Reklama

Nierównowaga w gospodarce to efekt działań państwa

Większość wydarzeń polityczno-ekonomicznych można interpretować jako walkę o umocnienie pozycji w procesie dewastowania ekonomicznej gry sił rynkowych

Publikacja: 02.02.2012 10:01

Nierównowaga w gospodarce to efekt działań państwa

Foto: Fotorzepa, Kar Karol Zienkiewicz

Na kursach ekonomii ciągle nauczają, że w gospodarce rynkowej ścierają się dwie siły – sprzedawcy i nabywcy – które w zależności od dochodów i kosztów wytwarzania kształtują na rynku stan równowagi. Efektem powinna być podaż równa popytowi oraz optymalne wykorzystanie czynników produkcji.

Zaraz po tej konstatacji szanujący się wykładowca przystępuje do wymieniania ograniczeń i wyjątków od tej reguły. Tak licznych, że w istocie ją przekreślających.

Sytuację na rynku w istotny sposób zmieniają regulacje prawne ingerujące w gospodarkę, ukształtowane zwyczaje, lobbing, nie zawsze zgodne z prawem protesty społeczne i „konsultacje uliczne". Wiadomo o tym od dawna. Dość długo optymiści mogli jednak przekonywać, że owe siły pozarynkowe wzajemnie się równoważą. I nawet jeśli ostatecznie nie udaje się osiągnąć stanu idealnej równowagi, odchylenia nie są istotne.

Takie utrzymywanie „równowagi regulowanej" wymagało jednak nieprzekraczania pewnych granic przez czynniki zakłócające ten stan.

Niektóre granice można było określić ilościowo. Na przykład: deficyt nie większy niż 3 proc. PKB, udział szarej strefy nie większy niż 15 proc. PKB, podaż pieniądza nie większa niż... (tu zgody nie było, choć każdy zdawał sobie sprawę, że jakaś granica istnieje). W innych kwestiach dopuszczalny poziom zakłóceń był ustalany intuicyjnie. Wiadomo było, że pracownicy muszą czasem postrajkować, podatnicy nieco oszukać fiskusa, a wyborcy od czasu do czasu zdemolować jakieś obiekty publiczne.

Reklama
Reklama

Dzisiaj ów „stan megarównowagi" wydaje się naruszony. Większość wydarzeń polityczno-ekonomicznych można interpretować jako walkę o umocnienie swojej pozycji w procesie dewastowania ekonomicznej gry sił rynkowych.

Największym dewastatorem jest oczywiście państwo. Najpierw silnie stymulowało wzrost popytu nie tylko poprzez zbyt niskie stopy procentowe i zbyt wysoki deficyt budżetowy, ale także przez nacisk na łagodzenie kryteriów kredytowych. Ostatnio do działań tych doszło drukowanie pieniądza. Poza tym państwo starało się nie zauważać, że w każdym sklepie oraz w Internecie można kupić produkty wytworzone „nielegalnie". A pod wpływem nacisków branżowego lobby czy pokrzywdzonych ludzi pracy wprowadzało regulacje korzystne dla tych grup, a rujnujące dla gospodarki.

I państwo przesadziło. Zadłużenie państw świata doszło do blisko 40 bln euro. Zaległości podatkowe 4 tysięcy greckich podatników sięgnęły 15 mld euro. Okazało się, że w Cortina d'Ampezzo turysta wypija tylko jedno piwo tygodniowo. Zakaz obniżania cen leków jest przejawem troski o pacjenta. A benzyna zdaniem kierowców powinna zawsze kosztować 4 zł.

Są to przykłady o różnej wadze, ale wszystkie dotyczą tego samego. Dzisiaj śmiało można powiedzieć, że to jednak zbyt dużo, aby rynek mógł wytrzymać.

Żeby pojawiła się nowa równowaga, potrzeba albo więcej rynku, albo więcej państwa. W pierwszym przypadku wzrośnie niezadowolenie części wyborców. W drugim – dyktatura też w dłuższym okresie radości nie wywoła. Zapewne rację ma zatem Kuba Sienkiewicz: „wszyscy zgodzimy się ze sobą, a będzie dalej tak, jak jest".

Opinie Ekonomiczne
UE może stać się ofiarą amerykańskiej dominacji energetycznej
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Davos, czyli tam i z powrotem
Opinie Ekonomiczne
Grzegorz Kozieja: Jak umowa UE-Mercosur wpłynie na interesy rolników
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: Znikające taksówki. Quo vadis, gospodarko?
Opinie Ekonomiczne
Michał Duszczyk: Byliśmy potęgą, ale dziś ogrywają nas Niemcy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama