosują się do tych zmian. Mam tu na myśli m.in. zwiększenie dokładności kroku notowań do trzech i czterech miejsc po przecinku dla niektórych spółek, co jest wymagane regulacjami MiFID II. Trzeba to jak najszybciej wprowadzić w życie i to też powinno być priorytetem dla biur maklerskich.

Marek Dietl jest absolwentem SGH. Stanowisko szefa warszawskiej giełdy oficjalnie objął we wrześniu 2017 r. W latach 1999–2008 pracował w międzynarodowej firmie doradczej Simon Kucher & Partners. W latach 2008–2012 związany był z Krajowym Funduszem Kapitałowym.