Po co zatem zaryzykowali? Hipoteza pierwsza: Prawo i Sprawiedliwość uznało, że jakoś to będzie, a Komisja w naszym przypadku wykaże się łagodnością. Nie wykazała się, bo niby dlaczego miałaby tak postąpić?

Hipoteza druga: weto Brukseli daje partii rządzącej kolejny argument w prowadzonej przez nią kampanii na rzecz zmian w Unii Europejskiej i o taki argument chodziło. Podatek handlowy miał przecież – przynajmniej teoretycznie – wyrównać szanse polskich niewielkich sklepów w rywalizacji z potężnymi, międzynarodowymi sieciami hipermarketów. W dodatku było to jedno z najczęściej powtarzanych haseł przez PiS przed wyborami. A tu, proszę, Bruksela nie pozwala. Chroni interesy wielkich graczy. Prawo i Sprawiedliwość będzie mogło teraz głośno powtarzać, że to trzeba zmienić tak, jak wiele innych rzeczy w Unii.

Jest jeszcze hipoteza trzecia, która ściśle wiąże się z odpowiedzią na pytanie, co teraz z podatkiem handlowym zrobią politycy PiS. Mogą w ogóle z niego zrezygnować, co oznacza polityczną porażkę i kolejną lukę w budżecie. Mogą iść na noże i utrzymać rozwiązanie w dotychczasowym kształcie. Mielibyśmy wówczas potężny spór z Brukselą, liczne procesy, groźbę zwrotu nie tylko pieniędzy z nieszczęsnego podatku, ale też kar i odszkodowań.

Ale Prawo i Sprawiedliwość może, również tropem Węgrów, zmienić konstrukcję tego podatku z progresywnej na liniową, co jest dla Komisji akceptowalne. Wtedy będzie można też ocalić wpływy z tego podatku do wygłodniałej kasy państwa. A przypomnę, że resort finansów liczył na około 1,5 miliarda złotych w przyszłym roku.

Pozostaje tylko pytanie, czy kwoty o tej skali okażą się na tyle kuszące, żeby powiedzieć naszym drobnym handlowcom, którzy zamiast wyrównywaniem szans zostaną objęci podatkiem, że po prostu inaczej się nie dało.