Reklama

Gdzie zmierzają Chiny, a gdzie Polska

Brytyjski tygodnik „The Economist", którego zresztą jedynym partnerem w Polsce jest „Rz", zamieścił w jednym z ostatnich numerów duży i bardzo ciekawy raport o Chinach

Publikacja: 14.07.2011 03:18

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski

Foto: Rzeczpospolita

Każdy, kto go przeczytał, miał zapewne mieszane uczucia. Z jednej strony na naszych oczach rodzi się gospodarcza potęga, która może niedługo przyćmić Stany Zjednoczone, z drugiej – liczba zagrożeń związanych z chińskim wzrostem może budzić strach. Nieuchronne przestawienie tej gospodarki z inwestycji na konsumpcję może się odbyć kosztem dużych turbulencji, które dotknęłyby całej globalnej gospodarki.

Miałem jeszcze jedną refleksję, czytając ten raport. Dlaczego cały świat się zastanawia, co w ciągu dekady stanie się z chińską gospodarką (takich raportów jak powyższy jest co niemiara), a my w Polsce tak rzadko się zastanawiamy, co w długim okresie będzie się działo z naszym krajem? A jest o czym myśleć. Podobnie jak Chiny i wszystkie kraje rozwijające się, czyli tzw. rynki wschodzące, mamy przed sobą różne możliwości rozwoju, które częściowo zależą od decyzji politycznych. Spójrzmy na dwa przykładowe scenariusze. Jeden można nazwać scenariuszem szybkiego wzrostu, a drugi – pułapki stagnacji.

W scenariuszu szybkiego wzrostu Polska powróci na ścieżkę rozwoju, którą podążała w latach 2004 – 2008. Rosnąca klasa średnia będzie zapewniała solidny wzrost konsumpcji, firmy będą korzystały na wielkości rynku krajowego i zwiększały inwestycje, zagranicznych inwestorów przyciągną wciąż relatywnie niskie koszty pracy, rosnąca liczba wykwalifikowanych inżynierów oraz wielkość rynku.

W takim scenariuszu kraj może się rozwijać w średnim tempie ponad 4 proc. i za dekadę osiągnąć realny poziom dochodu o połowę wyższy niż obecnie, a licząc w euro – nawet o 80 proc. wyższy.

W drugim scenariuszu Polska może wpaść w tzw. pułapkę średniego dochodu.  Klasa średnia będzie nieco więcej konsumować, ale firmy utkną w wąskich gardłach rozwoju i nie będą chętne do szybkiego zwiększania nakładów inwestycyjnych. Te wąskie gardła to m.in. niski poziom krajowych oszczędności, duże obciążenia administracyjne, niewydolny system sądownictwa, zawiły system podatkowy czy niski poziom innowacji. Uzależniona od zagranicznego kapitału Polska będzie również bardziej podatna na globalne turbulencje. W takim scenariuszu kraj może się rozwijać w średnim tempie 3 proc. i za dekadę osiągnąć poziom dochodu tylko o jedną trzecią wyższy niż obecnie.

Reklama
Reklama

W pułapkę średniego dochodu wpadało w przeszłości wiele krajów, m.in. Grecja, o której teraz jest tak głośno w mediach. A to, jaką ścieżką podąży Polska, nie zależy jedynie od tego, jak mocno będziemy trzymać kciuki.

Ignacy Morawski, ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości

Opinie Ekonomiczne
UE może stać się ofiarą amerykańskiej dominacji energetycznej
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Davos, czyli tam i z powrotem
Opinie Ekonomiczne
Grzegorz Kozieja: Jak umowa UE-Mercosur wpłynie na interesy rolników
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: Znikające taksówki. Quo vadis, gospodarko?
Opinie Ekonomiczne
Michał Duszczyk: Byliśmy potęgą, ale dziś ogrywają nas Niemcy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama